17.12.2022, 11:33 ✶
Zaśmiał się drętwo, sam już nie wiedział, czy ze zmęczenia, czy z ironii wobec całej tej sytuacji. Gościem Cynthii, wypuszczonym najedzonym i nieokradzionym? Jeśli w ten sposób Flintowie gwarantowali spełnienie tych próśb, to raczej kiepsko im szło. Był głodny, tak cholernie spragniony tego dotyku, który okradł go z resztek rozsądku. Nie tego oczekiwał po propozycji wspólnego pływania. Właściwie spodziewał się, że od wielu godzin będzie w domu, czytając nowe książki od przyjaciółki, o ile zdecydowałaby mu się je pożyczyć. Ale chyba to wymodlił. Nie chciał, żeby była w domu i w zamian dostał Castiela. Człowieka, który w ciągu jednego dnia potrafił wydobyć z niego całą gamę emocji: tych, do których już przywykł i całkiem nowych, z którymi do tej pory nie wiedział, że chciałby się zaznajomić.
Fergus wystarczająco dużo stracił. Phi. To on obdarł Castiela z przyzwoitości, ot tak, przez zwykłą prowokację i chwilę zapomnienia. Przestraszył go, wywołał niechęć. Nic nowego w przypadku nowych znajomości, których nie potrafił długo utrzymywać. Ludzie mówili, że był złośliwy i dziwny. Może właśnie wyjaśniło się, dlaczego? I ten jeden, jedyny raz, kiedy wydawało mu się, że pomimo przytyków i grania sobie na nerwach coś mogło by z tego być, powaliło go i wszystko zepsuł. Co on w ogóle sobie myślał? No dobra, zacznijmy od tego, że resztki mózgu najwyraźniej wypłynęły mu uszami, kiedy Flint wciągnął go pod wodę.
- Daj spokój, nie szukaj jej – burknął, ale nim zdołał się zreflektować, mężczyzna już nurkował pod powierzchnią. – Castiel! – wrzasnął za nim, chociaż nie było szans, że usłyszy go przez szum wody. Zaczerpnął powietrza i zanurzył się, próbując go odnaleźć. Było już jednak zbyt ciemno, a w przeciwieństwie do niego nie mógł posiłkować się zaklęciem rozświetlającym.
- Odpuść! – krzyknął, gdy ten wynurzył się na moment, by złapać trochę tlenu. Miał wrażenie, że Flint robił to specjalnie, tylko po to, by się od niego uwolnić. Z drugiej strony gdyby tak mu na tym zależało, już dawno by się deportowali, prawda? Po co szukał tej przeklętej różdżki? Fergus już miał pomysł na kilka wymówek względem ojca, a nawet wizję odtworzenia tej durnej mahoniowej różdżki w taki sposób, żeby rodzina się nie zorientowała. Nie zdziwiłby się, gdyby ta cudowna, święta pamiątka już dawno była jedynie podróbką po tym, jak ktoś z jego przodków ją rozwalił.
Minuty dłużyły się, a Ollivander był coraz bardziej przerażony zaparciem Flinta, by znaleźć tę jedną rzecz. W gardle czuł nieprzyjemną gulę na samą myśl, że blondyn się wykończy tylko i wyłącznie przez to, jak bardzo był uparty. Nie dał się za nic powstrzymać.
Naprawdę był zaskoczony, kiedy Castiel wcisnął mu jego różdżkę w ręce. Nie spodziewał się, że ją znajdzie. Wydawało mu się, że będzie nurkował, aż straci wszystkie siły i opadnie na dno, a wtedy Fergus się załamie, bo w ciemności nie będzie mógł go odnaleźć. Byłby martwy następnego ranka, gdy Flintowie dowiedzieliby się, że zabił ich głównego dziedzica przez durny pocałunek. Odwrotność księżniczek w bajkach, prawda? Kiedy książę całował księżniczkę, powracała do życia, a królestwo ogarniało wieczne szczęście. Dlaczego zatem, kiedy książę miał się zbliżyć do księcia, wszyscy padali trupem? Taka kolej rzeczy, co nie?
Zaparło mu na chwilę dech w piersi, kiedy Castiel się o niego oparł, wyczerpany i drżący z zimna i przemęczenia.
- Postaram się – odpowiedział, odsuwając się od niego i ciągnąc go za łokieć, by i on oddalił się na moment od łódki. Przemoczona różdżka nie chciała zbytnio współpracować, efekt zaklęcia unoszącego szalupę był raczej toporny. Szło to tak wolno, że w końcu zdenerwował się i pchnął łódkę, by przyspieszyć czar. Zakołysała się i z głośnym pluskiem walnęła w wodę, przykrywając ich na moment falą. Wychylił się spod tafli, plując wodą i rozejrzał za Castielem, gotowy mu pomóc, gdyby tego potrzebował. Może wzbranianie się przed wysiłkiem miało jakiś sens? Gdy Flint tracił siły, Fergus nadal jakoś sobie radził. Nieprzywykły do pływania, ale rozgrzany wcześniejszym zaklęciem i ocucony nagłą, przerażoną reakcją na to, co się między nimi zadziało.
Wdrapał się na łódkę, uderzając z gruchnięciem o jej dno i zaraz wychylił się z wyciągniętą ręką, by pomóc wdrapać się blondynowi. Oddychał ciężko, marząc jedynie o tym, żeby położyć się i odpocząć, nawet w zimnie i przemoczeniu. Wystarczyła myśl, że obaj żyją i nie znajdują się już w wodzie.
