Wszystko to, o czym wspominała Brenna było bardzo prawdopodobnymi opcjami. Nie mieli jednak jak dowiedzieć się, co właściwe stworzyło i dlaczego tamto miejsce. Nigdy nie zmusiłby dziewczyny, aby spoglądała w przeszłość, zarówno przedmiotu, jak i samej Wyspy. Były wizje, przyprawiające o szaleństwo, które nie musiały się sprawdzić. Co dopiero rzeczy, które nastąpiły w tak przeklętych miejscach. Aż się wzdrygnął.
— Albus, he? Nie wiedziałem, że jesteś z profesorem Dumbledorem na ty — zaśmiał się, co przypominało nieco rechot. Morpheus miał dwa sposoby śmiania się, oba tak samo szczere, jeden, gdy znajdował się wśród osób, przy których dbał o wizerunek, był to śmiech jasny, pełen blasku, bardzo piękny. Drugi zaś znała głównie jego rodzina, gdy nie krygował się brzemieniem, marszczył nos i robił głupią minę. Bardzo Longbottomowy śmiech. Oczywiście niczego nie insynuować bratanicy, ale jakby miał okazję i profesor byłby chętny, mógłby... Nie ważne, rozmyślania były nieodpowiednie. Stres zaczynał wchodzić mu mocno do głowy i umysł szukał najprostszych form rozluźnienia. Poza tym, on byłby ostatni do rzucenia kamieniem.
— Myślę, że to coś wysysa energię. Jak w przypadku Alistaira, niechaj Hades ma go w swojej opiece. Przynajmniej na etapie trwania na Wyspie. Znów, to mógł być system ochrony lub sposób karmienia.
Potarł twarz dłońmi.
— Co tam widziałaś? Nikomu nie powiem. Jestem dobry w trzymaniu sekretów. — Antoniusz, Erik, Vakel, powierzchowne sekrety. I te głębsze. Związane z pracą, z Departamentem Tajemnic. Żartował i udawał, że nie umie kłamać, ale robił to bardzo, bardzo dobrze. Pewnie dlatego, że przez większość czasu był prawdomówny i wielu zakładało jego naiwną uczciwość. — Bo ja byłem w metaforze utraty wszystkiego, nad czym pracowałem całe życie. Komnata Przepowiedni zniszczona do cna. I to była moja wina, ponieważ jej nie pilnowałem. Wyciągało lęki na wierzch. Moją bezradność.
Wstał z kamienia.
— Najbardziej osiągalnym dla mnie... Czekaj nie rób tego... To drugie. — Spojrzenie Morpheusa na chwilę się rozmyło. Wieszczył i próbował dla nich znaleźć ścieżkę.
Slaby sukces...