— Oczywiście. W takiej sytuacji nie zostało nam nic innego, niż udać się właśnie do właściciela.
Splotła ręce na piersi. Nie podobał jej się ton mężczyzny. Nie podobało jej się, że mówi do niej w ten sposób. Nie podobało, że idealnie balansował tonem głosu między sarkazmem, wyniosłością i udawaną grzecznością. A jednocześnie zachowywał kamienną twarz. Zazdrościła mu takiej kontroli.
Chciałaby wyjść na zewnątrz pierwsza i spiesznym krokiem ruszyć do wyznaczonego celu... ale nie wiedziała, gdzie go szukać. Do domku trafiła pierwsza, ale to przybysz musiał dopiero co rozmawiać z właścicielem. W jego kwestii leżało zaprowadzenie ich do niego. Bardzo się ten fakt Peppie nie podobał. Zazdrościła mu znajomości. I tego, że obecnie miał na sobie zwykłe ubrania, a ona była już w stroju plażowym. W takim ubraniu nie wypadało jej iść na recepcję, ani tym bardziej szukać właściciela. I z jakiegoś powodu, chociaż jego strój był absolutnie przeciętny, idealnie leżał na mężczyźnie i pasował do niego. Peppa zazdrościła mu, jak dobrze pasował do rozgrywającej się sytuacji. Przy nim wyglądała na dziwaczkę, wielkomiejską paniusię.
Mężczyzna wyglądał na zupełnie przeciętnego mugolaka, ale dziewczyna dostrzegła, że pomimo tych pozorów był dość ułożony. Jego uprzejmość była wymuszona, ale bardzo dobrze skrywał swoje emocje. Nie był jak typowy Bob, który zacząłby na nią krzyczeć. Niestety daleko mu też od poczciwego Toma, przepraszającego za zamieszanie i wręcz oferującego rozwiązanie problemu samemu. Ale brytyjscy dżentelmeni byli na wymarciu.
— Nie musi mi pan wyjaśniać takich możliwości — odpowiedziała powoli tracąc swoje opanowanie. Mężczyzna traktował ją jak nastolatkę, a przecież w świetle prawa była dorosła! Cóż za pech, że intruz musiał być od niej wyraźnie starszy. Przez to z góry znajdował się na lepszej pozycji. Zazdrościła mu tego. Właściciel prędzej przychyli się do prośby mężczyzny, z którym dopiero co rozmawiał, niż dziewczyną spotkaną po raz pierwszy w życiu. Ogromna niesprawiedliwość.
— Nie widzę powodu, dla którego miałabym się przedstawić pierwsza. To pan wkroczył do mojego domku, tak więc ja powinnam zadawać takie pytania. Ale to i tak nieistotne. Powinien pan iść do recepcji i rozwiązać ten problem. Jakkolwiek nie doszło do pomyłki, zmiana domku dla jednej osoby jest łatwiejsza do załatwienia, niż w przypadku pięciu osób.
Oczywiście, nie miała zamiaru wspominać o dwójce chłopaków, którzy w ośrodku nie postawią stopy, ale liczba w rezerwacji to jej jedyna przewaga w tym momencie. Widziała siebie na pozycji przegranej. Starszy i w dodatku mężczyzna — na pewno będzie miał możliwość zabrania głosu jako pierwszy, przechylenia szali całkowicie na swoją korzyść. Bardzo mu zazdrościła.