15.04.2024, 21:13 ✶
Praca zazwyczaj pochłaniała większość jego czasu i uwagi, zarówno w trakcie zmiany jak i po niej. Mało co potrafiło go wybić z rytmu, który wyrobił w sobie poprzez kilka lat nie do końca legalnych nadmiarowych nadgodzin. Skupiał się na pomaganiu innym, własne troski odkładając na bok, co było dość wygodną ucieczką od wszystkiego, z czym akurat się zmagał prywatnie. Tym razem było jednak inaczej. Nieco przypadkiem zasłyszał od znajomego, że jego brat był na wizytach kontrolnych w sprawie jakiegoś omdlenia. Niby nic takiego, ale nie wspomniał mu o tym nawet słowem. Czemu? To pytanie nie dawało mu spokoju. Lupinowie zazwyczaj nie mieli przed sobą sekretów, zwłaszcza jeśli chodziło o zdrowie. W końcu większość z nich siedziała mniej lub bardziej w branży medycznej. Świadomość zdrowia była u nich bardzo powszechna. W sporej mierze właśnie dlatego dziwiło go takie zachowanie Camerona. Czyżby coś przed nim ukrywał? Jeśli tak, to co? Dlaczego uznał, że nie chce o tym wspominać Cedricowi.
Zmartwienia były istną pożywką dla jego naturalnych skłonności do nadinterpretacji, także dzisiejszy dzień był dla niego wyjątkowo nieprzyjemny. Każda kolejna myśl była bardziej absurdalna od kolejnej, ale jego mózg zdawał się tego nie wyłapywać. Skupiał się jedynie na pogłębianiu jego lęków.Z tego zamyślenia wyrwał go nagle znajomy głos. O ironio, był to nie kto inny jak jego brat.
Wzdrygnął się lekko, wracając na powierzchnię, posyłając mu lekki, choć zmęczony uśmiech. Zaaferowanie dość skutecznie pomagało mu zapomnieć o zmęczeniu, ale ciała nie dało się tak łatwo oszukać.
— Cameron, miło cię widzieć! — rzucił w końcu, mimowolnie lustrując go wzrokiem. Szukał jakichkolwiek oznak choroby czy gorszego samopoczucia. Z ulgą odnotował brak symptomów, ale w głowie zaraz pojawił się nowy głosik. Bo co, jeśli działo się z nim coś, co nie dawało zewnętrznych objawów? — Niedługo kończę przerwę, także korzystaj z mojego towarzystwa, póki możesz. W innym przypadku zobaczymy się w domu o... pewnie późnym wieczorem — dodał jeszcze, skubiąc powoli sałatkę, którą miał przed sobą.
Czekając na odpowiedź, zastanawiał się, czy powinien dopytywać o te wizyty. Nie chciał w końcu naruszać jego prywatności, ale ostatecznie troska wygrała. Otworzył usta, chcąc poruszyć ten drażliwy (dla niego samego) temat, ale nim cokolwiek powiedział, brat całkowicie zbił go z tropu. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Z Dan rozstali się już jakiś czas temu, ale dla niego temat i tak był dość świeży. Oraz bolesny. Tak, rozważał oświadczyny, ale wszystko się rozsypało, nim do tego doszło. Niektórzy mówili, że to lepiej, ale pocieszenia tego typu nie do końca do niego trafiały. Próbował o tym zapomnieć i nawet jako tako mu szło, ale w tej chwili wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Przez chwilę milczał, na nowo procesując wydarzenia ostatnich tygodni. Był tym wszystkim tak pochłonięty, że dopiero po chwili dotarł do niego inny, znacznie istotniejszy sens tego pytania.
— Cameronie Lupin. Czy Ty planujesz się oświadczyć Heather? — rzucił, nieco głośniej niż chciał, a oczy rozszerzyły mu się niczym galeony. — Czy rodzice o tym wiedzą? Czy ktokolwiek o tym wie? — dodał jeszcze, nieco ciszej, wciąż procesując zaistniałą sytuację. Jego malutki brat miał zamiar się żenić? To... wspaniałe. Przerażające. Przede wszystkim wspaniałe.
Zmartwienia były istną pożywką dla jego naturalnych skłonności do nadinterpretacji, także dzisiejszy dzień był dla niego wyjątkowo nieprzyjemny. Każda kolejna myśl była bardziej absurdalna od kolejnej, ale jego mózg zdawał się tego nie wyłapywać. Skupiał się jedynie na pogłębianiu jego lęków.Z tego zamyślenia wyrwał go nagle znajomy głos. O ironio, był to nie kto inny jak jego brat.
Wzdrygnął się lekko, wracając na powierzchnię, posyłając mu lekki, choć zmęczony uśmiech. Zaaferowanie dość skutecznie pomagało mu zapomnieć o zmęczeniu, ale ciała nie dało się tak łatwo oszukać.
— Cameron, miło cię widzieć! — rzucił w końcu, mimowolnie lustrując go wzrokiem. Szukał jakichkolwiek oznak choroby czy gorszego samopoczucia. Z ulgą odnotował brak symptomów, ale w głowie zaraz pojawił się nowy głosik. Bo co, jeśli działo się z nim coś, co nie dawało zewnętrznych objawów? — Niedługo kończę przerwę, także korzystaj z mojego towarzystwa, póki możesz. W innym przypadku zobaczymy się w domu o... pewnie późnym wieczorem — dodał jeszcze, skubiąc powoli sałatkę, którą miał przed sobą.
Czekając na odpowiedź, zastanawiał się, czy powinien dopytywać o te wizyty. Nie chciał w końcu naruszać jego prywatności, ale ostatecznie troska wygrała. Otworzył usta, chcąc poruszyć ten drażliwy (dla niego samego) temat, ale nim cokolwiek powiedział, brat całkowicie zbił go z tropu. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Z Dan rozstali się już jakiś czas temu, ale dla niego temat i tak był dość świeży. Oraz bolesny. Tak, rozważał oświadczyny, ale wszystko się rozsypało, nim do tego doszło. Niektórzy mówili, że to lepiej, ale pocieszenia tego typu nie do końca do niego trafiały. Próbował o tym zapomnieć i nawet jako tako mu szło, ale w tej chwili wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Przez chwilę milczał, na nowo procesując wydarzenia ostatnich tygodni. Był tym wszystkim tak pochłonięty, że dopiero po chwili dotarł do niego inny, znacznie istotniejszy sens tego pytania.
— Cameronie Lupin. Czy Ty planujesz się oświadczyć Heather? — rzucił, nieco głośniej niż chciał, a oczy rozszerzyły mu się niczym galeony. — Czy rodzice o tym wiedzą? Czy ktokolwiek o tym wie? — dodał jeszcze, nieco ciszej, wciąż procesując zaistniałą sytuację. Jego malutki brat miał zamiar się żenić? To... wspaniałe. Przerażające. Przede wszystkim wspaniałe.