Nie tylko z potomkami Francis miał problem znaleźć nić porozumienia i zrozumienia, ale także mógł być przyczyną konfliktu zaistniałego ze swoim bratem, odcinając się od własnej rodziny. Nie chcąc popełniać rodziciela błędów, każde z nich zapewne starało się wychowywać swoje pociechy nieco inaczej.
Richard za bardzo nie chciał się przy siostrze zwierzać z tego, że on sam obiecał bratu, że wróci tutaj na dłużej, jak tylko jego dzieci ukończą instytut Magii. Powiązało się to niespodziewanie z innymi wydarzeniami, które raczej wymusiły u młodszego bliźniaka wcześniejszy powrót. Na szczęście, te duże problemy mieli za sobą. I on sam, mógł już być nieco spokojniejszy.
- W końcu to na kobietach bardziej spada obowiązek wychowywania dzieci, a mężczyźnie na ich utrzymaniu.Taka była poniekąd zasada, jaka była im wpajana. Mogła Violet się z tym nie zgadzać, co oczywiście Richard brał pod uwagę. Nie mówił tego złośliwie, ale stwierdzał ten przykry fakt, że takie niestety było prawo społeczne i w ich rodzinie. Sami byli świadkami tego, jak ojciec traktował ich matkę. Niby Pani domu, a jednak służąca. Starsza siostra miała z nich wszystkich mocny charakter?
- Przyznam jednak, że nie jest to proste zadanie.
Westchnął, dodając jeszcze to zdanie. Jakby rozumiał ten problem, wynikający z samotnego poniekąd wychowywania dziecka. Miał możliwe tego pecha, że żona zmarła mu akurat przy porodzie ostatniego potomka. Początki były tak trudne do opanowania, że musiał zatrudnić opiekunkę. Nie mógł sobie pozwolić na okres wychowawczy. Los cały czas podkładał mu kłody, każąc radzić sobie z nowymi trudnościami. Tutaj skinieniem głowy zgodził się z Violet. Życie lubi platać figle.
Więcej problemów na swojej głowie Richard nie chciał. Dlatego odparł krótko na słowa o zadłużeniu, w taki sposób, jakby liczył że faktycznie Violet odpowiednio podejdzie do tego tematu i załatwi wszystko jak należy, aby on i Robert nie musieli interweniować. Bo jak na razie, stabilnie stał tylko on i być może Niobe?
Nie zamierzał jednak dosłownie zostawić siostry w potrzebie, skoro już tutaj wróciła i przyznała do problemu. Oferował pomoc, jako że są rodziną. Gdyby jednak nie udało się jej zrobić to, co miałaby w planie. Nie musiała co prawda dziękować, ale tym może dała znak, że ową pomoc przyjmuje.
- Jest wszystko pod kontrolą. Nie masz się czym przejmować. Będę miał na uwadze Twoje chęci pomocy.Zapewnił, aby nie musiała za bardzo się przejmować o Roberta, jak i interes rodzinny. Nie mógł jej zagłębić w szczegóły sytuacji, jakie miały miejsce w ostatnim czasie. Wiele z nich nie była jeszcze w pełni ustalona z bratem. Richard wolałby, aby nie musieli i o tym rozmawiać. Je ofertę pomocy, przyjął. I weźmie to jako wymianę, za to, jeżeli przyjdzie mu jej pomóc. Miałoby to miejsce na zasadzie ”przysługa za przysługę”. Bo przecież w tym świecie, w rodzinie Mulciber nie ma nic za darmo. Coś chcesz, coś musisz dać od siebie. Prędzej czy później.
Zaciągnął się ponownie papierosem, kiedy siostra podjęła chęć oględzin pomieszczenia. Ich starego salonu, który przez lata się nie zmienił. W meblach i samej kolorystyce. Jedynie zawsze były tutaj zasłonięte okna, zakrywające widok na świat mugolski.
Szczerze nie spodziewał się, że siostra zapyta o zażyłości, nastroje. Ale miała prawo. Nie było jej tutaj sporo lat. Wiele się zmieniło. Choć pewne znajomości, pozostawały nadal pielęgnowane. Tak inne zostały zakończone. Co miał jej odpowiedzieć? Sam wiedział tyle, ile bywał w Anglii. W tym domu. U boku brata.
- Tutaj nic nie uległo zmianie. Robert utrzymuje tradycje rodzinne nadal. Nie raz mi o tym przypominał, kiedy gościłem na krótko lub na dłużej. Stare nawyki nadal tutaj zostały. Sama zresztą widzisz. Nic się nie zmieniło… Nawet gabinet ojca.O ile może nie przeszkadzało mu to, że styl tego domu pozostawał jak w zatrzymanej epoce czasowej, to jednak gabinet by zmienił. Za dużo miał z nim związanych negatywnych wspomnień. A i tak, bywał tam na rozmowach z Robertem. Ciężko westchnął na wspomnienie o tym, ale co mógł poradzić?
Violet nie zadawała konkretnych pytań, ale jakby ogólnikowo. Tak też odpowiedział jej Richard. Nie zagłębiając się w szczegóły.