14.04.2024, 21:04 ✶
W głębi ducha Erik uważał, że przygotowanie dodatkowego lokum Zakonu Feniksa funkcjonującego niezależnie od Strażnicy było bardzo dobrym pomysłem. Kryjówka w Dolinie Godryka miała oczywistą przewagę pod względem tego, że trudno było ją odnaleźć, jednak organizacja na pewno nie wzgardziłaby magazynem czy punktem przerzutowym dla zapasów i potencjalnych sojuszników. Jak Dolina padnie, to padnie wszystko, pomyślał z markotną miną, zgodnie z poleceniem siostry, wspinając się po schodach na piętro rezydencji Juliusów.
Wizja, jakiej doznał na wyspie, tylko potwierdziła to, jak niebezpieczne w gruncie rzeczy było to, że Strażnica i Warownia znajdowały się tak blisko siebie. Jeśli jedno niespodziewanie padnie i trzeba by było przetransportować ludzi w to drugie miejsce, to automatycznie zwiększały się szanse na to, że wróg ich znajdzie. A kto wie, jak mogłoby to się skończyć dla innych mieszkańców wioski, gdyby Śmierciożercy namierzyli dwie kryjówki Zakonu w jednym miejscu. Raczej nie poklepaliby mieszkańców Doliny po główkach, a zamiast tego zrobili co w ich mocy, aby nikt nie próbował podjąć podobnych działań na tym terenie.
Chyba dlatego perspektywa zaadaptowania rezydencji położonej z dala od głównych czarodziejskich siedzib tak do niego przemawiała. Znajdowali się z dala od uczu wścibskich sąsiadów, ale i służb, które mogłyby patrolować okolice. Centrum Londynu toto wbrew pozorom nie było. I bardzo dobrze zresztą. Na pierwszy rzut oka budynek zdawał się w tragicznym stanie, więc odnowienie go i przystosowanie do potrzeb organizacji nie będzie zadaniem prostym i szybkim. Trzeba będzie w to włożyć sporo czasu, pieniędzy i troski.
— Zacząłbym od tej bawialni — rzucił przez ramię do Patricka i Morfeusza, rozglądając się jednocześnie po wypełnionym przejściami do innych pomieszczeń korytarzu. — Jak uprzątniemy większe pomieszczenie, to będziemy mogli z niego zrobić chwilowy składzik i przenosić tam klamoty czy meble z reszty pokojów.
Aż żal, że nie mogliśmy zabrać Malwy ze sobą, skomentował bezgłośnie, przejeżdżając palcem po zakurzonej komodzie. Otrzepał dłonie z kurzu, a następnie potarł o szary uniform, jaki zdecydował się przywdziać na tę wycieczkę. Wszystkie wymyślne szaty pozostały w jego garderobie i wątpił, aby zbyt szybko było mu dane zjawić się tu w nich. Zaraz by się czymś upaskudził i tylko narobił sobie problemów z wywabieniem wszystkich plam.
— To miejsce jest ogromne! — skomentował jeszcze, zaglądając do losowej sypialni, która była cała zagracona, a stan mebli wskazywał, że ktoś dosyć intensywnie je przeszukiwał. Pouchylane drzwiczki, rozsunięte szuflady, niedosunięte do ściany stoliki nocne i łóżka... Estetycznie to tutaj nie było.
Wizja, jakiej doznał na wyspie, tylko potwierdziła to, jak niebezpieczne w gruncie rzeczy było to, że Strażnica i Warownia znajdowały się tak blisko siebie. Jeśli jedno niespodziewanie padnie i trzeba by było przetransportować ludzi w to drugie miejsce, to automatycznie zwiększały się szanse na to, że wróg ich znajdzie. A kto wie, jak mogłoby to się skończyć dla innych mieszkańców wioski, gdyby Śmierciożercy namierzyli dwie kryjówki Zakonu w jednym miejscu. Raczej nie poklepaliby mieszkańców Doliny po główkach, a zamiast tego zrobili co w ich mocy, aby nikt nie próbował podjąć podobnych działań na tym terenie.
Chyba dlatego perspektywa zaadaptowania rezydencji położonej z dala od głównych czarodziejskich siedzib tak do niego przemawiała. Znajdowali się z dala od uczu wścibskich sąsiadów, ale i służb, które mogłyby patrolować okolice. Centrum Londynu toto wbrew pozorom nie było. I bardzo dobrze zresztą. Na pierwszy rzut oka budynek zdawał się w tragicznym stanie, więc odnowienie go i przystosowanie do potrzeb organizacji nie będzie zadaniem prostym i szybkim. Trzeba będzie w to włożyć sporo czasu, pieniędzy i troski.
— Zacząłbym od tej bawialni — rzucił przez ramię do Patricka i Morfeusza, rozglądając się jednocześnie po wypełnionym przejściami do innych pomieszczeń korytarzu. — Jak uprzątniemy większe pomieszczenie, to będziemy mogli z niego zrobić chwilowy składzik i przenosić tam klamoty czy meble z reszty pokojów.
Aż żal, że nie mogliśmy zabrać Malwy ze sobą, skomentował bezgłośnie, przejeżdżając palcem po zakurzonej komodzie. Otrzepał dłonie z kurzu, a następnie potarł o szary uniform, jaki zdecydował się przywdziać na tę wycieczkę. Wszystkie wymyślne szaty pozostały w jego garderobie i wątpił, aby zbyt szybko było mu dane zjawić się tu w nich. Zaraz by się czymś upaskudził i tylko narobił sobie problemów z wywabieniem wszystkich plam.
— To miejsce jest ogromne! — skomentował jeszcze, zaglądając do losowej sypialni, która była cała zagracona, a stan mebli wskazywał, że ktoś dosyć intensywnie je przeszukiwał. Pouchylane drzwiczki, rozsunięte szuflady, niedosunięte do ściany stoliki nocne i łóżka... Estetycznie to tutaj nie było.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