15.04.2024, 12:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.04.2024, 12:42 przez Bard Beedle.)
Morpheus jako jedyny mógł jeszcze pamiętać rodzinę Juliusów – ze swoich nastoletnich lat. Wprawdzie rodzina wymarła niemal, zanim on jeszcze ukończył Hogwart, nie miał więc większych szans wiedzieć o nich cokolwiek więcej, ale Estella Julius była w Ravenclawie rok czy dwa lata wyżej od niego, a jakieś trzy czy cztery - jej przyszły mąż, Galahad Bulstrode. I Longbottom mógł usłyszeć tuż po szkole o ich tajemniczym zaginięciu po tym, jak wyjechali w podróż poślubną.
Gdzieś pośród pokoi, które przyjdzie im przeszukiwał, znajdował się ten, w którym niegdyś mieszkała blada, dumna dziewczyna o ciemnych włosach i srebrzystych oczach, mijana niekiedy w Pokoju Wspólnym Ravenclawu. Nie żyła od lat - nie żył jej mąż i nie żyli jej krewni. Dom, który do nich należał, opanowały kurz i ciemności. Historia powtarzająca się wciąż i wciąż od nowa.
Może przyjdzie dzień, gdy ktoś będzie przemierzał korytarze opustoszałej Warowni tak, jak oni teraz Księżycowego Stawu.
Patrick odsuwając zasłony wzniecił tumany kurzu. Okna były całe, chociaż pewnie w przyszłości będzie wymagało wymiany – na pewno przed zimą, aby dostatecznie chronić przed chłodem. Brudne, ale dość duże, wychodziły bezpośrednio na ogród: patrząc z góry Steward mógł stwierdzić, że chyba kiedyś żywopłoty zasadzono tutaj w taki sposób, aby tworzyły malowniczy labirynt, wśród którego skrywały się pewnie klomby, rzeźby i ławki, teraz jednak rozrosły się tak bardzo, że stały się zaniedbanym gąszczem.
Bawialnia była pomieszczeniem, w którym prawdopodobnie jeden z ostatnich właścicieli również próbował wprowadzić jakieś zmiany. Było tu nieco śladów na podłodze i ścianach, wskazujących na to, że usunięto część sprzętów i mebli. Ze ścian na pewno usunięto obrazy, tapeta tam, gdzie wisiały, pozostawała jaśniejsza. Właściciele zdążyli się ich pozbyć, ale nie wymienili już tapety, tu i ówdzie odłażącej, i tak brudnej, że ciężko było powiedzieć, co przedstawiał pierwotny wzór. Pozostały tutaj kanapa, zabytkowy stolik i ciężkie, wiekowe lustro w bogato zdobionej ramie. Próba jego zdjęcia zakończyłaby się niepowodzeniem: było przymocowane do ściany zapewne za pomocą jakichś zaklęć. Pomieszczenie było duże, a przez tę pustkę wydawało się jeszcze większe. Wystarczyło jednak jedynie za pomocą zaklęć wymieść kurz za okno, i mogli bez problemów zacząć używać tego miejsca jako składziku.
Gdy Erik w nie zerknął, przez ułamek sekundy miał wrażenie, że jakaś sylwetka zamajaczyła za nim. Mogło być to jednak tylko złudzenie – wywołane tym, że lustro było pokryte grubą warstwą kurzu.
Rozglądając się po innych pomieszczeniach - a musieli zdecydować na przykład, które nadadzą się jako tako do przygotowania do spania, bo zakładali, że zejdzie im pewnie dziś do późna, a jutro od rana przyjdzie kontynuować - mogli jednak dość szybko się przekonać, że chyba większość z nich, o dziwo, pozostawała nienaruszona od czasów, gdy mieszkali tu jeszcze Juliusowie. Jakby nikt nie został tu na tyle długo, aby odcisnąć na tym miejscu duże piętno. Z bawialni niemal wszystko wyniesiono, w jednym z pokoi prace były w trakcie, jeden wyglądał na przerabiany, pewnie szykowano go na sypialnię nowych właścicieli, wyniesiono z niego chyba wszystkie stare meble i wymieniono nawet tapetę (choć teraz i tak już była dość stara, z pewnością miała najmniej dziesięć lat) - wiele pozostałych wciąż wypełnione jednak były starymi meblami i nawet rzeczami osobistymi. Niektóre sypialnie, gdyby nie zalegający w nich brud, wyglądałyby, jakby właściciel miał zaraz do niej powrócić. W najmniejszej wciąż leżały zabawki i książki dla dzieci. Inna służyła bez wątpienia dziewczynom, dwóm zapewne, bo w środku były dwa łóżka: na toaletce wciąż leżały przybory kosmetyczne, miękkie, damskie pantofle znajdowały się tuż koło łóżka, gdyby otworzyć szafę, w środku znalazłoby się staroświeckie suknie, na biureczku znajdował się kałamarz i papeteria. Na ścianie wisiał portret, o pustej ramie - jego lokatorzy gdzieś znikli?
