12.04.2024, 00:03 ✶
Widząc, jak Brenna macha dłonią, podał jej jeszcze nasączoną ziołami chusteczkę, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zaklęcie i tak wykonało swoje zadanie. Wiedział jednak, że czasem ciężko było przekonać psychikę, że obrzydliwa substancja na skórze, już się na tej skórze nie znajdowała.
Na chwilę przeniósł wzrok z pana Collinsa na czarownicę, nie potrafiąc powstrzymać krótkiego, i bardzo w stylu Prewettów, uśmiechu, gdy usłyszał, że podobno jest utalentowanym magimedykiem. Zaraz jednak spoważniał, udał, że zerknął na nią tylko po to, by skontrolować stan jej ręki i powrócił do związanego pacjenta, bo nie ważne jakie komplementy, by od niej usłyszał, nie zmieniało to faktu, że przychodziła do niego z dziwnymi przypadkami i naprawdę wolałby, by tego nie robiła. To znaczy, wolał by po prostu nie padała ofiarą dziwnych przypadków. A nie, by unikała szpitala, jeśli jakieś już ją dosięgną.
– Tak. Myślę, że teraz będzie łatwiej. – Skinął głową, przyglądając się meżczy... Roba... Panu Collinsowi. – Dobry pomysł z tym zaklęciem. – Musiał przyznać, że o ile o samym wyglądzie swojego pacjenta chciałby jak najszybciej zapomnieć, tak na pewno chętnie opowie innym historię o tym, jak musiano unieruchomić go magicznymi linami, bo jednak było to coś, co nie zdarzało się codziennie. – A teraz wróćmy do naprawiania pana.
Nie było to takie łatwe. Kolejne zaklęcia nie dawały niestety takiego efektu, jakiego chciał, ale wspomagane eliksirami, jeden musiał, aż podać panu Collinsowi doustnie, coś ponownie zaczynało się zmieniać a robaczy tułów coraz bardziej przypominał kształtem tułów człowieka. Głową natomiast, chociaż zmieniła kolor, wciąż wyglądała zbyt owadzia.
Na chwilę przeniósł wzrok z pana Collinsa na czarownicę, nie potrafiąc powstrzymać krótkiego, i bardzo w stylu Prewettów, uśmiechu, gdy usłyszał, że podobno jest utalentowanym magimedykiem. Zaraz jednak spoważniał, udał, że zerknął na nią tylko po to, by skontrolować stan jej ręki i powrócił do związanego pacjenta, bo nie ważne jakie komplementy, by od niej usłyszał, nie zmieniało to faktu, że przychodziła do niego z dziwnymi przypadkami i naprawdę wolałby, by tego nie robiła. To znaczy, wolał by po prostu nie padała ofiarą dziwnych przypadków. A nie, by unikała szpitala, jeśli jakieś już ją dosięgną.
– Tak. Myślę, że teraz będzie łatwiej. – Skinął głową, przyglądając się meżczy... Roba... Panu Collinsowi. – Dobry pomysł z tym zaklęciem. – Musiał przyznać, że o ile o samym wyglądzie swojego pacjenta chciałby jak najszybciej zapomnieć, tak na pewno chętnie opowie innym historię o tym, jak musiano unieruchomić go magicznymi linami, bo jednak było to coś, co nie zdarzało się codziennie. – A teraz wróćmy do naprawiania pana.
Nie było to takie łatwe. Kolejne zaklęcia nie dawały niestety takiego efektu, jakiego chciał, ale wspomagane eliksirami, jeden musiał, aż podać panu Collinsowi doustnie, coś ponownie zaczynało się zmieniać a robaczy tułów coraz bardziej przypominał kształtem tułów człowieka. Głową natomiast, chociaż zmieniła kolor, wciąż wyglądała zbyt owadzia.