14.04.2024, 13:05 ✶
– To świetnie – posłał jej pokrzepiający uśmiech, nie wnikając w to, czy rzeczywiście się nie martwiła, czy tylko sama próbowała siebie przekonać, że się nie martwiła. Wydawała się być czymś przytłumiona, na co chyba nieszczególnie narzekał.
– Powiedz jeśli będziesz potrzebowała kolejnej dawki, dobrze? – Chwycił różdżkę i kilkoma jej machnięciami, obciął fragmenty jej munduru na rękach i nogach, tak by miał łatwiejszy dostęp do zakażonych przez wodę kawałków skóry. Na całe szczęście kolana nie wyglądały, tak jakby miały zaraz zgnić. Na Matkę, czy ona w ogóle zdawała sobie sprawę jakie miała szczęście, że nie wywaliła się w tej wodzie na tę zbyt pewną siebie twarz? A może to była jakaś klątwa? Przecież to nie było normalne, że na jedną czarownicę ciągle trafiały jakieś dziwne przypadku, nawet jeśli ostatni nie dotyczył bezpośrednio jej.
Zawahał się na chwilę. Miał taką zasadę, że okłamywać mógł każdego poza swoimi pacjentami, chyba że byłoby to absolutnie niezbędne. Tutaj Brenna i tak wiedziała, co się z nią działo, ale ciężko mu było przyznać, że rzeczywiście, jej ręce gniły. – Nie masz halucynacji. Rzeczywiście widać tu postępujący proces gnilny tkanek. – przyznał.
Octavian jednocześnie pobladł i zaczerwienił się, co wyglądało trochę dziwnie, zważywszy na to, że student miał spokojnie ponad metr dziewiędziesiąt wzrostu i zazwyczaj był dość pewny siebie.
– Ja... No – student zestresowany wodził wzrokiem od Brenny do Basiliusa, zastanawiając się co ma powiedzieć. Jednocześnie nie trudno było zauważyć, że Octavian odsunął się nieco, gdy tylko Brenna wyciągnęła do niego swoją rękę. I całe szczęście. – Ja nie wiem! Przepraszam. Pierwszy raz w życiu widzę taki przypadek. Może powinna pani pozwolić opowiedzieć o sobie panu Prewettowi na ten no... Jakiejś konferencji. Bo no... W sensie ja u gniciu się uczyłem, czarodzieje gnili już wcześniej, ale to ja eee. To znaczy. Jest pani dzielnym pacjentem. Po prostu nigdy mnie o czymś takim nie uczono!
Teraz to Basilius zaczynał podejrzewać, że ma halucynacje.
– Octavianie – zaczął spokojnie, uznając że powinien się zająć jednym problemem na raz. – Mógłbyś mi podać coś do przemywania ran? Potrzebuję też kilku eliksirów. — Tu wymienił dość dużo różnych specyfików, łącznie z miejscami gdzie powinny się znajdować. Octavian skinął głową I szybko ruszył, wybierać eliksiry z szafek.
– Jeszcze pięć minut temu, tak się nie zachowywał– mruknął cicho w stronę Brenny. Sam nie wiedział, czy mówił to po to, by zapewnić ją, że ich studenci zazwyczaj byli bardziej ogarnięci, czy po to by zasugerować, że zachowanie Octaviana jednak jest trochę jej winą. – Czy to jakaś tradycja Longbottomów? Atakowanie magimedyków przed wybraniem specjalizacji, lub tuż na jej ukończeniu nieznanymi przypadkami? Rzucę teraz zaklęcie rozpraszające. Nie powinno zaboleć.
– Powiedz jeśli będziesz potrzebowała kolejnej dawki, dobrze? – Chwycił różdżkę i kilkoma jej machnięciami, obciął fragmenty jej munduru na rękach i nogach, tak by miał łatwiejszy dostęp do zakażonych przez wodę kawałków skóry. Na całe szczęście kolana nie wyglądały, tak jakby miały zaraz zgnić. Na Matkę, czy ona w ogóle zdawała sobie sprawę jakie miała szczęście, że nie wywaliła się w tej wodzie na tę zbyt pewną siebie twarz? A może to była jakaś klątwa? Przecież to nie było normalne, że na jedną czarownicę ciągle trafiały jakieś dziwne przypadku, nawet jeśli ostatni nie dotyczył bezpośrednio jej.
Zawahał się na chwilę. Miał taką zasadę, że okłamywać mógł każdego poza swoimi pacjentami, chyba że byłoby to absolutnie niezbędne. Tutaj Brenna i tak wiedziała, co się z nią działo, ale ciężko mu było przyznać, że rzeczywiście, jej ręce gniły. – Nie masz halucynacji. Rzeczywiście widać tu postępujący proces gnilny tkanek. – przyznał.
Octavian jednocześnie pobladł i zaczerwienił się, co wyglądało trochę dziwnie, zważywszy na to, że student miał spokojnie ponad metr dziewiędziesiąt wzrostu i zazwyczaj był dość pewny siebie.
– Ja... No – student zestresowany wodził wzrokiem od Brenny do Basiliusa, zastanawiając się co ma powiedzieć. Jednocześnie nie trudno było zauważyć, że Octavian odsunął się nieco, gdy tylko Brenna wyciągnęła do niego swoją rękę. I całe szczęście. – Ja nie wiem! Przepraszam. Pierwszy raz w życiu widzę taki przypadek. Może powinna pani pozwolić opowiedzieć o sobie panu Prewettowi na ten no... Jakiejś konferencji. Bo no... W sensie ja u gniciu się uczyłem, czarodzieje gnili już wcześniej, ale to ja eee. To znaczy. Jest pani dzielnym pacjentem. Po prostu nigdy mnie o czymś takim nie uczono!
Teraz to Basilius zaczynał podejrzewać, że ma halucynacje.
– Octavianie – zaczął spokojnie, uznając że powinien się zająć jednym problemem na raz. – Mógłbyś mi podać coś do przemywania ran? Potrzebuję też kilku eliksirów. — Tu wymienił dość dużo różnych specyfików, łącznie z miejscami gdzie powinny się znajdować. Octavian skinął głową I szybko ruszył, wybierać eliksiry z szafek.
– Jeszcze pięć minut temu, tak się nie zachowywał– mruknął cicho w stronę Brenny. Sam nie wiedział, czy mówił to po to, by zapewnić ją, że ich studenci zazwyczaj byli bardziej ogarnięci, czy po to by zasugerować, że zachowanie Octaviana jednak jest trochę jej winą. – Czy to jakaś tradycja Longbottomów? Atakowanie magimedyków przed wybraniem specjalizacji, lub tuż na jej ukończeniu nieznanymi przypadkami? Rzucę teraz zaklęcie rozpraszające. Nie powinno zaboleć.