17.12.2022, 00:06 ✶
Woda obijała się o ściany szalupy, poruszając zarówno nią, jak i ciałem Fergusa, który wciąż starał się przytrzymać drewna. Westchnął i oparł głowę o śliską, wilgotną deskę, wiedząc, że Castiel jest tam po drugiej stronie. Był przerażony, ale nie zmieniało to faktu, że wciąż chciał go mieć tuż obok siebie, a chociaż to dawało mu jakieś pozory bliskości. Nie odpowiadał mu, a to bolało bardziej niż jakiekolwiek słowa. Mając go tam po drugiej stronie nawet nie wiedział, w jakim stanie był teraz Flint. Przestraszony, wściekły, lodowato ponury? A może wręcz przeciwnie? Nienawidził nie mieć odpowiedzi tuż na wyciągnięcie ręki, ale tym razem obawiał się je zdobyć. Nie powinien odbierać mu tej prywatności po drugiej stronie drewnianej ściany, dopóki on sam nie będzie na to gotowy. To trudne, ale chyba całkiem oczywiste w sytuacji, w której zmąciło się porządek świata. Nawet jeśli ten świat ograniczał się do dwóch osób i łódki między nimi.
Niebo przybierało pomarańczowy kolor, barwiąc wodę na podobny odcień i Fergus mógłby nawet stwierdzić, że to całkiem ładny widok, gdyby w ogóle był w stanie zwrócić na niego uwagę. W jego oczach jedynie się ściemniało, zarówno na zewnątrz, jak i w jego umyśle. Czuł pustkę, która ogarniała go w całości. Strach przed konsekwencjami tego, co się stało. Nie tylko w kontekście samego Castiela, ale wszystkiego wokół. Jeśli ktoś by się dowiedział, narobiłby kłopotów nie tylko sobie, ale również jemu. Jedną decyzją mógł zniweczyć wszystko, na co Flint pracował. Swoją robotę i rodzinę miał właściwie w poważaniu, chociaż gdyby stanęli przeciwko niemu na dobre, pewnie i tak by go to zabolało. Nie chciał jednak niszczyć życia komuś innemu. Nie jemu. Ale stało się, nim w ogóle na to wpadł. Gdyby nie emocje, pewnie do niczego by nie doszło. Gdyby Cynthia była w domu, nawet nie zwróciłby uwagi na jej brata. Powinien w ogóle zrzucać winę na nią? Tak wydawało się łatwiej, mimo że nie mogła o niczym wiedzieć. Ale chociaż pierwszy pocałunek był decyzją Fergusa, drugi należał do Castiela. Dlaczego tak bardzo przejmowali się wszystkim wokół?
Castiel wynurzył się tuż obok niego, sprawiając, że znów na moment zamarł. Był zbyt blisko, na tyle, że gdyby wyciągnął rękę, bez problemu mógłby go dotknąć. Nie patrzył na niego, więc nie mógł dostrzec uniesionej dłoni Fergusa, którą w końcu zrezygnowany opuścił, nie chcąc pogarszać i tak trudnej już sytuacji. Wpatrywał się w niego, po prostu czekając, aż sam ostatecznie spuścił wzrok na swoje ręce. Im dłużej mu się przyglądał, tym więcej natrętnych myśli piętrzyło mu się w głowie. Nie powinny wydostać się na zewnątrz. Nie w momencie, gdy jedynym, co powstrzymywało go przed samowolnym utopieniem się, była obecność Castiela, ciepło jego ciała stykającego się ze skórą Fergusa. Powstrzymałby go?
Przytaknął tylko, gdy Flint w końcu się odezwał, wyrywając z zamyślenia. Częściowo nawet był mu wdzięczny, że nie ciągnął tematu. Gdyby zapytał go, co sobie myślał, nie potrafiłby odpowiedzieć nic, poza przyznaniem, że gdyby tylko mógł, spróbowałby znowu. Czy żałował? Skłamałby, że tak, choć zżerałoby go to od środka do usranej śmierci.
- Mam gdzieś te ubrania – powiedział szorstko, słuchając, jak Castiel szczęka zębami. Nawet on nie był niezniszczalny. Zimno rozchodzące się po kościach Fergusa było dziwną ulgą. Pozwalało zapomnieć o tym, jak komfortowo czuł się w momencie, gdy śmiali się z ponownego wpadnięcia do wody. – Ale zgubiłem różdżkę. Zresztą, nie przejmuj się, mam sklep pełen różdżek, jakąś sobie znajdę – dodał, próbując opanować zirytowany ton. Dlaczego tak się zezłościł? Może jednak liczył na to, że Flint coś powie? Cokolwiek. Tylko że nie chciał słuchać o tym, jakim błędem było doprowadzenie do tego. Nie powinien się tak przejmować, nie powinien czuć tylu emocji naraz. Co z nim było nie tak? Dlaczego wszystko musiało się tak pochrzanić? Nie poznawał sam siebie.
- Wróćmy na ląd – powiedział już spokojniej. – Proszę.
Czy jeśli wyjdą z wody, wszystko opadnie w zapomnienie, tak jakby utopiło się w myślodsiewni? Wątpił, ale modlił się w duchu, by właśnie tak było. Żeby Castiel go nie znienawidził za jeden bezmyślny czyn, choć tak cholernie niewskazany i niebezpieczny.
Niebo przybierało pomarańczowy kolor, barwiąc wodę na podobny odcień i Fergus mógłby nawet stwierdzić, że to całkiem ładny widok, gdyby w ogóle był w stanie zwrócić na niego uwagę. W jego oczach jedynie się ściemniało, zarówno na zewnątrz, jak i w jego umyśle. Czuł pustkę, która ogarniała go w całości. Strach przed konsekwencjami tego, co się stało. Nie tylko w kontekście samego Castiela, ale wszystkiego wokół. Jeśli ktoś by się dowiedział, narobiłby kłopotów nie tylko sobie, ale również jemu. Jedną decyzją mógł zniweczyć wszystko, na co Flint pracował. Swoją robotę i rodzinę miał właściwie w poważaniu, chociaż gdyby stanęli przeciwko niemu na dobre, pewnie i tak by go to zabolało. Nie chciał jednak niszczyć życia komuś innemu. Nie jemu. Ale stało się, nim w ogóle na to wpadł. Gdyby nie emocje, pewnie do niczego by nie doszło. Gdyby Cynthia była w domu, nawet nie zwróciłby uwagi na jej brata. Powinien w ogóle zrzucać winę na nią? Tak wydawało się łatwiej, mimo że nie mogła o niczym wiedzieć. Ale chociaż pierwszy pocałunek był decyzją Fergusa, drugi należał do Castiela. Dlaczego tak bardzo przejmowali się wszystkim wokół?
Castiel wynurzył się tuż obok niego, sprawiając, że znów na moment zamarł. Był zbyt blisko, na tyle, że gdyby wyciągnął rękę, bez problemu mógłby go dotknąć. Nie patrzył na niego, więc nie mógł dostrzec uniesionej dłoni Fergusa, którą w końcu zrezygnowany opuścił, nie chcąc pogarszać i tak trudnej już sytuacji. Wpatrywał się w niego, po prostu czekając, aż sam ostatecznie spuścił wzrok na swoje ręce. Im dłużej mu się przyglądał, tym więcej natrętnych myśli piętrzyło mu się w głowie. Nie powinny wydostać się na zewnątrz. Nie w momencie, gdy jedynym, co powstrzymywało go przed samowolnym utopieniem się, była obecność Castiela, ciepło jego ciała stykającego się ze skórą Fergusa. Powstrzymałby go?
Przytaknął tylko, gdy Flint w końcu się odezwał, wyrywając z zamyślenia. Częściowo nawet był mu wdzięczny, że nie ciągnął tematu. Gdyby zapytał go, co sobie myślał, nie potrafiłby odpowiedzieć nic, poza przyznaniem, że gdyby tylko mógł, spróbowałby znowu. Czy żałował? Skłamałby, że tak, choć zżerałoby go to od środka do usranej śmierci.
- Mam gdzieś te ubrania – powiedział szorstko, słuchając, jak Castiel szczęka zębami. Nawet on nie był niezniszczalny. Zimno rozchodzące się po kościach Fergusa było dziwną ulgą. Pozwalało zapomnieć o tym, jak komfortowo czuł się w momencie, gdy śmiali się z ponownego wpadnięcia do wody. – Ale zgubiłem różdżkę. Zresztą, nie przejmuj się, mam sklep pełen różdżek, jakąś sobie znajdę – dodał, próbując opanować zirytowany ton. Dlaczego tak się zezłościł? Może jednak liczył na to, że Flint coś powie? Cokolwiek. Tylko że nie chciał słuchać o tym, jakim błędem było doprowadzenie do tego. Nie powinien się tak przejmować, nie powinien czuć tylu emocji naraz. Co z nim było nie tak? Dlaczego wszystko musiało się tak pochrzanić? Nie poznawał sam siebie.
- Wróćmy na ląd – powiedział już spokojniej. – Proszę.
Czy jeśli wyjdą z wody, wszystko opadnie w zapomnienie, tak jakby utopiło się w myślodsiewni? Wątpił, ale modlił się w duchu, by właśnie tak było. Żeby Castiel go nie znienawidził za jeden bezmyślny czyn, choć tak cholernie niewskazany i niebezpieczny.