14.04.2024, 18:54 ✶
Basilius nie był w stanie określić, czy zmęczenie, które właśnie odczuwał było spowodowane tym spotkaniem, czy tak już się obudził. Czasami ciężko było powiedzieć, kiedy niemal codziennie żyło się w stanie mniejszego lub większego zmęczenia. Za to ból głowy był na pewno nowy!
W każdym innym przypadku Basiliusowi byłoby szkoda nieznajomego. Widok leżącego w trawie, ziemi i mrówkach mężczyzny mógłby przywodzić na myśl zrozpaczoną postać z obrazów światowej klasy malarzy epoki romantyzmu. Złotowłosego młodzieńca, którego, wymalowana na twarzy, rozpacz kazała każdemu pochylić się nad jego losem.
Nieznajomy czarodziej nie przypominał jednak takiego obrazu. Przypominał wkurzająca mewę. Mewę, która zjawiała się niespodziewanie, kradła dobry czas, lub kanapki, myślała, że jest najważniejsza na całym świecie i nie reagowała na próby ogarnięcia jej.
– I wyniosłeś z tej lekcji tylko to, że najlepiej będzie leżeć we wrzosach i umrzeć? – spytał złośliwie prostując się. Poza tym, czy on nie był trochę za stary na przeżywanie niesprawiedliwości życia? A jednocześnie za młody na kryzys wieku średniego? Co mu było?
Musiał włożyć bardzo dużo siły, by jego kolejne słowa po prostu zignorować. Nie będzie prowokował go jakiś włóczęga z lasu, mówiąc że nie znał się na swoim zawodzie. Jakby wcale nie spodziewał się przedwczesnego osiwienia przez kilka ze swoich przypadków, które udało mu się wyleczyć!
Westchnął cicho i wyciągnął różdżkę, kierując ją w stronę nieznajomego. Nie było szansy, by sam podniósł mężczyznę, albo chociaż go przesunął. Wydawali się być tego samego wzrostu, ale tamten był zdecydowanie lepiej zbudowany, poza tym Basilius i tak mial problemy z przesuwaniem innych nie ważne jakiej byliby postury.
Na całe szczęście istniały zaklęcia lewitujące.
– Wstawaj i daj mi sobie pomóc, albo zaciągnę cię tam magią – rzucił, nie zdając sobie sprawy, jak absurdalnie brzmiały jego słowa. – Poza tym jestem pewny, że pomimo bycia sobą możesz dalej coś zaoferować światu, więc skończ te narzekania, dla kogoś na pewno jesteś ważny. I na pewno jest ktoś kto się teraz o ciebie martwi ty idioto.
W każdym innym przypadku Basiliusowi byłoby szkoda nieznajomego. Widok leżącego w trawie, ziemi i mrówkach mężczyzny mógłby przywodzić na myśl zrozpaczoną postać z obrazów światowej klasy malarzy epoki romantyzmu. Złotowłosego młodzieńca, którego, wymalowana na twarzy, rozpacz kazała każdemu pochylić się nad jego losem.
Nieznajomy czarodziej nie przypominał jednak takiego obrazu. Przypominał wkurzająca mewę. Mewę, która zjawiała się niespodziewanie, kradła dobry czas, lub kanapki, myślała, że jest najważniejsza na całym świecie i nie reagowała na próby ogarnięcia jej.
– I wyniosłeś z tej lekcji tylko to, że najlepiej będzie leżeć we wrzosach i umrzeć? – spytał złośliwie prostując się. Poza tym, czy on nie był trochę za stary na przeżywanie niesprawiedliwości życia? A jednocześnie za młody na kryzys wieku średniego? Co mu było?
Musiał włożyć bardzo dużo siły, by jego kolejne słowa po prostu zignorować. Nie będzie prowokował go jakiś włóczęga z lasu, mówiąc że nie znał się na swoim zawodzie. Jakby wcale nie spodziewał się przedwczesnego osiwienia przez kilka ze swoich przypadków, które udało mu się wyleczyć!
Westchnął cicho i wyciągnął różdżkę, kierując ją w stronę nieznajomego. Nie było szansy, by sam podniósł mężczyznę, albo chociaż go przesunął. Wydawali się być tego samego wzrostu, ale tamten był zdecydowanie lepiej zbudowany, poza tym Basilius i tak mial problemy z przesuwaniem innych nie ważne jakiej byliby postury.
Na całe szczęście istniały zaklęcia lewitujące.
– Wstawaj i daj mi sobie pomóc, albo zaciągnę cię tam magią – rzucił, nie zdając sobie sprawy, jak absurdalnie brzmiały jego słowa. – Poza tym jestem pewny, że pomimo bycia sobą możesz dalej coś zaoferować światu, więc skończ te narzekania, dla kogoś na pewno jesteś ważny. I na pewno jest ktoś kto się teraz o ciebie martwi ty idioto.