Heath czasem, ale tylko czasem było głupio za jej ciekawość, bo dla niektórych rzeczy o które pytała mogły wydawać się za oczywiste, jednak nie ograniczało jej to, nie miała oporu przed tym, żeby ktoś uznał ją za głupią, no trudno, wiedziała też, że Brenna nie należy raczej do takich osób. Mogła ją zapytać o najbardziej oczywistą, oczywistość, a ta zawsze dawała jej odpowiedź. Taka mentorka to skarb.
- Pewnie tak jest, jak ze wszystkim, im częściej coś stosujesz, tym lepiej ci idzie i mniej czynników cię ogranicza. - W sumie odpowiedź była banalna, no ale trudno, jakoś to przeżyje.
- Może nie twoja zasługa, ale zobacz, ty dostałaś widmowidzenie w tej całej loterii genetycznej, a ja dostałam klątwę żywiołów, nie da się ukryć, co jest bardziej przydatne. - Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, nie miała zamiaru płakać nad swoim losem, przywykła do tego, że musiała żyć z przekleństwem i powoli zaczęła tracić nadzieję, że się go kiedyś pozbędzie. Musiała oswoić się z myślą, że taka już będzie, do końca. Szczególnie po tym, co przydarzyło się im na wyspie. Nie mogła tak mocno pragnąć bycia normalną, bo powodowało to niepotrzebne problemy. Docierało do niej to coraz bardziej.
- No, ale za trzecim już tak, to spore osiągnięcie. - Brenna mogła zauważyć, że Heath nadal patrzy na nią, jak na jakąś bohaterkę, była naprawdę zafascynowana jej osobą, nadal jednym z jej marzeń było to, żeby być taka jak ona, gdy faktycznie dorośnie. Chciałaby zostać prawdziwą bohaterką.
- Tak, Salt najwyraźniej mówił prawdę. - Pozostawało się z tym pogodzić, nie dziwiło jej też teraz, że tak bardzo bał się tego, co było na wyspie, to, co tam przeżyli wyjaśniło jego nastawienie.
- Tak, kolejny sukces, oby tak dalej. - Uśmiech nie schodził z twarzy Rudej, bo naprawdę cieszyła się z takiego obrotu spraw. Na całe szczęście nie doszło do żadnej tragedii.
Otrzymała kolejną wiadomość, tym razem dłuższą, nawet nie próbowała na nią odpowiadać w myślach, bo wiedziała, że polegałby próbując. - Tak, masz rację! Cameron mnie zabije, jak się spóźnię. - Zerwała się szybko z miejsca. - Znaczy nie zabije, ma do mnie tyle cierpliwości, że na pewno by zrozumiał, że musiałam cię odwiedzić, ale nic będę lecieć. Dzięki za wszystko Brenn i trzymaj się! - Wybiegła z pokoju w podskokach, żeby złapać swoją miotłę i odfrunąć do Camerona.