15.04.2024, 19:06 ✶
Nie poruszyła się, póki Sophie nie minęła jej w drzwiach. Ostrożnie przymknęła za nią drzwi - na wszelki wypadek, gdyby jednak któryś z pozostałych domowników zaczął się szwendać po korytarzu, nie natrafił od razu na Armagedon w pokoju rudowłosej.
Z zaspokojeniem jej ciekawości co do zakończenia, Lorien odczekała aż znalazły się w kuchni.
- Cóż, nie spodziewałam się, że prababka od razu przeskoczy do jednego z portretów w sypialni rodziców. Była przekonana, że to mój ojciec zaniósł ją do piwnicy. Nigdy go nie lubiła. Pokrzyczała, pokrzyczała, a potem przez kilka miesięcy jeszcze marudziła wszystkim naszym gościom, że młodzi nie mają za grosz szacunku do swoich przodków.- Zaśmiała się cicho, ale szczerze, na wspomnienie może nieco prostszych czasów. Ostatnio miała wrażenie, że jej pamięć przypomina bardziej stary durszlak, który przydałoby się wymienić.
Poświęciła ten moment potrzebny na wyciągnięcie dodatkowej filiżanki z szafki na przemyślenie odpowiedzi. Czy była głośno? Do momentu wypadku - nie. Czy zakłóciła sen pogrążonego w ciszy domu - kto wie?
- Mojego? Nie.- Nie wnikała w dalsze szczegóły. Demony, które tkwiły w głowie Lorien i nie pozwalały jej zasnąć, wcale nie odpuściły po powrocie do Londynu. Ale to nie było zmartwieniem dziewczynki, której najwyraźniej największym problemem było czy w swoim szale porządków nie obudziła innych. Młodość i jej problemy bywała momentami wręcz… rozczulająca.- Co do innych… Może.- Wzruszyła nieznacznie ramionami, zupełnie jakby wcale nie zamierzała się tym przejmować, po czym odwróciła się z powrotem w stronę stołu.- Ale dla nich nie mamy już herbaty. Niech sobie zaparzą własną.
Obeszła stół, stawiając przed Sophie porcelanowe naczynko. Co prawda musiała się pochylić nad blatem, żeby przesunąć do niej dzbanek, wolną dłonią wspierając się o ramię Sophie, żeby to zrobić, ale dała radę! Zachęcającym gestem dała rudej znać, żeby się częstowała.
- Czy… Hm. Jakby to… Pomyślmy.- Zamilkła na sekundę lub dwie, zastanawiając się jak podejść do całej sprawy dość dyplomatycznie, żeby pasierbicy nie wystraszyć.- Czy ja chcę wiedzieć dlaczego masz w pokoju taką ilość butli i butelek i dlaczego tak naprawdę chowasz to wszystko pod osłoną nocy, Sophie?
Pytanie mogło równie dobrze brzmieć “Czy próbowałaś pozbyć się wybitnie obciążających dowodów, za które mogliby cię posadzić na długie lata?”, choć zadane tym lekkim, niemal rozbawionym tonem w nocy przy kuchennym stole, wybrzmiało z pewnością lepiej niż gdyby padło na rozprawie w Wizengamocie.
Lorien usiadła na swoim miejscu, wsparła podbródek o grzbiet dłoni i… czekała na odpowiedź. Albo i całą opowieść.
Z zaspokojeniem jej ciekawości co do zakończenia, Lorien odczekała aż znalazły się w kuchni.
- Cóż, nie spodziewałam się, że prababka od razu przeskoczy do jednego z portretów w sypialni rodziców. Była przekonana, że to mój ojciec zaniósł ją do piwnicy. Nigdy go nie lubiła. Pokrzyczała, pokrzyczała, a potem przez kilka miesięcy jeszcze marudziła wszystkim naszym gościom, że młodzi nie mają za grosz szacunku do swoich przodków.- Zaśmiała się cicho, ale szczerze, na wspomnienie może nieco prostszych czasów. Ostatnio miała wrażenie, że jej pamięć przypomina bardziej stary durszlak, który przydałoby się wymienić.
Poświęciła ten moment potrzebny na wyciągnięcie dodatkowej filiżanki z szafki na przemyślenie odpowiedzi. Czy była głośno? Do momentu wypadku - nie. Czy zakłóciła sen pogrążonego w ciszy domu - kto wie?
- Mojego? Nie.- Nie wnikała w dalsze szczegóły. Demony, które tkwiły w głowie Lorien i nie pozwalały jej zasnąć, wcale nie odpuściły po powrocie do Londynu. Ale to nie było zmartwieniem dziewczynki, której najwyraźniej największym problemem było czy w swoim szale porządków nie obudziła innych. Młodość i jej problemy bywała momentami wręcz… rozczulająca.- Co do innych… Może.- Wzruszyła nieznacznie ramionami, zupełnie jakby wcale nie zamierzała się tym przejmować, po czym odwróciła się z powrotem w stronę stołu.- Ale dla nich nie mamy już herbaty. Niech sobie zaparzą własną.
Obeszła stół, stawiając przed Sophie porcelanowe naczynko. Co prawda musiała się pochylić nad blatem, żeby przesunąć do niej dzbanek, wolną dłonią wspierając się o ramię Sophie, żeby to zrobić, ale dała radę! Zachęcającym gestem dała rudej znać, żeby się częstowała.
- Czy… Hm. Jakby to… Pomyślmy.- Zamilkła na sekundę lub dwie, zastanawiając się jak podejść do całej sprawy dość dyplomatycznie, żeby pasierbicy nie wystraszyć.- Czy ja chcę wiedzieć dlaczego masz w pokoju taką ilość butli i butelek i dlaczego tak naprawdę chowasz to wszystko pod osłoną nocy, Sophie?
Pytanie mogło równie dobrze brzmieć “Czy próbowałaś pozbyć się wybitnie obciążających dowodów, za które mogliby cię posadzić na długie lata?”, choć zadane tym lekkim, niemal rozbawionym tonem w nocy przy kuchennym stole, wybrzmiało z pewnością lepiej niż gdyby padło na rozprawie w Wizengamocie.
Lorien usiadła na swoim miejscu, wsparła podbródek o grzbiet dłoni i… czekała na odpowiedź. Albo i całą opowieść.