— Uwierz, że potrafią i kogoś usunąć tak, że staje się to jedną wielką tajemnicą — ucięła temat. — Wracając, to kiedy następny mecz i co ważniejsze z kim? W ogóle kto nas reprezentuje w tym roku? Bodajże Sroki z Montrose zwyciężyły ligę krajową w zeszłym roku i dostały się do ligi Europy, ale różdżki za to nie dam.
Ponieważ rozmowa z nieznajomą przedłużała się, Regina postanowiła połączyć ten czas z odpoczynkiem. Przeszła w stronę kamienia i zsunęła z ramion plecak, by oprzeć go o głaz. To wtedy zobaczyła stojącą obok miotłę.
Była laikiem, jeżeli chodziło o te podniebne środki transportu. W głównej mierze było to spowodowane lękiem wysokości, który pojawił się po feralnym upadku z jednego aetonanów ojca. Od tamtego czasu nie wsiadła ani na konia, ani na miotłę. Jednak każdy czarodziej był w stanie rozpoznać wysokiej klasy sprzęt, a już na pewno jedynego w swoim rodzaju Nimbusa. Zresztą, gdyby Regina tylko się domyślała, „N” z zawijasami potwierdziłoby jej domysły.
— Niesprawiedliwe, nie? Większość drużyny daje z siebie wszystko, a jedna osoba jest w stanie albo przyćmić ich starania, albo je zupełnie przekreślić — zaczęła szperać w plecaku i po chwili wyciągnęła blaszane pudełeczko.
Wyprostowała się, otworzyła je i wyciągnęła w stronę Greengrassowej serinakaker, czyli miejscowe kruche ciastka z wanilią i migdałami. Może nie były pierwszej świeżości, ani też nie wyglądały jakoś powalająco, ale wystarczyło je spróbować, żeby przepaść.
— Częstuj się. Smakują zdecydowanie lepiej, niż wyglądają.