16.12.2022, 21:40 ✶
Gdyby tylko wiedział, czego chwilę później się dopuści, pożarcie przez krakena byłoby najśmielszym marzeniem. Ziszczeniem wszystkich snów i przede wszystkim spokojem dla jego duszy. Ale teraz?
Za późno, przemknęło mu przez myśl, choć wspomnienie o byciu głową rodziny dziwnie go ukłuło. To przez przypomnienie o jego własnych obowiązkach, czy coś innego? Może tylko mu się wydawało. Przecież już postradał wszelkie zmysły. Zamieniał się w jednego z tych szaleńców zamkniętych na najwyższym piętrze Munga albo szwendających się bez ładu i składu po Nokturnie. A może jeszcze gorzej?
Nie myślał, kiedy do niego podpływał, więc nie wiedział też, skąd wzięła się jego odwaga. Nie planował tego, nie rozważał w głowie za i przeciw, bo gdyby tak się stało, nigdy by się tego nie dopuścił. Po prostu to zrobił, ogarnięty chęcią sprawdzenia, jak smakują jego usta. Zatracił się w tym cieple i adrenalinie buzującej w żyłach, przez tych kilka sekund istniał tylko ten mały gest i zapach morskiej soli. Aż w końcu Castiel go odepchnął, metaforycznie sprowadzając z powrotem na ziemię.
Zmroziło go, gdy dotarło do niego, co się właściwie stało i że wszystko to z jego winy. Przerażenie sprawiało, że nie potrafił się ruszyć, ani tym bardziej spojrzeć na Flinta, który coś powiedział, ale słowa niekoniecznie chciały do niego dostrzec. Wpatrzył się w pofalowaną wodę, tylko po to, by zaledwie dwie sekundy później poczuć gwałtowny ruch i zostać wciągniętym pod wodę.
Gdyby blondyn tego nie zrobił, Ollivander w końcu sam postanowiłby się utopić. Zimna woda przywróciła mu racjonalność, ale jednocześnie narodziła w nim uczucie wstydu. Czy właśnie w taki sposób miał zginąć? Woda dostawała mu się do płuc, oczy miał szeroko otwarte z przerażenia, choć normalnie zamknąłby je po zanurzeniu się w toni. Ale to, co nastąpiło chwilę później… całkowicie zbiło go z tropu. Przez moment miał wrażenie, że to umysł podsyła mu obrazy w chwili śmierci, te piękne obrazki, którymi karmi wszystkich literatura. Tyle że śmierć nie jest otuleniem przez wodę. Nie jest pocałunkiem, który sprawia, że serce bije jak szalone i nie liczy się nic poza uczuciem ciepła rozchodzącym się po ciele i chęcią dotknięcia tej drugiej osoby. Więc nie umierał. To się działo naprawdę. A potem zniknęło jak od pstryknięcia palcami.
Wypłynął na powierzchnię, by złapać oddech, nim woda przytłoczyła go na tyle, by pociągnąć go na dno. Dlaczego Flint tego nie zrobił? Mógł po prostu przytrzymać go dłużej pod powierzchnią. Nawet by się nie opierał, zżerany od środka przez wstyd swojego czynu.
Kurwa, to pierwsze, co pomyślał, a potem walnął pięścią w taflę, szukając jakiegoś pocieszenia w bólu. Nic mu to jednak nie dało, bo gdy tylko jego dłoń dotknęła wody, zanurzyła się w niej. A jego towarzysz, nieszczęsna ofiara jego własnej głupoty, gdzieś zaginął.
- Castiel? – zapytał cicho zachrypniętym po bezdechu głosem. Odkaszlnął, starając się wrócić do normalności. – Hej, gdzie jesteś? – zawołał jeszcze, nagle ogarnięty strachem, że może z jego winy się utopił. Przeraził go tak bardzo, że ten zemdlał i przez to nie mógł się wynurzyć. Ewentualnie po prostu go unikał, za co go nie winił, ale nie był pewien, czy pozostanie w tym miejscu w tak wielkim szoku było dobrym pomysłem.
