16.04.2024, 14:48 ✶
Pirat wyłowił kolejną ofiarę i ku swojemu ogromnemu zdziwieniu Basilius zorientował się, że ją znał. Uśmiechnął się nieznacznie. No cóż, zakładał, że łatwiej było jednak być zakładnikiem szalonych mugolskich piratów z kimś kogo się chociaż trochę kojarzyło.
– Tak. Bardzo chętnie – mruknął, wciąż wpatrując się w Geraldine, nie wiedząc, czy czarownica naprawdę będzie chciała iść pić, czy zaraz oboje spróbują zniknąć gdzieś w tłumie i mieć spokój od szantów. Właściwie sam nie do końca wiedział, jaki miał plan. Prawdę mówiąc rzeczywiście przyszedł tutaj się napić, uznając, że może jakieś mugolskie miejsce nad Tamizą będzie nieco spokojniejsze, zwłaszcza że właśnie wracał od mieszkającego w pobliżu klienta. A że wracał od klienta to zupełnie nie pasował do kogoś, kto chciałby zaszaleć po piracku. Zaczesane włosy, porządna koszula i płaszcz raczej nie krzyczały Podaj mi butelkę rumu i papugę mój ty kapitanie.
Z drugiej strony darmowe trunki były darmowymi trunkami, on i tak chciał się czegoś napić, a skoro już się wpadło na kogoś znajomego, to warto było z tej okazji skorzystać.
– Świetnie, świetnie – odparł wyraźnie z siebie zadowolony pirat. – Zaraz wam dam... – Mężczyzna zmarszczył brwi, puścił ich i zaczął szukać czegoś po kieszeniach luźnych spodni. – Pieczątki. Gdzieś je... No ku... To znaczy no do stu piorunów, przecież gdzieś ją miałem. – Rozejrzał się po okolicy i w końcu zawołał. – Garry! Garry! Hej Garry. Masz może to zapasowe ustrojstwo do pieczątek? Chyba zgubiłem swoje.
Garry, którego Basilius nie był w stanie wypatrzeć w tym morzu ludzi, odkrzyknął coś potwierdzającego, a ich pirat powrócił spojrzeniem do zakładników. – Poczekajcie chwilę. Pójdę po pieczątki.
Z tymi słowami zniknął, a Basilius spojrzał pytająco na Geraldine.
– To co? Czekamy na niego, czy masz może ochotę na piwo w bardziej tradycyjnym pubie? – spytał z uśmiechem, nawet jeśli wciąż był trochę zirytowany faktem, że chwilę temu był siłą przetrzymywany przez pirata.
– Tak. Bardzo chętnie – mruknął, wciąż wpatrując się w Geraldine, nie wiedząc, czy czarownica naprawdę będzie chciała iść pić, czy zaraz oboje spróbują zniknąć gdzieś w tłumie i mieć spokój od szantów. Właściwie sam nie do końca wiedział, jaki miał plan. Prawdę mówiąc rzeczywiście przyszedł tutaj się napić, uznając, że może jakieś mugolskie miejsce nad Tamizą będzie nieco spokojniejsze, zwłaszcza że właśnie wracał od mieszkającego w pobliżu klienta. A że wracał od klienta to zupełnie nie pasował do kogoś, kto chciałby zaszaleć po piracku. Zaczesane włosy, porządna koszula i płaszcz raczej nie krzyczały Podaj mi butelkę rumu i papugę mój ty kapitanie.
Z drugiej strony darmowe trunki były darmowymi trunkami, on i tak chciał się czegoś napić, a skoro już się wpadło na kogoś znajomego, to warto było z tej okazji skorzystać.
– Świetnie, świetnie – odparł wyraźnie z siebie zadowolony pirat. – Zaraz wam dam... – Mężczyzna zmarszczył brwi, puścił ich i zaczął szukać czegoś po kieszeniach luźnych spodni. – Pieczątki. Gdzieś je... No ku... To znaczy no do stu piorunów, przecież gdzieś ją miałem. – Rozejrzał się po okolicy i w końcu zawołał. – Garry! Garry! Hej Garry. Masz może to zapasowe ustrojstwo do pieczątek? Chyba zgubiłem swoje.
Garry, którego Basilius nie był w stanie wypatrzeć w tym morzu ludzi, odkrzyknął coś potwierdzającego, a ich pirat powrócił spojrzeniem do zakładników. – Poczekajcie chwilę. Pójdę po pieczątki.
Z tymi słowami zniknął, a Basilius spojrzał pytająco na Geraldine.
– To co? Czekamy na niego, czy masz może ochotę na piwo w bardziej tradycyjnym pubie? – spytał z uśmiechem, nawet jeśli wciąż był trochę zirytowany faktem, że chwilę temu był siłą przetrzymywany przez pirata.