Richard był przyzwyczajony do pewnych cech i zachowań brata. Zauważał także, że w niektórych momentach, przypominał on im ojca. Na całe szczęście nie popełniał tych samych błędów co Francis. Oboje nie mieli przez niego dobrego dzieciństwa, przez co wspominali jedynie nieliczne przyjemne wydarzenia z przeszłości.
W tym co Robert przekazywał swojej córce, było sporo racji. Nie przerywał mu. Do dziecka najlepiej przemiały słowa rodzica niż drugiego członka rodziny. Po tej wpadce mieć nadzieję, że Sophie weźmie sobie do serca te uwagi i zacznie na poważnie podchodzić do swojego interesu. Być może będzie miała po drodze potknięcia, a te przecież na początku jeszcze mogą się zdarzać.
Strzepując ponownie pył z papierosa do popielniczki, wetknął go z powrotem do ust i zaszedł za biurko, gdzie siedział Robert. Wiedział, gdzie brat trzyma chusteczki, więc wyjął jedną z szuflady i podszedł do Sophie, aby się ogarnęła, podając.
- Nie widzę problemu.Odpowiedział wyjąwszy papierosa z ust, odnosząc się bardziej do części, w której on miałby swój udział. Przeniósł spojrzenie na brata.
- Nauczyłaby się odpowiedniej rozmowy z klientami.
Ostatecznie i tak decyzja należała do Roberta. Richard mógłby wziąć ją pod swoje skrzydła i przygotować na rozmowy z klientami. Interesy były podobne. Pomagając im, nabierze odpowiedniego doświadczenia dla siebie i swojego biznesu. Zabierając się do tego od odpowiedniej strony, jak to już wspomniał Robert. Jedynie warunek jaki Richard miał, to że nie będzie niczego alkoholowego produkować w tej posiadłości. Nie było to według niego bezpieczne. Mieli już jedno pomieszczenie przeznaczone pod pracownię na świece i kadzidła. Wystarczy.
Sophie wciąż bolał fakt, że nie spróbował cytrynówki. Miał swoje powody, aby odmówić.