15.04.2024, 10:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:04 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V
Kampania Zakonu Feniksa: Zagłada Domu Juliusów. Etap I, sesja nr 4.
Księżycowy Staw świecił pustkami już od dekady, a i wcześniej przez ładnych kilka lat nikt nie mieszkał w nim dłużej - budynek przechodził z rąk do rąk, szybko zmieniając właścicieli. Czasy jego świetności minęły ponad dwadzieścia lat temu: kiedyś należał do rodu Juliusów, zamożnej i wpływowej rodziny czystej krwi. Ci jednak wymarli w linii męskiej, a i nie było żadnych dziewcząt, które wywodziłyby się z tego rodu. Już nie.
Posiadłość została zapomniana. Podupadła nieco, chociaż wciąż nadawała się do wykorzystania. Nie przyciągała niczyjej uwagi - położona na uboczu, znikła z radaru rodów czystej krwi dawno temu, bo kto pamiętałby o Juliusach po tylu latach? Te zalety, w połączeniu z atrakcyjną ceną, sprawiły, że Brenna zdecydowała się na jej zakup: bo Dumbledore życzył sobie, by zadbać o bezpieczne lokacje dla Zakonu Feniksa.
*
Pojawili się w budynku dwudziestego pierwszego sierpnia rankiem. Większa grupa, bo dom był duży - piętrowy, z wieloma sypialniami i kilkoma pomieszczeniami na parterze. Trzeba było upewnić się, czy nie ma tu żadnych niemiłych niespodzianek, jak często zdarzało się w opuszczonych domostwach magicznych rodzin. Nie wspominając o tym, że konieczne było sprawdzenie, co trzeba wyrzucić, co zostawić, co wymaga szybkiej naprawy... Te pierwsze godziny spędzili na kręceniu się po izbach i odkrywaniu, że jest tu faktycznie całkiem sporo roboty. W bibliotece Millie i Nora natknęły się na kilka boginów, pośród papierów znaleziono nieco niepokojące zapiski, trzeba było wyrzucić jaja bahanek, nikt też na razie nie odważył się wejść na strych – Brenna z pewną rezygnacją uznała, że tego spróbują jutro, niemal pewna, że pewnie tkwi tam jakichś ghul albo upiór, po tym wszystkim, na co natknęli się za dnia.
Położyli się spać późnym wieczorem, długo po tym, jak zapadł zmrok. Pokoi tutaj nie brakowało, chociaż niekoniecznie warunki zakwaterowania były najlepsze – wszak dom został opuszczony wiele lat temu. Pokój, w którym spał Vincent, leżał najbliższej schodów, i kiedyś należał zapewne do dziedzica rodu Juliusów i, o dziwo, nie został opróżniony z rzeczy przez kolejnych właścicieli. Wciąż pełno było tutaj zakurzonych gratów. Łóżko skrzypiało, materac był stary, chociaż na szczęście zabrano tutaj z Warowni czyste koce, a poduszki poprzedniego dnia oczyszczono i wywietrzono, by zapewnić w miarę wygodny wypoczynek.
Tej nocy Vincent Prewett śnił o tym, że pochłania go ciemność.
Z tego snu przebudził go rumor – przez moment jeszcze po przebudzeniu zdawało się mu, że mógł być tylko częścią koszmaru. Ale potem usłyszał kolejny dźwięk. Nie był bardzo głośny, niekoniecznie musiał obudzić wszystkich śpiących na piętrze, bo dobiegał z pewnością z parteru, ale brzmiało to tak, jakby tam, na dole, coś się waliło.