13.04.2024, 00:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 12:00 przez Sebastian Macmillan.)
Nie nazwałby Anthony'ego człowiekiem wyjątkowo pobożnym. Nie należał do grona wiernych, którzy zjawiali się na każdym obrządku, aby oddawać część Matce, a i nie przypominał sobie, aby podczas większych obchodów przystąpił do ceremonii wyznania win i grzeszków. Wprawdzie jako osoba ciesząca się tak wysoką pozycją na pewno miał jakiegoś zaufanego spowiednika, ale tego Macmillan już nie musiał wiedzieć. A to wzbudzało wątpliwości. Bądź co bądź, Shafiq mógł równie dobrze od lat nie być u spowiedzi. A kto wie, co też mogło kryć się w jego sercu? Jakie wątpliwoci dręczyły jego umysł?
Zapewne takie związane z pieniędzmi, pomyślał nieufnie. Może powinien mu dać większy kredyt zaufania, z uwagi na to, jak chętnie dawał pieniądze na funkcjonowanie kowenu, jednak... Jak nie wiadomo było, o co chodzi, to chodziło zazwyczaj o kasę. O góry galeonów i grube przelewy z najgłębszych podziemnych skarbców Banku Gringotta. Sebastian nigdy nie przyjmował osobiście opłat od Anthony'ego, a co najwyżej pokazywał mu efekt końcowy celów, jakie wspomógł. Odrestaurowanie pomnika, odnowa miejsca kultu, remont, krzewienie wiary w Matkę poprzez wspieraniu wydawania gazetek parafialnych za granicą. A kto wie, jaki Shafiq miał w tym właściwie cel? Może próbował w ten sposób odpokutować za swoje winy? Jakby parę galeonów mogło to załatwić...
— Wpływy Pani Księżyca sięgają daleko i są w stanie skruszyć najtwardsze serce, jednak jej uwaga na nikim nie może pozostać skupiona na długo. Każde z nas jest równe wobec Stworzycielki, albowiem wszyscy jesteśmy jej dziećmi. — Wyprostował się, przyjmując ton głosu znany przede wszystkim z prowadzenia obrzędów w kowenie. — Niektóre pociechy wymagają bezpośredniego wsparcia, podczas gdy inne Matka uważa za wystarczająco silne, aby pięły się na szczyt swych możliwości bez jej bezpośredniej interwencji. — Zerknął kątem oka na Shafiqa. — Być może nadszedł moment, gdy Matka pozwoliła panu wziąć pewne sprawy we własne ręce.
A może testuje cię, żeby sprawdzić, czy od razu komuś zapłacisz, żeby znalazł twoją zgubę za ciebie, pomyślał, dalej pozostając jednak niewzruszony. Kwaśny wyraz twarzy w żadnym stopniu nie był u niego niczym niezwykłym. Shafiq mógłby się zacząć martwić, gdyby Macmillan uśmiechał się do niego serdecznie i próbował poklepać po ramieniu. Wtedy zalecane by było natychmiastowe wezwanie oddziału egzorcystów z Ministerstwa Magii i zarezerwowanie izolatki w Lecznicy Dusz. Tak na wszelki wypadek.
— Istotnie. Bagshotowie w ostatnich czasach bardzo upodobali sobie listy. I nauczyli się wykorzystywać je do czegoś więcej niż prostego przesyłu informacji — rzucił, wbijając wzrokiem w jezioro. — Teraz zdarza im się dodawać jeszcze galeony do swoich wysyłek.
Dalej nie podobało mu się to, jak został potraktowany przez Isaaca, gdy ten podstępem zaprosił go do swojego rodzinnego domostwa. Wybaczył mu tę zagrywkę, jednak nie zapomniał. A jakie były szanse, że Anthony wiedziałby, do czego pije, a przede wszystkim do kogo konkretnie? Jakby mało Bagshotów chodziło po tym świecie... A sądząc po tym, jaki Isaac miał stosunek do swoich badań historycznych, możliwe, że wykazywał się rozwagą w rozmowach o swoich konsultantach. O ile mu życie miłe, bo Sebastian, jak Sebastian, ale jak trafi na kogoś z wyższej półki...
— Świadomych nie mamy — potwierdził, czując się nieco jak osaczone zwierzę, gdy Shafiq próbował tłumaczyć mu kwestie jego wiary. — Aczkolwiek człowiek pana pokroju, tak oczytany i szanowany, powinien jednak wiedzieć, że nie trzeba znać bóstwa, aby je wyznawać. Matka jest wszędzie wokół nas; w swoim dziele. W toni jeziora, podmuchach wiatru i opadach deszczu. Jeśli mugole mają chociaż trochę szacunku do przyrody, to wspierają jej dzieło.
