11.04.2024, 23:45 ✶
Daisy na całe szczęście dla siebie nie znała myśli Astarotha. Ba, chociaż wiedziała, że ten stał się całkiem niedawno wampirem, jakoś nie potrafiła na niego spojrzeć w taki sam sposób jak na wampira, którego poznała jakiś czas wcześniej w jednym z zaułków Nokturna. Tamten, przypominający trochę czarnego kota, był przerażający. Podczas całej rozmowy z nim czuła się jak zagoniona w kąt tłuściutka mysz. W pewnej chwili była nawet przekonana, że już za moment poczuje ból wbijanych w nią wampirzych kłów (i wcale nie romantyzowała w swojej głowie tej wizji, była szczerze przerażona). Ale Astaroth? Astaroth by nie mógł. Astaroth był bohaterem. Był najlepszym łowcą jakiego tylko znała. No i najlepszym wampirem. Był chodzącą doskonałością. Nic dziwnego, że już w szkole był popularny i w ogóle.
- Nie musisz być taki miły – zaprzeczyła, znowu uświadamiając sobie, że nawet jego charakter i to, że był dla niej aż tak uprzejmy, świadczyło o tym, jaki był doskonały. I to, że tu przyszedł razem z nią a przecież wcale nie musiał. – Przyznam ci się do czegoś, ale to nie najlepiej o mnie świadczy. Kiedyś widziałam jak syrena próbuje wciągnąć do wody kobietę. Zamiast użyć różdżki, ciskałam w syrenę kamieniami.
Uśmiechnęła się markotnie. I taki to był z niej łowca. Na dobrą sprawę to szwendanie się nocą po uliczkach Nokturna też trochę było jak ułożenie się na talerzu i obrzucenie się liśćmi sałaty, czy co tam wampiry lubią najbardziej.
Zamyśliła się nad słowami Astarotha. To co mówił naprawdę brzmiało w jej uszach logicznie. No i… czy żywe trupy czasem nie powinny być bezmyślnymi, wiedzionymi wiecznym głodem ciałami? A tu jednak zdawało się, że wybierały bardzo konkretnie swoje ofiary. I znowu w Daisy uderzyło jak bardzo jej towarzysz był mądry.
Przytuliła się bardziej do drzewa. Obserwowała kręcących się po okolicy pracowników Ministerstwa Magii.
- Myślisz, że przysłano by aż tyle osób do szukania jednego historyka? – zapytała, obracając głowę w stronę Astarotha. Pomyślała, że on na pewno znał odpowiedź na to pytanie. On znał odpowiedź na każde pytanie. – Poobserwujmy ich. Może uda nam się dostać do domku letniskowego, który zajmował Bagshot.
Zmrużyła oczy, szukając takiego, który wyróżniał się na tle reszty. W dziennym świetle wszystkie były do siebie podobne a różniły się jedynie kolorami. W nocy, rozpoznawała je po światłach palących się we wnętrzach. Przy jednym jednym z nich, na obrzeżach obozu kręciło się więcej pracowników Ministerstwa Magii, niż gdzie indziej.
Daisy rozejrzała się na boki, jakby sprawdzała, czy ktoś ich obserwuje. Na szyi miała nieodłączny aparat, choć tym razem nie miała nawet nadziei na to, że uda jej się zrobić jakiekolwiek zdjęcie.
- Może zejdziemy trochę niżej? – zaproponowała Astarothowi. – Za tamto drzewo, chyba nikt nie kręci się w pobliżu.
Miejsce, które wskazała było w odległości najwyżej dwudziestu metrów. Znajdowało się bardziej z boku, trochę bliżej jeziora Windermere niż domków letniskowych. Jeśli się tam zbliżyli, zmysły Yaxleya zaczęły go alarmować, że coś czaiło się w wodzie.
- Nie musisz być taki miły – zaprzeczyła, znowu uświadamiając sobie, że nawet jego charakter i to, że był dla niej aż tak uprzejmy, świadczyło o tym, jaki był doskonały. I to, że tu przyszedł razem z nią a przecież wcale nie musiał. – Przyznam ci się do czegoś, ale to nie najlepiej o mnie świadczy. Kiedyś widziałam jak syrena próbuje wciągnąć do wody kobietę. Zamiast użyć różdżki, ciskałam w syrenę kamieniami.
Uśmiechnęła się markotnie. I taki to był z niej łowca. Na dobrą sprawę to szwendanie się nocą po uliczkach Nokturna też trochę było jak ułożenie się na talerzu i obrzucenie się liśćmi sałaty, czy co tam wampiry lubią najbardziej.
Zamyśliła się nad słowami Astarotha. To co mówił naprawdę brzmiało w jej uszach logicznie. No i… czy żywe trupy czasem nie powinny być bezmyślnymi, wiedzionymi wiecznym głodem ciałami? A tu jednak zdawało się, że wybierały bardzo konkretnie swoje ofiary. I znowu w Daisy uderzyło jak bardzo jej towarzysz był mądry.
Przytuliła się bardziej do drzewa. Obserwowała kręcących się po okolicy pracowników Ministerstwa Magii.
- Myślisz, że przysłano by aż tyle osób do szukania jednego historyka? – zapytała, obracając głowę w stronę Astarotha. Pomyślała, że on na pewno znał odpowiedź na to pytanie. On znał odpowiedź na każde pytanie. – Poobserwujmy ich. Może uda nam się dostać do domku letniskowego, który zajmował Bagshot.
Zmrużyła oczy, szukając takiego, który wyróżniał się na tle reszty. W dziennym świetle wszystkie były do siebie podobne a różniły się jedynie kolorami. W nocy, rozpoznawała je po światłach palących się we wnętrzach. Przy jednym jednym z nich, na obrzeżach obozu kręciło się więcej pracowników Ministerstwa Magii, niż gdzie indziej.
Daisy rozejrzała się na boki, jakby sprawdzała, czy ktoś ich obserwuje. Na szyi miała nieodłączny aparat, choć tym razem nie miała nawet nadziei na to, że uda jej się zrobić jakiekolwiek zdjęcie.
- Może zejdziemy trochę niżej? – zaproponowała Astarothowi. – Za tamto drzewo, chyba nikt nie kręci się w pobliżu.
Miejsce, które wskazała było w odległości najwyżej dwudziestu metrów. Znajdowało się bardziej z boku, trochę bliżej jeziora Windermere niż domków letniskowych. Jeśli się tam zbliżyli, zmysły Yaxleya zaczęły go alarmować, że coś czaiło się w wodzie.