16.04.2024, 14:05 ✶
Nie trzeba było być geniuszem, by wiedzieć, że ta rozmowa nie poszła tak dobrze, jakby mogła. O ile w ogóle można było powiedzieć, że poszła jakkolwiek dobrze.
W pierwszej chwili myślał, że mężczyzna chwyta po różdżkę, by zaatakować jego, ale zamiast tego stało się coś znacznie dziwniejszego.
Nieznajomy rósł i rósł, aż przed Basilusem stanął ogromny niedźwiedź. Niedźwiedź o bardzo irytującym pysku, ale jednak kurwa niedźwiedź.
A z niedźwiedziami się kurwa jednak nie zaczynało.
Mina Prewetta jasno wskazywała, że jego pewność siebie go nieco opuściła. Bardzo powoli uniósł ręce do góry i cofnął się o krok, cała swoją postawą mówiąc, że zgodnie z życzeniem przewrażliwionego futrzaka zamierza się odwalić. Czy powinien rzucić teraz zaklęcie paraliżujące, lub pętające, czy też po prostu sobie pójść i mieć nadzieję, że nie straci dzisiaj dłoni? Chyba wolał sobie pójść, a nie ryzykować, że nieznajomy go zaatakuje. Może i potrafił być uparty, jeśli chciał, ale bycie upartym, przy niestabilnym niedźwiedziu nie było jednak najlepszym pomysłem. Poza tym potrzebował nienadgryzionego ciała do pracy.
– Dobrze. Myślę, że nasza rozmowa jest zakończona – odparł, siląc się na spokój, w duchu jednocześnie przeklinając tego idiotę, misia-histeryka od siedmiu boleści, który nie dość, że postanowił umierać we wrzosach podczas jego urlopu, to jeszcze zdecydował, że zamiast dać sobie pomóc odwali... Takie coś. Bardzo dziecinne swoją drogą. On tak by nigdy nie zrobił. To znaczy, gdyby w ogóle umiał przemieniać się w niedźwiedzia, to nigdy by tak nie zrobił. Swoją drogą ciekawe, czy to było, tak jak zapewne głupota blondyna, dziedziczne, spowodowane klątwa, czy nieznajomy był po prostu animagiem? Nie że to było w tym momencie ważne.
Ale z pozytywów... Udało mu się przekonać mężczyznę do wstania. Więc co by nie mówić, teoretycznie to on wygrał w tej rozmowie.
W pierwszej chwili myślał, że mężczyzna chwyta po różdżkę, by zaatakować jego, ale zamiast tego stało się coś znacznie dziwniejszego.
Nieznajomy rósł i rósł, aż przed Basilusem stanął ogromny niedźwiedź. Niedźwiedź o bardzo irytującym pysku, ale jednak kurwa niedźwiedź.
A z niedźwiedziami się kurwa jednak nie zaczynało.
Mina Prewetta jasno wskazywała, że jego pewność siebie go nieco opuściła. Bardzo powoli uniósł ręce do góry i cofnął się o krok, cała swoją postawą mówiąc, że zgodnie z życzeniem przewrażliwionego futrzaka zamierza się odwalić. Czy powinien rzucić teraz zaklęcie paraliżujące, lub pętające, czy też po prostu sobie pójść i mieć nadzieję, że nie straci dzisiaj dłoni? Chyba wolał sobie pójść, a nie ryzykować, że nieznajomy go zaatakuje. Może i potrafił być uparty, jeśli chciał, ale bycie upartym, przy niestabilnym niedźwiedziu nie było jednak najlepszym pomysłem. Poza tym potrzebował nienadgryzionego ciała do pracy.
– Dobrze. Myślę, że nasza rozmowa jest zakończona – odparł, siląc się na spokój, w duchu jednocześnie przeklinając tego idiotę, misia-histeryka od siedmiu boleści, który nie dość, że postanowił umierać we wrzosach podczas jego urlopu, to jeszcze zdecydował, że zamiast dać sobie pomóc odwali... Takie coś. Bardzo dziecinne swoją drogą. On tak by nigdy nie zrobił. To znaczy, gdyby w ogóle umiał przemieniać się w niedźwiedzia, to nigdy by tak nie zrobił. Swoją drogą ciekawe, czy to było, tak jak zapewne głupota blondyna, dziedziczne, spowodowane klątwa, czy nieznajomy był po prostu animagiem? Nie że to było w tym momencie ważne.
Ale z pozytywów... Udało mu się przekonać mężczyznę do wstania. Więc co by nie mówić, teoretycznie to on wygrał w tej rozmowie.