Co on najlepszego zrobił? Przecież Cynthia go zabije, jeśli się dowie, że przyprawił jej starszego brata o zawał serca. Ale… Castiel odwzajemnił ten gest, gdy znaleźli się pod wodą. Czyli też dostał nagłego zaćmienia umysłu. Mogli to wytłumaczyć w ten sposób. Nadmierne emocje, zmęczenie, euforia spowodowana wielokrotną wywrotką do wody.
Rozejrzał się, szukając gdzieś Flinta, ale nigdzie go nie dostrzegał. Złapał powietrze do ust i zanurzył się, próbując znaleźć go pod wodą i dostrzegając ledwie zarys poruszenia się gdzieś w okolicy, gdzie znajdowała się szalupa. Znów się wynurzył, nie będąc zbyt doświadczonym nurkiem, któremu zbyt szybko zabrakło powietrza. Przynajmniej miał świadomość tego, że Castiel żył.
Zaczął płynąć w jego stronę, topornie i powoli, bo jego żołądek zawiązał się w nieprzyjemny supeł z powodu zdenerwowania. Co on właściwie miał mu powiedzieć. Hej, nic się nie stało? Gdyby tylko miał pewność, że to wystarczy.
- Nic ci nie jest? – zapytał, stukając w łódkę, gdy tylko się do niej zbliżył. Wolał dać Flintowi jego własną przestrzeń, najlepiej już nigdy nie pokazywać mu się na oczy, gdy tylko ten odstawi go do portu. Pomijając fakt, że stracił wszystkie swoje rzeczy, łącznie z różdżką. Podpadł, przepadł. Wszystko jedno. Ogłupiał na starość, kierowany wyłącznie instynktem jak zwykły dzieciak, którym przecież już nie był. Powinien wiedzieć, że tak się nie robi. Zastanowić się, co pomyślą inni… W sumie w dupie miał teraz, co pomyślą inni. Był tylko przerażony, że rozwalił całkiem prosperującą znajomość przez swoją podsycaną ciekawością bezmyślność.
- Castiel, przepraszam – jęknął, opierając się o łódkę, która wciąż była śliska jak uprzednio. – Nie wiem, co myślałem. Właściwie to nie myślałem. Możemy o tym zapomnieć?
Przynajmniej umownie, bo miał wrażenie, że wessie mu się to w umysł i będzie przypominało w najmniej oczekiwanych momentach. Zwłaszcza to uczucie ciepła na ustach nawet pod lodowatą wodą.
Za późno, przemknęło mu przez myśl, choć wspomnienie o byciu głową rodziny dziwnie go ukłuło. To przez przypomnienie o jego własnych obowiązkach, czy coś innego? Może tylko mu się wydawało. Przecież już postradał wszelkie zmysły. Zamieniał się w jednego z tych szaleńców zamkniętych na najwyższym piętrze Munga albo szwendających się bez ładu i składu po Nokturnie. A może jeszcze gorzej?
Nie myślał, kiedy do niego podpływał, więc nie wiedział też, skąd wzięła się jego odwaga. Nie planował tego, nie rozważał w głowie za i przeciw, bo gdyby tak się stało, nigdy by się tego nie dopuścił. Po prostu to zrobił, ogarnięty chęcią sprawdzenia, jak smakują jego usta. Zatracił się w tym cieple i adrenalinie buzującej w żyłach, przez tych kilka sekund istniał tylko ten mały gest i zapach morskiej soli. Aż w końcu Castiel go odepchnął, metaforycznie sprowadzając z powrotem na ziemię.
Zmroziło go, gdy dotarło do niego, co się właściwie stało i że wszystko to z jego winy. Przerażenie sprawiało, że nie potrafił się ruszyć, ani tym bardziej spojrzeć na Flinta, który coś powiedział, ale słowa niekoniecznie chciały do niego dostrzec. Wpatrzył się w pofalowaną wodę, tylko po to, by zaledwie dwie sekundy później poczuć gwałtowny ruch i zostać wciągniętym pod wodę.
