Kiwnęła głową – później, albo jutro, mogłaby im przygotować swoje wspomnienie w fiolce, by mogli obejrzeć co się dokładnie stało i jak surrealistyczne było to zjawisko. W jeszcze jednym Cathal miał rację: on mógł ich rozpoznać. Z jego pamięcią absolutną był tu jedną z najbardziej niesamowitych osób, niezbędną wręcz, kluczową, i nic dziwnego, że to on był tutaj szefem.
– Mam w sumie pomysł. Arabski – rzuciła krótko, ale miał rację: później. Teraz trzeba było zadbać o inne rzeczy. W każdym razie jej pomysłem było to, że mogli przynajmniej ją i Jamila rozpoznać po gadaniu jakichś arabskich bzdur, bo bardzo wątpiła, że ktoś, kto mógłby się podszywać pod ludzi, był jeszcze biegły w posługiwaniu się tym jezykiem (chyba, że potrafił takie rzeczy jak Cathal… ale wtedy oznaczałoby, że to ktoś z jego rodziny robi im tutaj sabotaż).
Guinevere parsknęła, kiedy Nell zaczęła robić jej wykład na temat teleportacji i dyptamu. Może i sama się nie teleportowała, przez co ludzie myśleli, że tego nie potrafiła – ale umiała! Tylko, że rzygała po tym jak kot. Podejrzewała, że zostało jej to po tych podróżach do Uagadou gdy była dzieckiem, nie mieli innych możliwości, jak ten obszar pokonać właśnie świstoklikami i widać bardzo źle to na nią wpływało i teraz przekładało się też na tę nieszczęsną teleportację. Właściwie to powód nie był ważny – ważny był skutek. Efekt był taki, że nie teleportowała się, chyba że absolutnie musiała, no i wiedziała jak sobie radzić z rozszczepieniem. Ale rozbawiło ją co innego. Nie powinno, ale rozbawiło – tyle, że to był dość niewesoły śmiech.
– Niestety obawiam się, że doszło do rany. Już kilka osób pytało czy kogoś dzisiaj zabiłam – Tobias, ktoś jeszcze, Cathal nie powiedział tego na głos, ale już po prostu czuła w kościach, że to pierwsze co mu przyszło do głowy no i Nell też pierwsze co palnęła to o zabijaniu. – Chciałam temu komuś uniemożliwić czarowanie i zamieniłam go w człowieka-kiełbasę. Ledwo utrzymał różdżkę w palcach, szukanie czegoś po kieszeniach w tym stanie może być bardzo trudne… Pytanie co dokładnie się stało. Przed namiotem zostało tylko trochę krwi i te guziki – westchnęła, a potem przygryzła wargę. – Zostań tu. Ja pójdę poszukać i powęszyć – najlepiej, jeśli to ona poszuka, bo przynajmniej miała pojęcie czego szukać, zwłaszcza w kociej formie. I na oczach Nell przemieniła się w kota, by wybiec z namiotu, szukając za tym charakterystycznym zapachem.