- Nigdy więcej tak nie rób – powiedział ostro, dźgając go palcem w bok, nim zdołał pomyśleć, że tak właściwie nie powinien go teraz dotykać bez żadnej przyczyny. – Nie warto.
Nie dla mnie, dodał już w myślach, naprawdę zaskoczony tym, ile czasu Castiel dla niego poświęcił.
Fergus wystarczająco dużo stracił. Phi. To on obdarł Castiela z przyzwoitości, ot tak, przez zwykłą prowokację i chwilę zapomnienia. Przestraszył go, wywołał niechęć. Nic nowego w przypadku nowych znajomości, których nie potrafił długo utrzymywać. Ludzie mówili, że był złośliwy i dziwny. Może właśnie wyjaśniło się, dlaczego? I ten jeden, jedyny raz, kiedy wydawało mu się, że pomimo przytyków i grania sobie na nerwach coś mogło by z tego być, powaliło go i wszystko zepsuł. Co on w ogóle sobie myślał? No dobra, zacznijmy od tego, że resztki mózgu najwyraźniej wypłynęły mu uszami, kiedy Flint wciągnął go pod wodę.
- Daj spokój, nie szukaj jej – burknął, ale nim zdołał się zreflektować, mężczyzna już nurkował pod powierzchnią. – Castiel! – wrzasnął za nim, chociaż nie było szans, że usłyszy go przez szum wody. Zaczerpnął powietrza i zanurzył się, próbując go odnaleźć. Było już jednak zbyt ciemno, a w przeciwieństwie do niego nie mógł posiłkować się zaklęciem rozświetlającym.
- Odpuść! – krzyknął, gdy ten wynurzył się na moment, by złapać trochę tlenu. Miał wrażenie, że Flint robił to specjalnie, tylko po to, by się od niego uwolnić. Z drugiej strony gdyby tak mu na tym zależało, już dawno by się deportowali, prawda? Po co szukał tej przeklętej różdżki? Fergus już miał pomysł na kilka wymówek względem ojca, a nawet wizję odtworzenia tej durnej mahoniowej różdżki w taki sposób, żeby rodzina się nie zorientowała. Nie zdziwiłby się, gdyby ta cudowna, święta pamiątka już dawno była jedynie podróbką po tym, jak ktoś z jego przodków ją rozwalił.
Minuty dłużyły się, a Ollivander był coraz bardziej przerażony zaparciem Flinta, by znaleźć tę jedną rzecz. W gardle czuł nieprzyjemną gulę na samą myśl, że blondyn się wykończy tylko i wyłącznie przez to, jak bardzo był uparty. Nie dał się za nic powstrzymać.
Naprawdę był zaskoczony, kiedy Castiel wcisnął mu jego różdżkę w ręce. Nie spodziewał się, że ją znajdzie. Wydawało mu się, że będzie nurkował, aż straci wszystkie siły i opadnie na dno, a wtedy Fergus się załamie, bo w ciemności nie będzie mógł go odnaleźć. Byłby martwy następnego ranka, gdy Flintowie dowiedzieliby się, że zabił ich głównego dziedzica przez durny pocałunek. Odwrotność księżniczek w bajkach, prawda? Kiedy książę całował księżniczkę, powracała do życia, a królestwo ogarniało wieczne szczęście. Dlaczego zatem, kiedy książę miał się zbliżyć do księcia, wszyscy padali trupem? Taka kolej rzeczy, co nie?
Zaparło mu na chwilę dech w piersi, kiedy Castiel się o niego oparł, wyczerpany i drżący z zimna i przemęczenia.
- Postaram się – odpowiedział, odsuwając się od niego i ciągnąc go za łokieć, by i on oddalił się na moment od łódki. Przemoczona różdżka nie chciała zbytnio współpracować, efekt zaklęcia unoszącego szalupę był raczej toporny. Szło to tak wolno, że w końcu zdenerwował się i pchnął łódkę, by przyspieszyć czar. Zakołysała się i z głośnym pluskiem walnęła w wodę, przykrywając ich na moment falą. Wychylił się spod tafli, plując wodą i rozejrzał za Castielem, gotowy mu pomóc, gdyby tego potrzebował. Może wzbranianie się przed wysiłkiem miało jakiś sens? Gdy Flint tracił siły, Fergus nadal jakoś sobie radził. Nieprzywykły do pływania, ale rozgrzany wcześniejszym zaklęciem i ocucony nagłą, przerażoną reakcją na to, co się między nimi zadziało.
Wdrapał się na łódkę, uderzając z gruchnięciem o jej dno i zaraz wychylił się z wyciągniętą ręką, by pomóc wdrapać się blondynowi. Oddychał ciężko, marząc jedynie o tym, żeby położyć się i odpocząć, nawet w zimnie i przemoczeniu. Wystarczyła myśl, że obaj żyją i nie znajdują się już w wodzie.
- Nigdy więcej tak nie rób – powiedział ostro, dźgając go palcem w bok, nim zdołał pomyśleć, że tak właściwie nie powinien go teraz dotykać bez żadnej przyczyny. – Nie warto.
Nie dla mnie, dodał już w myślach, naprawdę zaskoczony tym, ile czasu Castiel dla niego poświęcił.