Gdyby blondyn tego nie zrobił, Ollivander w końcu sam postanowiłby się utopić. Zimna woda przywróciła mu racjonalność, ale jednocześnie narodziła w nim uczucie wstydu. Czy właśnie w taki sposób miał zginąć? Woda dostawała mu się do płuc, oczy miał szeroko otwarte z przerażenia, choć normalnie zamknąłby je po zanurzeniu się w toni. Ale to, co nastąpiło chwilę później… całkowicie zbiło go z tropu. Przez moment miał wrażenie, że to umysł podsyła mu obrazy w chwili śmierci, te piękne obrazki, którymi karmi wszystkich literatura. Tyle że śmierć nie jest otuleniem przez wodę. Nie jest pocałunkiem, który sprawia, że serce bije jak szalone i nie liczy się nic poza uczuciem ciepła rozchodzącym się po ciele i chęcią dotknięcia tej drugiej osoby. Więc nie umierał. To się działo naprawdę. A potem zniknęło jak od pstryknięcia palcami.
Wypłynął na powierzchnię, by złapać oddech, nim woda przytłoczyła go na tyle, by pociągnąć go na dno. Dlaczego Flint tego nie zrobił? Mógł po prostu przytrzymać go dłużej pod powierzchnią. Nawet by się nie opierał, zżerany od środka przez wstyd swojego czynu.
Kurwa, to pierwsze, co pomyślał, a potem walnął pięścią w taflę, szukając jakiegoś pocieszenia w bólu. Nic mu to jednak nie dało, bo gdy tylko jego dłoń dotknęła wody, zanurzyła się w niej. A jego towarzysz, nieszczęsna ofiara jego własnej głupoty, gdzieś zaginął.
- Castiel? – zapytał cicho zachrypniętym po bezdechu głosem. Odkaszlnął, starając się wrócić do normalności. – Hej, gdzie jesteś? – zawołał jeszcze, nagle ogarnięty strachem, że może z jego winy się utopił. Przeraził go tak bardzo, że ten zemdlał i przez to nie mógł się wynurzyć. Ewentualnie po prostu go unikał, za co go nie winił, ale nie był pewien, czy pozostanie w tym miejscu w tak wielkim szoku było dobrym pomysłem.
Co on najlepszego zrobił? Przecież Cynthia go zabije, jeśli się dowie, że przyprawił jej starszego brata o zawał serca. Ale… Castiel odwzajemnił ten gest, gdy znaleźli się pod wodą. Czyli też dostał nagłego zaćmienia umysłu. Mogli to wytłumaczyć w ten sposób. Nadmierne emocje, zmęczenie, euforia spowodowana wielokrotną wywrotką do wody.
Rozejrzał się, szukając gdzieś Flinta, ale nigdzie go nie dostrzegał. Złapał powietrze do ust i zanurzył się, próbując znaleźć go pod wodą i dostrzegając ledwie zarys poruszenia się gdzieś w okolicy, gdzie znajdowała się szalupa. Znów się wynurzył, nie będąc zbyt doświadczonym nurkiem, któremu zbyt szybko zabrakło powietrza. Przynajmniej miał świadomość tego, że Castiel żył.
Zaczął płynąć w jego stronę, topornie i powoli, bo jego żołądek zawiązał się w nieprzyjemny supeł z powodu zdenerwowania. Co on właściwie miał mu powiedzieć. Hej, nic się nie stało? Gdyby tylko miał pewność, że to wystarczy.
- Nic ci nie jest? – zapytał, stukając w łódkę, gdy tylko się do niej zbliżył. Wolał dać Flintowi jego własną przestrzeń, najlepiej już nigdy nie pokazywać mu się na oczy, gdy tylko ten odstawi go do portu. Pomijając fakt, że stracił wszystkie swoje rzeczy, łącznie z różdżką. Podpadł, przepadł. Wszystko jedno. Ogłupiał na starość, kierowany wyłącznie instynktem jak zwykły dzieciak, którym przecież już nie był. Powinien wiedzieć, że tak się nie robi. Zastanowić się, co pomyślą inni… W sumie w dupie miał teraz, co pomyślą inni. Był tylko przerażony, że rozwalił całkiem prosperującą znajomość przez swoją podsycaną ciekawością bezmyślność.
- Castiel, przepraszam – jęknął, opierając się o łódkę, która wciąż była śliska jak uprzednio. – Nie wiem, co myślałem. Właściwie to nie myślałem. Możemy o tym zapomnieć?
Przynajmniej umownie, bo miał wrażenie, że wessie mu się to w umysł i będzie przypominało w najmniej oczekiwanych momentach. Zwłaszcza to uczucie ciepła na ustach nawet pod lodowatą wodą.