Tura do 19.04, godzina 20.
@Erik Longbottom @Morpheus Longbottom @Patrick Steward
Gdzieś pośród pokoi, które przyjdzie im przeszukiwał, znajdował się ten, w którym niegdyś mieszkała blada, dumna dziewczyna o ciemnych włosach i srebrzystych oczach, mijana niekiedy w Pokoju Wspólnym Ravenclawu. Nie żyła od lat - nie żył jej mąż i nie żyli jej krewni. Dom, który do nich należał, opanowały kurz i ciemności. Historia powtarzająca się wciąż i wciąż od nowa.
Może przyjdzie dzień, gdy ktoś będzie przemierzał korytarze opustoszałej Warowni tak, jak oni teraz Księżycowego Stawu.
Patrick odsuwając zasłony wzniecił tumany kurzu. Okna były całe, chociaż pewnie w przyszłości będzie wymagało wymiany – na pewno przed zimą, aby dostatecznie chronić przed chłodem. Brudne, ale dość duże, wychodziły bezpośrednio na ogród: patrząc z góry Steward mógł stwierdzić, że chyba kiedyś żywopłoty zasadzono tutaj w taki sposób, aby tworzyły malowniczy labirynt, wśród którego skrywały się pewnie klomby, rzeźby i ławki, teraz jednak rozrosły się tak bardzo, że stały się zaniedbanym gąszczem.
Bawialnia była pomieszczeniem, w którym prawdopodobnie jeden z ostatnich właścicieli również próbował wprowadzić jakieś zmiany. Było tu nieco śladów na podłodze i ścianach, wskazujących na to, że usunięto część sprzętów i mebli. Ze ścian na pewno usunięto obrazy, tapeta tam, gdzie wisiały, pozostawała jaśniejsza. Właściciele zdążyli się ich pozbyć, ale nie wymienili już tapety, tu i ówdzie odłażącej, i tak brudnej, że ciężko było powiedzieć, co przedstawiał pierwotny wzór. Pozostały tutaj kanapa, zabytkowy stolik i ciężkie, wiekowe lustro w bogato zdobionej ramie. Próba jego zdjęcia zakończyłaby się niepowodzeniem: było przymocowane do ściany zapewne za pomocą jakichś zaklęć. Pomieszczenie było duże, a przez tę pustkę wydawało się jeszcze większe. Wystarczyło jednak jedynie za pomocą zaklęć wymieść kurz za okno, i mogli bez problemów zacząć używać tego miejsca jako składziku.
Gdy Erik w nie zerknął, przez ułamek sekundy miał wrażenie, że jakaś sylwetka zamajaczyła za nim. Mogło być to jednak tylko złudzenie – wywołane tym, że lustro było pokryte grubą warstwą kurzu.
Rozglądając się po innych pomieszczeniach - a musieli zdecydować na przykład, które nadadzą się jako tako do przygotowania do spania, bo zakładali, że zejdzie im pewnie dziś do późna, a jutro od rana przyjdzie kontynuować - mogli jednak dość szybko się przekonać, że chyba większość z nich, o dziwo, pozostawała nienaruszona od czasów, gdy mieszkali tu jeszcze Juliusowie. Jakby nikt nie został tu na tyle długo, aby odcisnąć na tym miejscu duże piętno. Z bawialni niemal wszystko wyniesiono, w jednym z pokoi prace były w trakcie, jeden wyglądał na przerabiany, pewnie szykowano go na sypialnię nowych właścicieli, wyniesiono z niego chyba wszystkie stare meble i wymieniono nawet tapetę (choć teraz i tak już była dość stara, z pewnością miała najmniej dziesięć lat) - wiele pozostałych wciąż wypełnione jednak były starymi meblami i nawet rzeczami osobistymi. Niektóre sypialnie, gdyby nie zalegający w nich brud, wyglądałyby, jakby właściciel miał zaraz do niej powrócić. W najmniejszej wciąż leżały zabawki i książki dla dzieci. Inna służyła bez wątpienia dziewczynom, dwóm zapewne, bo w środku były dwa łóżka: na toaletce wciąż leżały przybory kosmetyczne, miękkie, damskie pantofle znajdowały się tuż koło łóżka, gdyby otworzyć szafę, w środku znalazłoby się staroświeckie suknie, na biureczku znajdował się kałamarz i papeteria. Na ścianie wisiał portret, o pustej ramie - jego lokatorzy gdzieś znikli?
Tura do 19.04, godzina 20.
@Erik Longbottom @Morpheus Longbottom @Patrick Steward