14.04.2024, 19:56 ✶
Wstyd wiercił się pod skórą Perseusa, prześlizgiwał nieprzyjemnym dreszczem wzdłuż kręgosłupa i obdzierał go z radości z tego spotkania, a jednak uparcie wpatrywał się w oczy Laurenta; te piękne oczy w kolorze oceanu. Dlaczego morze jest niebieskie?, jako dziecko zapytał Lycoris, gdy puszczali latawce na wzgórzach Devon. Lycoris wiedziała wszystko; rozumiała prawdy świata na długo przed tym, jak zostały mu objawione. Odpowiedziała mu wówczas, że to dlatego, że morze jest lustrem odbijającym kolor nieba. Jakże więc mógł pozwolić, by plugastwo zalęgło się w jego myślach, ta obrzydliwa chęć posiadania na własność i niszczenia człowieka, w którego oczach odbijało się niebo?
Chciał ująć jego dłonie i pokornie ucałować każdą z kostek; obawiał się jednak, że na dłoniach by się nie skończyło i w swej zachłanności odnalazłby też usta, a potem linię żuchwy, szyję, palce nerwowo rozpinające każdy z guzików jego białej koszuli...
Dość. Te marzenia zarezerwowane są dla nocy.
— Nie wiem. Empatia jest pożądaną cechą w tym zawodzie, ale jej nadmiar potrafi być przekleństwem — odparł po chwili, ostrożnie dobierając słowa. Perseus ledwo już poruszał się o własnych siłach, a mimo to pragnął jeszcze dźwigać cudze zmartwienia. Gdyby tylko mógł przenieść na siebie czyjś ból... zacząłby od Laurenta. — Nie brzmisz, jakbyś się wymądrzał. Czasem potrzebna jest wymiana myśli. Zimny kubeł, kiedy zaczynasz żyć sprzecznie z zasadami, które głosisz.
Perseusowi przydałyby się codzienne kąpiele w lodzie. Akty hipokryzji goniły się nawzajem, radość z życia tak chętnie podnoszona przez niego za drzwiami gabinetu, nijak miała się do niego samego, gdy zostawał sam na sam z jego myślami.
Skinął głową, powoli, jakby niechętnie. Nie był gotów wracać do ludzi, ale nie chciał zatrzymywać Laurenta. Jestem przerażający?, myślał rozgorączkowanie, stawiając ostrożnie swoje kroki - tym razem już nie korzystał z jego pomocy. Oczywiście, że musiał przestraszyć go swoimi rozgorączkowanymi wyznaniami. Och, jakże głupi był, powinien zachować te wszystkie uczucia dla siebie, zakopać na dnie, nigdy nie pozwolić, by ujrzał je świat. Gardzi mną?, pytał sam siebie, próbując odnaleźć jego spojrzenie. Ale Laurent nawet na niego nie patrzył.
Więc i Perseus wbił wzrok przed siebie, i wysłuchiwał propozycji Laurenta, uśmiechając się przy tym smutno. Nie wysilaj się, chciał mu odpowiedzieć. Ja już podjąłem decyzję. Krył się za nią egoizm i pewna doza okrucieństwa, lecz czy nie każdy człowiek w głębi duszy nie pragnie tego samego? By opłakiwano jego śmierć, zamiast szeptano między sobą z ulgą, że oto nie muszą już wywracać swojego życia, by się nim opiekować. Chciałbym, żeby tata w końcu umarł, powiedział mu młodzieniec, który zajmował się chorym ojcem. Nie takiego losu chciał dla nich. Nie takiego losu chciał dla siebie, tego odliczania do końca jego dni.
— Jesteś dobrym człowiekiem, Laurencie — odpowiedział.
Chciał ująć jego dłonie i pokornie ucałować każdą z kostek; obawiał się jednak, że na dłoniach by się nie skończyło i w swej zachłanności odnalazłby też usta, a potem linię żuchwy, szyję, palce nerwowo rozpinające każdy z guzików jego białej koszuli...
Dość. Te marzenia zarezerwowane są dla nocy.
— Nie wiem. Empatia jest pożądaną cechą w tym zawodzie, ale jej nadmiar potrafi być przekleństwem — odparł po chwili, ostrożnie dobierając słowa. Perseus ledwo już poruszał się o własnych siłach, a mimo to pragnął jeszcze dźwigać cudze zmartwienia. Gdyby tylko mógł przenieść na siebie czyjś ból... zacząłby od Laurenta. — Nie brzmisz, jakbyś się wymądrzał. Czasem potrzebna jest wymiana myśli. Zimny kubeł, kiedy zaczynasz żyć sprzecznie z zasadami, które głosisz.
Perseusowi przydałyby się codzienne kąpiele w lodzie. Akty hipokryzji goniły się nawzajem, radość z życia tak chętnie podnoszona przez niego za drzwiami gabinetu, nijak miała się do niego samego, gdy zostawał sam na sam z jego myślami.
Skinął głową, powoli, jakby niechętnie. Nie był gotów wracać do ludzi, ale nie chciał zatrzymywać Laurenta. Jestem przerażający?, myślał rozgorączkowanie, stawiając ostrożnie swoje kroki - tym razem już nie korzystał z jego pomocy. Oczywiście, że musiał przestraszyć go swoimi rozgorączkowanymi wyznaniami. Och, jakże głupi był, powinien zachować te wszystkie uczucia dla siebie, zakopać na dnie, nigdy nie pozwolić, by ujrzał je świat. Gardzi mną?, pytał sam siebie, próbując odnaleźć jego spojrzenie. Ale Laurent nawet na niego nie patrzył.
Więc i Perseus wbił wzrok przed siebie, i wysłuchiwał propozycji Laurenta, uśmiechając się przy tym smutno. Nie wysilaj się, chciał mu odpowiedzieć. Ja już podjąłem decyzję. Krył się za nią egoizm i pewna doza okrucieństwa, lecz czy nie każdy człowiek w głębi duszy nie pragnie tego samego? By opłakiwano jego śmierć, zamiast szeptano między sobą z ulgą, że oto nie muszą już wywracać swojego życia, by się nim opiekować. Chciałbym, żeby tata w końcu umarł, powiedział mu młodzieniec, który zajmował się chorym ojcem. Nie takiego losu chciał dla nich. Nie takiego losu chciał dla siebie, tego odliczania do końca jego dni.
— Jesteś dobrym człowiekiem, Laurencie — odpowiedział.
Koniec sesji
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory