16.04.2024, 19:16 ✶
— Podejrzewam, że może być tego więcej — skomentował, gdy Patrick zwrócił uwagę na jeden z obrazów Juliusów. — Jak nie takich zawieszonych na ścianach, to pochowanych na strychu albo w jakichś schowkach.
Wychodził z założenia, że ktoś zdjął przynajmniej część obrazów i przeniósł je w bezpieczne miejsce, aby nie niszczały w porzuconej posiadłości. Poza tym odgracało to poniekąd przestrzeń, czyż nie? Ściany wypełnione po brzegi obrazami mogłyby jeszcze doprowadzić kogoś do oczopląsu.
— Polujesz na faktury czy pamiętniki? — rzucił do Morfeuszaz krzywym uśmiechem, wzdrygając się nieco na wzmiankę o papierach.
Wydawało mu się, że stopień obycia z procedurami urzędowymi powinien wzrastać z wiekiem i doświadczeniem człowieka. Im człowiek był starszy, tym częściej był zmuszony wystawać w kolejce do okienek w Ministerstwie Magii, a praca w strukturach jednego z głównych departamentów zapewne tylko mogła w tym pomóc. Niestety, w przypadku Erika działało to wręcz odwrotnie. Nie miał nic przeciwko wypełnianiu raportów i składaniu dokumentów do archiwum, jednak niekończące się zmiany, poprawki i wprowadzanie w życie coraz to nowych dekretów skutecznie utrudniało mu życie. I zapewne nie tylko jemu.
Teraz jednak jest trochę inaczej, zauważył, dalej rozglądając się po korytarzu. Skoro posiadłość miała stać się nową kryjówką Zakonu Feniksa, to dobrze by było znać jej historię i wiedzieć, czego powinni się spodziewać. Duchów może i szłoby się nawet pozbyć, gdyby nająć zaufanych egzorcystów, ale nie wiadomo było, czy sama rezydencja nie była problematyczna. Kto wie, co mogło czaić się w ścianach, w fundamentach lub w piwnicy? Budynek położony z dala od centrum magicznej władzy pozwalał poniekąd na dyskretne działanie. Może dawnym właścicielom wymarzyła się siatka tajnych przejść w domu?
— (...) za duży, może kogoś zabić? — Wbił wymowny wzrok w klatkę piersiową wuja. Zagryzł dolną wargę, starając się powstrzymać przed wybuchnięciem śmiechu. — Straszna odpowiedzialność. — Pokiwał powoli głową. Jego oczy dalej były przyklejone do napisu na koszuli. — Ale dobrze wiedzieć, że to rodzinna przypadłość. W grupie raźniej.
Odwrócił się na pięcie, starając się zachować kamienną twarz, po czym pospieszył do bawialni. Powietrza!, pomyślał gwałtownie, wypuszczając powoli powietrze z płuc, żeby przypadkiem nie zacząć się śmiać. Widok jasnej tapety w kilku miejscach zdawał się potwierdzać jego poprzednie przypuszczenia. Juliusowie faktycznie musieli cieszyć się wysokim statusem i pokaźnym portfelem, skoro było ich na to wszystko stać. Erik kaszlnął głośno parę razy, gdy w powietrze wzbiła się burza kurzu wprawiona w ruch przez Patricka, który próbował odsunąć zasłony.
— Sprawdzę inny pokój — rzucił do pozostałych mężczyzn, losowo skręcając do jednego z pokoi. Padło na dawną kwaterę jakiejś czarownice. — Z tym będzie ciekawie...
Portret z pustą ramą. Ani śladu po lokatorach. Skrzywił się lekko. Niektórzy bohaterowie takich dzieł sztuki potrafili podróżować między sąsiednimi obrazami, a czasem przeskakiwały do swoich bliźniaków zlokalizowanych w innym miejsca. Kolejny nieidealny sposób komunikacji między czarodziejami znajdującymi się całe mile od siebie. Erik rozejrzał się po pokoju. Ciekawe, czy kopia tego obrazu faktycznie istniała, a jeśli tak, to gdzie teraz przebywała: gdzieś na terenie Księżycowego Stawu czy w kompletnie obcym miejscu?
Wychodził z założenia, że ktoś zdjął przynajmniej część obrazów i przeniósł je w bezpieczne miejsce, aby nie niszczały w porzuconej posiadłości. Poza tym odgracało to poniekąd przestrzeń, czyż nie? Ściany wypełnione po brzegi obrazami mogłyby jeszcze doprowadzić kogoś do oczopląsu.
— Polujesz na faktury czy pamiętniki? — rzucił do Morfeuszaz krzywym uśmiechem, wzdrygając się nieco na wzmiankę o papierach.
Wydawało mu się, że stopień obycia z procedurami urzędowymi powinien wzrastać z wiekiem i doświadczeniem człowieka. Im człowiek był starszy, tym częściej był zmuszony wystawać w kolejce do okienek w Ministerstwie Magii, a praca w strukturach jednego z głównych departamentów zapewne tylko mogła w tym pomóc. Niestety, w przypadku Erika działało to wręcz odwrotnie. Nie miał nic przeciwko wypełnianiu raportów i składaniu dokumentów do archiwum, jednak niekończące się zmiany, poprawki i wprowadzanie w życie coraz to nowych dekretów skutecznie utrudniało mu życie. I zapewne nie tylko jemu.
Teraz jednak jest trochę inaczej, zauważył, dalej rozglądając się po korytarzu. Skoro posiadłość miała stać się nową kryjówką Zakonu Feniksa, to dobrze by było znać jej historię i wiedzieć, czego powinni się spodziewać. Duchów może i szłoby się nawet pozbyć, gdyby nająć zaufanych egzorcystów, ale nie wiadomo było, czy sama rezydencja nie była problematyczna. Kto wie, co mogło czaić się w ścianach, w fundamentach lub w piwnicy? Budynek położony z dala od centrum magicznej władzy pozwalał poniekąd na dyskretne działanie. Może dawnym właścicielom wymarzyła się siatka tajnych przejść w domu?
— (...) za duży, może kogoś zabić? — Wbił wymowny wzrok w klatkę piersiową wuja. Zagryzł dolną wargę, starając się powstrzymać przed wybuchnięciem śmiechu. — Straszna odpowiedzialność. — Pokiwał powoli głową. Jego oczy dalej były przyklejone do napisu na koszuli. — Ale dobrze wiedzieć, że to rodzinna przypadłość. W grupie raźniej.
Odwrócił się na pięcie, starając się zachować kamienną twarz, po czym pospieszył do bawialni. Powietrza!, pomyślał gwałtownie, wypuszczając powoli powietrze z płuc, żeby przypadkiem nie zacząć się śmiać. Widok jasnej tapety w kilku miejscach zdawał się potwierdzać jego poprzednie przypuszczenia. Juliusowie faktycznie musieli cieszyć się wysokim statusem i pokaźnym portfelem, skoro było ich na to wszystko stać. Erik kaszlnął głośno parę razy, gdy w powietrze wzbiła się burza kurzu wprawiona w ruch przez Patricka, który próbował odsunąć zasłony.
— Sprawdzę inny pokój — rzucił do pozostałych mężczyzn, losowo skręcając do jednego z pokoi. Padło na dawną kwaterę jakiejś czarownice. — Z tym będzie ciekawie...
Portret z pustą ramą. Ani śladu po lokatorach. Skrzywił się lekko. Niektórzy bohaterowie takich dzieł sztuki potrafili podróżować między sąsiednimi obrazami, a czasem przeskakiwały do swoich bliźniaków zlokalizowanych w innym miejsca. Kolejny nieidealny sposób komunikacji między czarodziejami znajdującymi się całe mile od siebie. Erik rozejrzał się po pokoju. Ciekawe, czy kopia tego obrazu faktycznie istniała, a jeśli tak, to gdzie teraz przebywała: gdzieś na terenie Księżycowego Stawu czy w kompletnie obcym miejscu?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