16.12.2022, 20:05 ✶
Uśmiechnął się do niego tajemniczo.
- A może na tym właśnie polega cały mój misterny plan? – zadrwił. Podpowiadać mu mnóstwo sposobów na zemstę, aż w końcu będzie się jej dopatrywał w zwykłej filiżance herbaty. Podczas gdy Fergus nie zrobi zupełnie nic, całą robotę za niego wykona ludzka psychika. Najprostszy i najskuteczniejszy sposób, żeby kogoś pokonać. Chociaż Castiel wydawał się zbyt inteligentny, żeby dać się w to wciągnąć, a to wróżyło jedynie więcej wysiłku ze strony Ollivandera.
- Okej, uznajmy to zatem za wstęp do zemsty – prychnął, niepocieszony tym, że Flint postanowił sobie z niego kpić w podobny sposób. Nie spodziewał się tego po człowieku, który otworzył mu drzwi ich domu. To, jak bardzo się przeistoczył w ciągu tych kilku godzin było niesamowite. Pozostawała tylko kwestia, jak to się stało? Fergus lubił zagadki, skomplikowane wzory i pytania, na które odpowiedzi trzeba szukać w trudnodostępnych miejscach. Nigdy jednak nie traktował drugiego człowieka jak łamigłówki, a najwyraźniej Castiel Flint właśnie taką był. A on miał wielką ochotę ją rozwiązać. Wróć, chyba nie powinien myśleć w ten sposób o bracie przyjaciółki. Zwłaszcza że tylko umilał mu czas przed oczekiwaną śmiercią ze strony Cynthii.
- Widzę, że fascynuje cię ludzkie cierpienie – zauważył cierpko, gdy oberwał łokciem w żebra. Ból był o tyle silniejszy, że całe jego ciało było zmarznięte i odrętwiałe. Jakby ktoś mu wbijał igiełki w skórę. Dopiero zaklęcie Flinta miało sprawić, że będzie lepiej.
Zamarł na moment, słysząc jego głos tak blisko. Poczuł oddech Castiela na swoim uchu, a przez jego ciało przeszedł ciepły dreszcz. To tylko zaklęcie, prawda? Tak sobie tłumaczył, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać po uroku, chociaż jedno i drugie uczucie mimo wszystko różniło się od siebie. Nie chciał jednak tego roztrząsać, a kolejne słowa blondyna sprawiły, że odciągnięcie uwagi przyszło mu bez problemu.
- Czyli jednak na serio macie krakena! – Roześmiał się i szturchnął go w ramię. Nie byłby najsmaczniejszym posiłkiem dla przerośniętej ośmiornicy. Sama skóra i kości, na dodatek przemoknięte, choć bardzo powoli wracające do prawidłowej temperatury.
Triumf z wrzucenia Castiela do wody nie mógł trwać długo. Śmiał się, nie zwracając uwagi na to, co robił Flint, jedynie awaryjnie chwytając w rękę różdżkę, na wypadek gdyby ten postanowił się zemścić. I tak pewnie nie miałby refleksu, by ocalić się jakimś zaklęciem, ale wolał też nie stracić swojego jedynego zabezpieczenia. Wytłumaczenie się rodzinie z tego, że utopił rodzinną pamiątkę, byłoby najgorszą możliwą dla niego karą. Ale tego brat jego przyjaciółki wiedzieć nie musiał.
Skłamałby, gdyby przyznał, że mógł się przygotować na kolejne podtopienie. Nie był w stanie przewidzieć, kiedy to nastąpi. Castiel pływał zbyt szybko, a Fergus był zbyt rozkojarzony, by zwracać uwagę na poruszanie się wody. Nie była też na tyle czysta, by mógł go bez problemu pod nią dostrzec. Łupnięcie w szalupę pozwoliło mu jedynie mocniej chwycić różdżkę, nim łódź przechyliła się, posyłając go w wodę. Flint szarpnął go pod wodę, ciągnąc gdzieś za sobą. Znów nie zdążył zaczerpnąć powietrza, płuca paliły go niemiłosiernie i jedyne o czym marzył, to powietrze.
