15.04.2024, 23:27 ✶
Blondynka posiadała chyba odrobinę mniej empatii niż Lorien, bo była absolutnie przekonana, że sama minęłaby bez mrugnięcia okiem podobną jej pannę, najpewniej przy tym udając, że jest absolutnie głucha, albo ktoś rzucił na nią tego typu klątwę. Prawdę też powiedziawszy, trochę spodziewała się że ślizgonka zrobi dokładnie to samo - zatopiona we własnym świecie, albo zwyczajnie złośliwa, minie ją i pójdzie sobie dalej sama, a McKinnon będzie musiała zmierzyć się z Martą własnoręcznie.
Kiedy brunetka uniosła wzrok znad trzymanego pergaminu, który do tej pory pochłaniał większość jej uwagi, Rosie nie mogła nie zwrócić uwagi na wyrazisty, nienaturalny wręcz kolor oczu, których spojrzenie przemykało od drzwi łazienki do niej, jakby wietrzyła gdzieś w tej całej prośbie podstęp.
Przestąpiła z nogi na nogę kolejny raz, bardziej już z niepewności niż zwykłej potrzeby, kiedy tak ślizgonka rozważała za i przeciw. W końcu jednak zgodziła się, a buzia krukonki z miejsca pojaśniała od rozszerzającego się uśmiechu i ulgi. Odetchnęła nawet z ulgą, kiedy Crouch wystartowała do drzwi pierwsza, torując drogę i unosząc różdżkę do góry, bo prawdę powiedziawszy, McKinnon wcale nie chciała udawać, że samo wsparcie moralne jej w tej sytuacji odpowiadało.
Blondynka przez moment stała w progu, czujnie obserwując najpierw plecy swojej obrończyni, a potem przeczesując całe wnętrze łazienki, jakby dopatrując się w tym spokoju jakiegoś większego podstępu. Chyba oczekiwała, że Marta nic całymi dniami nie robi, tylko poniewierała się znudzona w tej swojej łazience.
Ale zamiast zawodzenia zapłakanego ducha, odpowiedziała im cisza. Wnętrze wyglądała jak każda inna łazienka, którą można było znaleźć w szkole, dlatego Lorien co najwyżej usłyszała, jak za jej plecami McKinnon gna do najbliższej kabiny.
Cisza była wręcz nieznośna i przedłużająca się niebotycznie, przynajmniej dla tkwiącej za drzwiczkami blondynki, bo w tym momencie było jej zwyczajnie głupio, że zaciągnęła tutaj ślizgonkę i teraz co najwyżej mogły na siebie popatrzeć.
McKinnon pociągnęła za spłuczkę i otworzyła drzwi kabiny z nieco zażenowaną miną, ale spojrzenie wciąż było podejrzliwe i na Crouch zatrzymało się dopiero w momencie, kiedy obskoczyło na nowo całe pomieszczenie. Zawiasy za nią skrzypneły żałośnie, dziewczyna zrobiła parę kroków, znajdując się przy umywalce i odkręcając wodę.
- Dziękuję - bąknęła w kierunku ślizgonki, patrząc na nią nieśmiało, ale zaraz zmarszczyła brwi, kiedy coś zabulgotało. Rozejrzała się, szukając źródła dźwięku, ale zaraz ucichł. - Myślałam, że będzie tutaj Marta. Bardzo nie chciałam jej spotkać... - Od strony rzędu kabin dobiegł je przerywany, acz całkiem głośny dźwięk bulgoczącej wody, który zdawał się tylko przybierać na intensywności. Rosie zaczęła nieco szybciej myć ręce, zaraz zakręcając kurek, ale zanim któraś z dziewczyn zdążyła zrobić krok, woda w jednej z kabin wybuchła.
Niczym z gejzeru, wzbiła się ku górze, ochlapując sufit, ściany, przelewając się do sąsiednich kabin i falą przetaczając się po reszcie łazienki, do tego robiąc przy tym jakąś obrzydliwą mżawkę. Towarzysząca Lorien krukonka zwyczajnie zaklęła pod nosem, jakąś łaciną prosto z Nokturnu, a jednocześnie nastąpił wybuch wtórny, nawet jeśli nie tak efektowny jak wcześniej i razem ze strumieniem, ku górze wzbiła się także Jęcząca Marta, chichocząc wręcz histerycznie. Najwyraźniej podróże po rurach odpływowych należały do jednych z jej ulubionych rozrywek.
