16.04.2024, 12:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.04.2024, 12:04 przez Anthony Shafiq.)
Skrzypnęła czarna skórzana rękawiczka na dłoni ciasno trzymającej cisową różdżkę. To już nie były ckliwe kurtuazyjne przepychanki w których stawka toczyła się o cudzą reputację. Natura znajdzie drogę, a czyż on nie był jej reprezentantem? Myśl o tym, że kapłan przybył tutaj, aby bez świadków pozbyć się Anthony'ego zacisnęła się na szyi nieznanej paranoi, nienaturalnej ale intensywnie odbierającej zdolności logicznego myślenia.
Nie było powodu by ojciec Macmillan chciał jego śmierci. A jednak, oto stali na przeciwko sobie szykując się na ostateczny pojedynek. Jeden niewłaściwy krok, jedno mrugnięcie, odsłonięcie boku.
Anthony wychowany w rodzinie wojującej słowem, a nie mieczem, był poniesiony rozedrganą wyobraźnią, pulsującą jak głucha pieśń jeziornej czerni. Krew zalewała mu zmysły, wypatrywał tego jednego dobrego momentu, tej chwili gdy...
...pytanie Sebastiana zawisło w powietrzu, ale nie znalazło swojej odpowiedzi w pustce, jaka pozostała w przestrzeni zajmowanej przed chwilą przez Anthony'ego Shafiqa. Teleportacja była natychmiastowa, pozostawiająca charakterystyczną woń rozładowania magii naginającej przestrzeń do woli zaklinającego.
Opadł na fotel w swoim apartamencie na Alei Horyzontalnej. Różdżkę niedbale odrzucił na podłogę, a cylinder odłożył na stolik. Uciekł, udało mu się, zachował życie, zachował...
... refleksja nad tą dziwaczną rozmową przyszła nagle i ściągnęła w zaniepokojeniu brwi dyplomaty. Słowa pospiesznie przywoływane przez umysł, spisywane na kartce drżącą z doświadczonych emocji ręką, zdawały się nie nieść absolutnie ciężaru, który ledwie chwilę temu wzbudzał w nim tak podstawowy dla egzystencji strach. Patrzył się przez moment z zastanowieniem na zanotowany z pamięci dialog, po czym tknięty najgorszym przeczuciem sięgnął arkusze już wcześniej zaadresowane do dwóch najważniejszych osób w jego życiu. Były rzeczy ważne i ważniejsze, na przeprosiny wystosowane do swojego partnera biznesowego przyjdzie jeszcze czas.
Nie było powodu by ojciec Macmillan chciał jego śmierci. A jednak, oto stali na przeciwko sobie szykując się na ostateczny pojedynek. Jeden niewłaściwy krok, jedno mrugnięcie, odsłonięcie boku.
Anthony wychowany w rodzinie wojującej słowem, a nie mieczem, był poniesiony rozedrganą wyobraźnią, pulsującą jak głucha pieśń jeziornej czerni. Krew zalewała mu zmysły, wypatrywał tego jednego dobrego momentu, tej chwili gdy...
...pytanie Sebastiana zawisło w powietrzu, ale nie znalazło swojej odpowiedzi w pustce, jaka pozostała w przestrzeni zajmowanej przed chwilą przez Anthony'ego Shafiqa. Teleportacja była natychmiastowa, pozostawiająca charakterystyczną woń rozładowania magii naginającej przestrzeń do woli zaklinającego.
***
Opadł na fotel w swoim apartamencie na Alei Horyzontalnej. Różdżkę niedbale odrzucił na podłogę, a cylinder odłożył na stolik. Uciekł, udało mu się, zachował życie, zachował...
... refleksja nad tą dziwaczną rozmową przyszła nagle i ściągnęła w zaniepokojeniu brwi dyplomaty. Słowa pospiesznie przywoływane przez umysł, spisywane na kartce drżącą z doświadczonych emocji ręką, zdawały się nie nieść absolutnie ciężaru, który ledwie chwilę temu wzbudzał w nim tak podstawowy dla egzystencji strach. Patrzył się przez moment z zastanowieniem na zanotowany z pamięci dialog, po czym tknięty najgorszym przeczuciem sięgnął arkusze już wcześniej zaadresowane do dwóch najważniejszych osób w jego życiu. Były rzeczy ważne i ważniejsze, na przeprosiny wystosowane do swojego partnera biznesowego przyjdzie jeszcze czas.
Koniec sesji