Wynurzyli się kawałek dalej. Odzyskał dech, oczy szczypały go lekko od słonej wody, więc je przetarł, przy okazji zaczesując dłońmi włosy do tyłu, by nie przesłaniały mu twarzy. Choć po powrocie do szalupy miał wrażenie, że zaśnie, unosząc się połową ciała na wodzie, znów poczuł się dziwnie pobudzony. Tym razem zdecydowanie zasłużył sobie na podtopienie w wodzie. Na dodatek dzięki wcześniej rzuconemu zaklęciu nie przemarzał do szpiku kości. Po prostu się roześmiał, unosząc się częściowo nad wodą i nie spuszczając wzroku z Castiela, na wypadek gdyby ten postanowił znowu go gdzieś pociągnąć. Najgorsze w tym wszystkim było to, że gdzieś po drodze upuścił swoją różdżkę, która teraz zapewne zdobiła dno akwenu. Będzie się grubo tłumaczył.
- Moim żywiołem jest chaos – odpowiedział mu, próbując powstrzymać śmiech, bo utrudniał mu dryfowanie. Skupił się na twarzy Castiela, na iskrze w jego oczach. Oczach koloru wody, w której się teraz znajdowali. W tej zdecydowanie pozwoliłby się utopić z własnej woli. Szlag, o czym on w ogóle myślał? Zagapił się o kilka sekund za długo, brnąc w część umysłu, w której brakowało racjonalności. Spuszczenie wzroku z oczu blondyna na jego usta zdecydowanie nie pomogło. Sam nie wiedział, co w niego wstąpiło, parę godzin temu nawet by nie pomyślał, że byłby skłonny to zrobić. Stracił resztki rozumu, godności i jakiejkolwiek moralności, po prostu na niego patrząc.
Podpłynął bliżej Castiela, opierając dłoń na jego ramieniu i pocałował go, nim ten pomyślałby choćby o odsunięciu się. Odbiło mu, oszalał. Prowokacja, huh?
- A może na tym właśnie polega cały mój misterny plan? – zadrwił. Podpowiadać mu mnóstwo sposobów na zemstę, aż w końcu będzie się jej dopatrywał w zwykłej filiżance herbaty. Podczas gdy Fergus nie zrobi zupełnie nic, całą robotę za niego wykona ludzka psychika. Najprostszy i najskuteczniejszy sposób, żeby kogoś pokonać. Chociaż Castiel wydawał się zbyt inteligentny, żeby dać się w to wciągnąć, a to wróżyło jedynie więcej wysiłku ze strony Ollivandera.
- Okej, uznajmy to zatem za wstęp do zemsty – prychnął, niepocieszony tym, że Flint postanowił sobie z niego kpić w podobny sposób. Nie spodziewał się tego po człowieku, który otworzył mu drzwi ich domu. To, jak bardzo się przeistoczył w ciągu tych kilku godzin było niesamowite. Pozostawała tylko kwestia, jak to się stało? Fergus lubił zagadki, skomplikowane wzory i pytania, na które odpowiedzi trzeba szukać w trudnodostępnych miejscach. Nigdy jednak nie traktował drugiego człowieka jak łamigłówki, a najwyraźniej Castiel Flint właśnie taką był. A on miał wielką ochotę ją rozwiązać. Wróć, chyba nie powinien myśleć w ten sposób o bracie przyjaciółki. Zwłaszcza że tylko umilał mu czas przed oczekiwaną śmiercią ze strony Cynthii.
- Widzę, że fascynuje cię ludzkie cierpienie – zauważył cierpko, gdy oberwał łokciem w żebra. Ból był o tyle silniejszy, że całe jego ciało było zmarznięte i odrętwiałe. Jakby ktoś mu wbijał igiełki w skórę. Dopiero zaklęcie Flinta miało sprawić, że będzie lepiej.
