13.04.2024, 13:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 13:49 przez Isaac Bagshot.)
Zaśmiał się pod nosem słysząc “panicza” i oczywiście, że skorzystał z zaproszenia. Usiadł na tej samej kanapie na której siedziała Ambrosia i spojrzał na jej twarz, żeby ocenić jak bardzo się zmieniła. On sam oczywiście urósł i zmężniał, jednak nie było w tym niczego dziwnego. W końcu ostatni raz widzieli się kiedy byli nastolatkami.
Jeśli zaś chodziło o Milly, to mieli swój własny sposób komunikowania się. Czasem szło im lepiej, a czasem gorzej, jednak musieli jakoś grać razem w Quidditcha i przetrwać siedem lat w szkole. I jak widać, udało się!
-Niedawno wróciłem do Anglii i pomyślałem, że przejdę się po Nokturnie. Wyjechałem zaraz po Hogwarcie. Nie było mnie jedenaście lat. - Wyjaśnij i położył kapelusz na kolanach, a rękę oparł na oparciu kanapy. Odpowiedział nieco ogólnikowo, żeby nie zamęczać Ambrosi swoimi historiami, jeśli nie była nimi zainteresowana. Najwyżej dopyta o szczegóły które będą ją interesowały. Powstrzymał się więc przed wejściem w tryb paplaniny.
-I chyba jakieś przeznaczenie mnie tu ściągnęło. Po szyldzie zupełnie nie domyśliłbym się, że to miejsce należy do znanej mi osoby. - Rozejrzał się po lokalu i uśmiechnął lekko. Był to normalny uśmiech który zazwyczaj gościł na jego twarzy. Isaac zawsze był bardzo pogodny i właśnie takiego mogła go Ambrosia pamiętać ze szkoły. Kiedy wrócił do niej spojrzeniem, czaiły się w nich ogniki zainteresowania. Miejsce naprawdę mu się podobało. Lubił jak jego znajomi z młodości zajmowali się dość nietuzinkowymi zajęciami. Był bardzo ciekawy, jak potoczyło się życie koleżanki ze szkolnych lat.
-To jak idzie interes? Spełniasz się w swojej pracy? I dlaczego akurat Nokturn, lady Macario? To niezbyt przyjazne miejsce dla samotnych i ładnych dam. - Oczywiście, że nie mógł sobie darować i musiał nazwać ją jej pseudonimem oraz damą. Robił to jednak bardziej w formie małej zaczepki i żartu, żeby miała powód do uśmiechu.
Jeśli zaś chodziło o Milly, to mieli swój własny sposób komunikowania się. Czasem szło im lepiej, a czasem gorzej, jednak musieli jakoś grać razem w Quidditcha i przetrwać siedem lat w szkole. I jak widać, udało się!
-Niedawno wróciłem do Anglii i pomyślałem, że przejdę się po Nokturnie. Wyjechałem zaraz po Hogwarcie. Nie było mnie jedenaście lat. - Wyjaśnij i położył kapelusz na kolanach, a rękę oparł na oparciu kanapy. Odpowiedział nieco ogólnikowo, żeby nie zamęczać Ambrosi swoimi historiami, jeśli nie była nimi zainteresowana. Najwyżej dopyta o szczegóły które będą ją interesowały. Powstrzymał się więc przed wejściem w tryb paplaniny.
-I chyba jakieś przeznaczenie mnie tu ściągnęło. Po szyldzie zupełnie nie domyśliłbym się, że to miejsce należy do znanej mi osoby. - Rozejrzał się po lokalu i uśmiechnął lekko. Był to normalny uśmiech który zazwyczaj gościł na jego twarzy. Isaac zawsze był bardzo pogodny i właśnie takiego mogła go Ambrosia pamiętać ze szkoły. Kiedy wrócił do niej spojrzeniem, czaiły się w nich ogniki zainteresowania. Miejsce naprawdę mu się podobało. Lubił jak jego znajomi z młodości zajmowali się dość nietuzinkowymi zajęciami. Był bardzo ciekawy, jak potoczyło się życie koleżanki ze szkolnych lat.
-To jak idzie interes? Spełniasz się w swojej pracy? I dlaczego akurat Nokturn, lady Macario? To niezbyt przyjazne miejsce dla samotnych i ładnych dam. - Oczywiście, że nie mógł sobie darować i musiał nazwać ją jej pseudonimem oraz damą. Robił to jednak bardziej w formie małej zaczepki i żartu, żeby miała powód do uśmiechu.