Zamknij się. Zamknij się. Zamknij się. Daj mi myśleć. Zaraz puszczę pawia. O bogowie.
Na głos jednak zignorował całkowicie słowa Neila, blady, ze spojrzeniem utkwionym w suficie czy raczej ciemności nad nim. Do ciemności był przyzwyczajony.
Przejdź przez lustro. Co? To nie była jego myśl. Brzmiała dziwnie jak Rodolphus Lestrange? Może o to chodziło, to skojarzenie w kontraście. Jasne oczy, ciemne włosy, nawet wzrostem podobni, ale te różniące aspekty tak bardzo dominowały. Przede wszystkim charakterystyczna ciekawość odpowiednia dla Niewymownych. Rodolphus mógł być tylko kilka lat starszy od Neila, słodkie dziecko nepotyzmu, które pracowało w Departamencie Tajemnic dzięki kontaktom, ale nie brakło mu zacięcia oraz chęci parcia do przodu. Robił wszystko, aby Neil w końcu spróbował otworzyć się na magiczny świat i spróbował żyć życiem czarodzieja, ale najwyraźniej tamten tego nie dostrzegał.
— Zielarstwo — syknął, starając się nie myśleć o odległości, która pochłonęła Shafiq'a i Isaaca. Grupa rozdzieliła się na dwie, druga drużyna jest skazana na siebie. Na wyższe emocje przyjedzie czas później. Teraz nie było na to czasu. Odchrząknął i powiedział głośniej: — Zielarstwo.
Liczył, że mógł odpowiedzieć samodzielnie i że krytyka Neila nie skazała i jego na upadek.