Kiedy brunetka uniosła wzrok znad trzymanego pergaminu, który do tej pory pochłaniał większość jej uwagi, Rosie nie mogła nie zwrócić uwagi na wyrazisty, nienaturalny wręcz kolor oczu, których spojrzenie przemykało od drzwi łazienki do niej, jakby wietrzyła gdzieś w tej całej prośbie podstęp.
Przestąpiła z nogi na nogę kolejny raz, bardziej już z niepewności niż zwykłej potrzeby, kiedy tak ślizgonka rozważała za i przeciw. W końcu jednak zgodziła się, a buzia krukonki z miejsca pojaśniała od rozszerzającego się uśmiechu i ulgi. Odetchnęła nawet z ulgą, kiedy Crouch wystartowała do drzwi pierwsza, torując drogę i unosząc różdżkę do góry, bo prawdę powiedziawszy, McKinnon wcale nie chciała udawać, że samo wsparcie moralne jej w tej sytuacji odpowiadało.
Blondynka przez moment stała w progu, czujnie obserwując najpierw plecy swojej obrończyni, a potem przeczesując całe wnętrze łazienki, jakby dopatrując się w tym spokoju jakiegoś większego podstępu. Chyba oczekiwała, że Marta nic całymi dniami nie robi, tylko poniewierała się znudzona w tej swojej łazience.
Ale zamiast zawodzenia zapłakanego ducha, odpowiedziała im cisza. Wnętrze wyglądała jak każda inna łazienka, którą można było znaleźć w szkole, dlatego Lorien co najwyżej usłyszała, jak za jej plecami McKinnon gna do najbliższej kabiny.
Cisza była wręcz nieznośna i przedłużająca się niebotycznie, przynajmniej dla tkwiącej za drzwiczkami blondynki, bo w tym momencie było jej zwyczajnie głupio, że zaciągnęła tutaj ślizgonkę i teraz co najwyżej mogły na siebie popatrzeć.
McKinnon pociągnęła za spłuczkę i otworzyła drzwi kabiny z nieco zażenowaną miną, ale spojrzenie wciąż było podejrzliwe i na Crouch zatrzymało się dopiero w momencie, kiedy obskoczyło na nowo całe pomieszczenie. Zawiasy za nią skrzypneły żałośnie, dziewczyna zrobiła parę kroków, znajdując się przy umywalce i odkręcając wodę.
- Dziękuję - bąknęła w kierunku ślizgonki, patrząc na nią nieśmiało, ale zaraz zmarszczyła brwi, kiedy coś zabulgotało. Rozejrzała się, szukając źródła dźwięku, ale zaraz ucichł. - Myślałam, że będzie tutaj Marta. Bardzo nie chciałam jej spotkać... - Od strony rzędu kabin dobiegł je przerywany, acz całkiem głośny dźwięk bulgoczącej wody, który zdawał się tylko przybierać na intensywności. Rosie zaczęła nieco szybciej myć ręce, zaraz zakręcając kurek, ale zanim któraś z dziewczyn zdążyła zrobić krok, woda w jednej z kabin wybuchła.
Niczym z gejzeru, wzbiła się ku górze, ochlapując sufit, ściany, przelewając się do sąsiednich kabin i falą przetaczając się po reszcie łazienki, do tego robiąc przy tym jakąś obrzydliwą mżawkę. Towarzysząca Lorien krukonka zwyczajnie zaklęła pod nosem, jakąś łaciną prosto z Nokturnu, a jednocześnie nastąpił wybuch wtórny, nawet jeśli nie tak efektowny jak wcześniej i razem ze strumieniem, ku górze wzbiła się także Jęcząca Marta, chichocząc wręcz histerycznie. Najwyraźniej podróże po rurach odpływowych należały do jednych z jej ulubionych rozrywek.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror