13.04.2024, 17:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2024, 17:50 przez Basilius Prewett.)
Ponownie zerknął na jej rękę. Brygadzistom, jak na zawód który wykonywali, naprawdę brakowało czasem wyobraźni, co do tego, co makabrycznego mogło się stać z częściami ich ciała. Jej ręka przecież, poza tym, że mogła zrobić to o czym Brenna już wspomniała, mogła też zacząć się trząść, zwiodczeć, nagle się złamać, wybuchnąć, transmutować się w warzywo, tryskać krwią, zmniejszyć się, lub jeszcze co innego. Nie wspomniał jednak o tym czarownicy, widząc, że raczej nic takiego nie miało mieć miejsca.
Pan Collins, wnioskując bo bardzo mało wymyślnych przekleństwach, którymi ich uraczył, zasugerował, że żadnych zaleceń traktować poważnie nie będzie. Co trochę nie miało sensu, bo znaczyłoby, że mężczyzna będzie planował ponownie wylewać na siebie podejrzane eliksiry robakobójcze, ale Prewett wątpił, czy logika jego pacjenta sięgała, aż tak daleko.
– Oczywiście, że muszę tu zostać ty głupia kurwo! Każdy uzdrowiciel ci to powie! – Basilius nie wiedział, jakim cudem było to w ogóle możliwe, ale jednak Collins jako robak miał w sobie nieco więcej uroku, niż jako człowiek.
Prewett stał i myślał, ignorując kolejne kurwy, rzucane pod adresem ich, ich matek, a także wszystkich pokoleń wstecz, co było dość zabawne, jak się o tym dłużej pomyślało, bo nie wiedział, jak to było w rodzinie Brenny, ale u niego to raczej jego ojciec miał problemy z wiernością małżeńską. Chyba, że kurwa w tym przypadku była określeniem neutralnym płciowo. Eh... To chyba nie to mieli na myśli jego wykładowcy, gdy mówili mu, że niektóre spotkania z pacjentami prowokują do myślenia nad życiem.
– Nie. – odpowiedział po chwili namysłu. – Panie Collins na pewno się pan ucieszy, gdy usłyszy pan, że nie musi pan zostawać na obserwacji, ani chwili dłużej. Pani Longbottom, potwierdzam, że pacjent jest w stanie, który zdecydowanie pozwala mu zostać przesłuchanym. Gdyby coś się działo, to wie pani gdzie się zgłosić. I dziękuję za pomoc. – Bardzo się starał zabrzmieć, tak jakby robił to nieco złośliwie. I rzeczywiście, wysłanie Collinsa na przesłuchanie już teraz sprawiało mu ogromną satysfakcję. Prawda była jednak taka, że nawet gdyby czarodziej nie postanowił zachowywać się, tak jak się zachowywał i nie był zatrzymany pod zarzutem napaści, to i tak pewnie wysłałby go już do domu. Wołał jednak, by Collins, jak i Brenna, myśleli, że nie warto było zadzierać z uzdrowicielami.
Pożegnał się jeszcze z Brenną, gdy wychodziła z wkurzonym Collinsem z jego gabinetu.
Nie było, aż tak źle – pomyślał, zerkając na dzisiejszą datę. Chyba jednak piątek trzynastego nie zwiastował katastrofy nawet jeśli w pobliżu była Brenna Longbotton.
Pan Collins, wnioskując bo bardzo mało wymyślnych przekleństwach, którymi ich uraczył, zasugerował, że żadnych zaleceń traktować poważnie nie będzie. Co trochę nie miało sensu, bo znaczyłoby, że mężczyzna będzie planował ponownie wylewać na siebie podejrzane eliksiry robakobójcze, ale Prewett wątpił, czy logika jego pacjenta sięgała, aż tak daleko.
– Oczywiście, że muszę tu zostać ty głupia kurwo! Każdy uzdrowiciel ci to powie! – Basilius nie wiedział, jakim cudem było to w ogóle możliwe, ale jednak Collins jako robak miał w sobie nieco więcej uroku, niż jako człowiek.
Prewett stał i myślał, ignorując kolejne kurwy, rzucane pod adresem ich, ich matek, a także wszystkich pokoleń wstecz, co było dość zabawne, jak się o tym dłużej pomyślało, bo nie wiedział, jak to było w rodzinie Brenny, ale u niego to raczej jego ojciec miał problemy z wiernością małżeńską. Chyba, że kurwa w tym przypadku była określeniem neutralnym płciowo. Eh... To chyba nie to mieli na myśli jego wykładowcy, gdy mówili mu, że niektóre spotkania z pacjentami prowokują do myślenia nad życiem.
– Nie. – odpowiedział po chwili namysłu. – Panie Collins na pewno się pan ucieszy, gdy usłyszy pan, że nie musi pan zostawać na obserwacji, ani chwili dłużej. Pani Longbottom, potwierdzam, że pacjent jest w stanie, który zdecydowanie pozwala mu zostać przesłuchanym. Gdyby coś się działo, to wie pani gdzie się zgłosić. I dziękuję za pomoc. – Bardzo się starał zabrzmieć, tak jakby robił to nieco złośliwie. I rzeczywiście, wysłanie Collinsa na przesłuchanie już teraz sprawiało mu ogromną satysfakcję. Prawda była jednak taka, że nawet gdyby czarodziej nie postanowił zachowywać się, tak jak się zachowywał i nie był zatrzymany pod zarzutem napaści, to i tak pewnie wysłałby go już do domu. Wołał jednak, by Collins, jak i Brenna, myśleli, że nie warto było zadzierać z uzdrowicielami.
Pożegnał się jeszcze z Brenną, gdy wychodziła z wkurzonym Collinsem z jego gabinetu.
Nie było, aż tak źle – pomyślał, zerkając na dzisiejszą datę. Chyba jednak piątek trzynastego nie zwiastował katastrofy nawet jeśli w pobliżu była Brenna Longbotton.
Koniec sesji