Zamarł na moment, słysząc jego głos tak blisko. Poczuł oddech Castiela na swoim uchu, a przez jego ciało przeszedł ciepły dreszcz. To tylko zaklęcie, prawda? Tak sobie tłumaczył, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać po uroku, chociaż jedno i drugie uczucie mimo wszystko różniło się od siebie. Nie chciał jednak tego roztrząsać, a kolejne słowa blondyna sprawiły, że odciągnięcie uwagi przyszło mu bez problemu.
- Czyli jednak na serio macie krakena! – Roześmiał się i szturchnął go w ramię. Nie byłby najsmaczniejszym posiłkiem dla przerośniętej ośmiornicy. Sama skóra i kości, na dodatek przemoknięte, choć bardzo powoli wracające do prawidłowej temperatury.
Triumf z wrzucenia Castiela do wody nie mógł trwać długo. Śmiał się, nie zwracając uwagi na to, co robił Flint, jedynie awaryjnie chwytając w rękę różdżkę, na wypadek gdyby ten postanowił się zemścić. I tak pewnie nie miałby refleksu, by ocalić się jakimś zaklęciem, ale wolał też nie stracić swojego jedynego zabezpieczenia. Wytłumaczenie się rodzinie z tego, że utopił rodzinną pamiątkę, byłoby najgorszą możliwą dla niego karą. Ale tego brat jego przyjaciółki wiedzieć nie musiał.
Skłamałby, gdyby przyznał, że mógł się przygotować na kolejne podtopienie. Nie był w stanie przewidzieć, kiedy to nastąpi. Castiel pływał zbyt szybko, a Fergus był zbyt rozkojarzony, by zwracać uwagę na poruszanie się wody. Nie była też na tyle czysta, by mógł go bez problemu pod nią dostrzec. Łupnięcie w szalupę pozwoliło mu jedynie mocniej chwycić różdżkę, nim łódź przechyliła się, posyłając go w wodę. Flint szarpnął go pod wodę, ciągnąc gdzieś za sobą. Znów nie zdążył zaczerpnąć powietrza, płuca paliły go niemiłosiernie i jedyne o czym marzył, to powietrze.
Wynurzyli się kawałek dalej. Odzyskał dech, oczy szczypały go lekko od słonej wody, więc je przetarł, przy okazji zaczesując dłońmi włosy do tyłu, by nie przesłaniały mu twarzy. Choć po powrocie do szalupy miał wrażenie, że zaśnie, unosząc się połową ciała na wodzie, znów poczuł się dziwnie pobudzony. Tym razem zdecydowanie zasłużył sobie na podtopienie w wodzie. Na dodatek dzięki wcześniej rzuconemu zaklęciu nie przemarzał do szpiku kości. Po prostu się roześmiał, unosząc się częściowo nad wodą i nie spuszczając wzroku z Castiela, na wypadek gdyby ten postanowił znowu go gdzieś pociągnąć. Najgorsze w tym wszystkim było to, że gdzieś po drodze upuścił swoją różdżkę, która teraz zapewne zdobiła dno akwenu. Będzie się grubo tłumaczył.
- Moim żywiołem jest chaos – odpowiedział mu, próbując powstrzymać śmiech, bo utrudniał mu dryfowanie. Skupił się na twarzy Castiela, na iskrze w jego oczach. Oczach koloru wody, w której się teraz znajdowali. W tej zdecydowanie pozwoliłby się utopić z własnej woli. Szlag, o czym on w ogóle myślał? Zagapił się o kilka sekund za długo, brnąc w część umysłu, w której brakowało racjonalności. Spuszczenie wzroku z oczu blondyna na jego usta zdecydowanie nie pomogło. Sam nie wiedział, co w niego wstąpiło, parę godzin temu nawet by nie pomyślał, że byłby skłonny to zrobić. Stracił resztki rozumu, godności i jakiejkolwiek moralności, po prostu na niego patrząc.
Podpłynął bliżej Castiela, opierając dłoń na jego ramieniu i pocałował go, nim ten pomyślałby choćby o odsunięciu się. Odbiło mu, oszalał. Prowokacja, huh?