Zamrugał, dopiero po chwili uświadamiając sobie, co dokładnie powiedział do niego mężczyzna.
— I jakiej śmierci?
Zapewne takie związane z pieniędzmi, pomyślał nieufnie. Może powinien mu dać większy kredyt zaufania, z uwagi na to, jak chętnie dawał pieniądze na funkcjonowanie kowenu, jednak... Jak nie wiadomo było, o co chodzi, to chodziło zazwyczaj o kasę. O góry galeonów i grube przelewy z najgłębszych podziemnych skarbców Banku Gringotta. Sebastian nigdy nie przyjmował osobiście opłat od Anthony'ego, a co najwyżej pokazywał mu efekt końcowy celów, jakie wspomógł. Odrestaurowanie pomnika, odnowa miejsca kultu, remont, krzewienie wiary w Matkę poprzez wspieraniu wydawania gazetek parafialnych za granicą. A kto wie, jaki Shafiq miał w tym właściwie cel? Może próbował w ten sposób odpokutować za swoje winy? Jakby parę galeonów mogło to załatwić...
— Wpływy Pani Księżyca sięgają daleko i są w stanie skruszyć najtwardsze serce, jednak jej uwaga na nikim nie może pozostać skupiona na długo. Każde z nas jest równe wobec Stworzycielki, albowiem wszyscy jesteśmy jej dziećmi. — Wyprostował się, przyjmując ton głosu znany przede wszystkim z prowadzenia obrzędów w kowenie. — Niektóre pociechy wymagają bezpośredniego wsparcia, podczas gdy inne Matka uważa za wystarczająco silne, aby pięły się na szczyt swych możliwości bez jej bezpośredniej interwencji. — Zerknął kątem oka na Shafiqa. — Być może nadszedł moment, gdy Matka pozwoliła panu wziąć pewne sprawy we własne ręce.
A może testuje cię, żeby sprawdzić, czy od razu komuś zapłacisz, żeby znalazł twoją zgubę za ciebie, pomyślał, dalej pozostając jednak niewzruszony. Kwaśny wyraz twarzy w żadnym stopniu nie był u niego niczym niezwykłym. Shafiq mógłby się zacząć martwić, gdyby Macmillan uśmiechał się do niego serdecznie i próbował poklepać po ramieniu. Wtedy zalecane by było natychmiastowe wezwanie oddziału egzorcystów z Ministerstwa Magii i zarezerwowanie izolatki w Lecznicy Dusz. Tak na wszelki wypadek.
— Istotnie. Bagshotowie w ostatnich czasach bardzo upodobali sobie listy. I nauczyli się wykorzystywać je do czegoś więcej niż prostego przesyłu informacji — rzucił, wbijając wzrokiem w jezioro. — Teraz zdarza im się dodawać jeszcze galeony do swoich wysyłek.
Dalej nie podobało mu się to, jak został potraktowany przez Isaaca, gdy ten podstępem zaprosił go do swojego rodzinnego domostwa. Wybaczył mu tę zagrywkę, jednak nie zapomniał. A jakie były szanse, że Anthony wiedziałby, do czego pije, a przede wszystkim do kogo konkretnie? Jakby mało Bagshotów chodziło po tym świecie... A sądząc po tym, jaki Isaac miał stosunek do swoich badań historycznych, możliwe, że wykazywał się rozwagą w rozmowach o swoich konsultantach. O ile mu życie miłe, bo Sebastian, jak Sebastian, ale jak trafi na kogoś z wyższej półki...
— Świadomych nie mamy — potwierdził, czując się nieco jak osaczone zwierzę, gdy Shafiq próbował tłumaczyć mu kwestie jego wiary. — Aczkolwiek człowiek pana pokroju, tak oczytany i szanowany, powinien jednak wiedzieć, że nie trzeba znać bóstwa, aby je wyznawać. Matka jest wszędzie wokół nas; w swoim dziele. W toni jeziora, podmuchach wiatru i opadach deszczu. Jeśli mugole mają chociaż trochę szacunku do przyrody, to wspierają jej dzieło.
Zamrugał, dopiero po chwili uświadamiając sobie, co dokładnie powiedział do niego mężczyzna.
— I jakiej śmierci?