14.04.2024, 14:35 ✶
Wspaniała przemiana, przeszło jej przez myśl. Chłopak przeobraził się jak larwa w motyla, ewentualnie na odwrót, biorąc pod uwagę, że można było uznać to za zmianę na gorsze. Prychnęła cynicznie, widząc jak wyłazi z niego przeszłe alter ego, które ewidentnie uśpił w sobie z przyczyn Mewie nieznanych. Rodziło się tylko pytanie, które ze wcieleń było maską? Który z nich był prawdziwy - cyrkowiec, czy podrzędny przestępca z Nokturnu, który kiedyś trząsł nim w posadach, a teraz nie był już wspominany nawet jako przestroga dla dzieci?
A może obydwaj byli sobowtórami? Może był jeszcze gdzieś ten trzeci?
- Nie wiem, ale się domyślam - odburknęła. Nie miała zwyczajnie siły mu wykładać, że nie tylko Fontaine była na tyle małostkowa, by chcieć ścigać go daleko poza granice Nokturnu. Nie znała go za dobrze, na dobrą sprawę prawie wcale, nie miała pojęcia komu jeszcze mógł zaleźć za skórę. W typach spod ciemnej gwiazdy przecież można było przebierać, a ona nie miała trzeciego oka, które dałoby jej jasną wskazówkę, przed kim Crow tak trzęsie portkami akurat w tej chwili.
Urwał obelgę w dobrym momencie - na tyle szybko, by faktycznie uniknąć spotkania pierwszego stopnia z knykciami Maeve, ale też powiedział wystarczająco, by ją doprowadzić do śmiechu. Wiedziała, że jego współpraca z Fontaine nie zakończyła się na dobrych warunkach, ale nie sądziła, że jest aż tak źle. Nie interesowała się biznesami swojej matki, miała swoją piaskownicę, ale uznała jego insynuacje za wybitnie śmieszne - skoro współpraca Changów z jego byłą właścicielką była tak oczywista, to czemu miałaby wysyłać Mewę bez żadnej przykrywki prosto pod namiot cyrkowy, gdzie otaczało ich tyle świadków?
- Aha, no tak. I rozumiem, że po ujrzeniu mnie tutaj samotnie, z tymi skośnymi oczyma i popcornem w ręku, uznałeś, że cię w pojedynkę porwę i zatargam za szmaty na Nokturn? - Znowu się zaśmiała, ewidentnie nie czując tej samej powagi sytuacji, co on. - Wasz klaun się dzisiaj rozchorował i za niego dublujesz, czy o co chodzi? - Pytanie wybrzmiało z troską, ale w oczach nadal tańczyło jej rozbawienie. Westchnęła jednak niewiele później i przestała się nabijać; doszła do wniosku, że takim naigrywaniem się, prosi się o guza. Niechybnie z perspektywy trzeciej osoby wyglądało to jak dźganie niedźwiedzia kijem przez pręty klatki.
- Dziękuję - odparła, patrząc z widocznym obrzydzeniem i politowaniem, gdy charknął na ziemię. Kolejny powód do nieskończonej listy pod tytułem "Dlaczego nie warto wiązać się z facetem". - Pytam zupełnie szczerze; czy wy faceci boicie się połykać ślinę, bo myślicie, że to gejowe? Czy jest może jakaś inna przyczyna? - zdawała się być bardziej zmartwiona jego brakiem manier, niż faktem, że jej obiecał co najmniej przemeblowanie twarzy, choć pewnie chodziło o morderstwo. Mewa nie czuła się zbytnio poruszona groźbami, bo słyszała takie średnio co drugi dzień. A o dziwo, jakimś niezbadanym cudem, jeszcze chodziła po tej ziemi i terroryzowała biednych cyrkowców samą obecnością.
A może obydwaj byli sobowtórami? Może był jeszcze gdzieś ten trzeci?
- Nie wiem, ale się domyślam - odburknęła. Nie miała zwyczajnie siły mu wykładać, że nie tylko Fontaine była na tyle małostkowa, by chcieć ścigać go daleko poza granice Nokturnu. Nie znała go za dobrze, na dobrą sprawę prawie wcale, nie miała pojęcia komu jeszcze mógł zaleźć za skórę. W typach spod ciemnej gwiazdy przecież można było przebierać, a ona nie miała trzeciego oka, które dałoby jej jasną wskazówkę, przed kim Crow tak trzęsie portkami akurat w tej chwili.
Urwał obelgę w dobrym momencie - na tyle szybko, by faktycznie uniknąć spotkania pierwszego stopnia z knykciami Maeve, ale też powiedział wystarczająco, by ją doprowadzić do śmiechu. Wiedziała, że jego współpraca z Fontaine nie zakończyła się na dobrych warunkach, ale nie sądziła, że jest aż tak źle. Nie interesowała się biznesami swojej matki, miała swoją piaskownicę, ale uznała jego insynuacje za wybitnie śmieszne - skoro współpraca Changów z jego byłą właścicielką była tak oczywista, to czemu miałaby wysyłać Mewę bez żadnej przykrywki prosto pod namiot cyrkowy, gdzie otaczało ich tyle świadków?
- Aha, no tak. I rozumiem, że po ujrzeniu mnie tutaj samotnie, z tymi skośnymi oczyma i popcornem w ręku, uznałeś, że cię w pojedynkę porwę i zatargam za szmaty na Nokturn? - Znowu się zaśmiała, ewidentnie nie czując tej samej powagi sytuacji, co on. - Wasz klaun się dzisiaj rozchorował i za niego dublujesz, czy o co chodzi? - Pytanie wybrzmiało z troską, ale w oczach nadal tańczyło jej rozbawienie. Westchnęła jednak niewiele później i przestała się nabijać; doszła do wniosku, że takim naigrywaniem się, prosi się o guza. Niechybnie z perspektywy trzeciej osoby wyglądało to jak dźganie niedźwiedzia kijem przez pręty klatki.
- Dziękuję - odparła, patrząc z widocznym obrzydzeniem i politowaniem, gdy charknął na ziemię. Kolejny powód do nieskończonej listy pod tytułem "Dlaczego nie warto wiązać się z facetem". - Pytam zupełnie szczerze; czy wy faceci boicie się połykać ślinę, bo myślicie, że to gejowe? Czy jest może jakaś inna przyczyna? - zdawała się być bardziej zmartwiona jego brakiem manier, niż faktem, że jej obiecał co najmniej przemeblowanie twarzy, choć pewnie chodziło o morderstwo. Mewa nie czuła się zbytnio poruszona groźbami, bo słyszała takie średnio co drugi dzień. A o dziwo, jakimś niezbadanym cudem, jeszcze chodziła po tej ziemi i terroryzowała biednych cyrkowców samą obecnością.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —