13.04.2024, 16:28 ✶
Icarus nie spał tej nocy. Oczywiście, nie zdradzał bratu, że cierpiał przez insomnię, ale sekretnie dbał o swój zapas eliksiru nasennego. Tym razem nawet on nie pomagał. Dlatego Icarus po prostu sączył whisky i starał się czytać projekt swojej dawnej, niedokończonej książki. Zauważał za każdym razem nowe błędy, których nie poprawiał, lecz użalał się nad nimi w duchu i przeklinał los za śmierć ojca.
Gdy usłyszał głos kobiety, która zaczepiła go w barze. Rozpoznała go, słuchała kiedyś jego odczytu na jednej konferencji. Nie przyjmowała do wiadomości, że Icarus nie zajmował się już historią, starała się dyskutować, a kiedy usłyszała, że Imperium Rzymskie osiągnęło potęgę w większości przez współpracę czarodziejów i mugoli, zaczęła się na niego wydzierać. Śmiesznie to wyglądało, zważywszy na to, że świadkiem zdarzenia byli wszyscy bywalcy baru.
Mężczyzna chciał ją zignorować. Krzykaczy trzeba było przeczekać. Wreszcie głos się im zdzierał i sobie szli. To był prosty truizm, ale Basilius nie był tak chętny, żeby zaakceptować odrobinę nocnego hałasu. Icarus zwlókł się z fotela, lekko się chwiejąc, odłożył szklankę i przeczesał palcami włosy. Z pewnością nie był trzeźwy. Koszulę miał wyciągniętą ze spodni, jego oddech pachniał alkoholem. Wiedział, że było to żałosne, ale cóż miał poradzić?
- Przeczekaj ją, Basilu. Wreszcie sobie pójdzie! - krzyknął do swojego brata, a po chwili usłyszał, jak czarownica pod ich kamienicą zaczęła szarpać za klamkę. - Albo... włamie się i nas przeklnie. To też możliwe...
Gdy usłyszał głos kobiety, która zaczepiła go w barze. Rozpoznała go, słuchała kiedyś jego odczytu na jednej konferencji. Nie przyjmowała do wiadomości, że Icarus nie zajmował się już historią, starała się dyskutować, a kiedy usłyszała, że Imperium Rzymskie osiągnęło potęgę w większości przez współpracę czarodziejów i mugoli, zaczęła się na niego wydzierać. Śmiesznie to wyglądało, zważywszy na to, że świadkiem zdarzenia byli wszyscy bywalcy baru.
Mężczyzna chciał ją zignorować. Krzykaczy trzeba było przeczekać. Wreszcie głos się im zdzierał i sobie szli. To był prosty truizm, ale Basilius nie był tak chętny, żeby zaakceptować odrobinę nocnego hałasu. Icarus zwlókł się z fotela, lekko się chwiejąc, odłożył szklankę i przeczesał palcami włosy. Z pewnością nie był trzeźwy. Koszulę miał wyciągniętą ze spodni, jego oddech pachniał alkoholem. Wiedział, że było to żałosne, ale cóż miał poradzić?
- Przeczekaj ją, Basilu. Wreszcie sobie pójdzie! - krzyknął do swojego brata, a po chwili usłyszał, jak czarownica pod ich kamienicą zaczęła szarpać za klamkę. - Albo... włamie się i nas przeklnie. To też możliwe...