- To taka przenośnia, największy skurwysyn po prostu z tego gatunku, jakiego widziałam. - Dodała, żeby sprostować sprawę, chociaż nawet jej się spodobała wizja tego, że błotoryje mają swoje społeczeństwo i największy z nich zostaje ich królem. Całkiem nieźle by to wyglądało.
- Czy ja wiem, tam było naprawdę niebezpiecznie, omal nie umarliśmy, niektórzy dosyć mocno oberwali, na szczęście wspólnymi siłami, jakoś udało nam się go zniszczyć. - Dodała zadowolona, chociaż wcale nie miała takich ciepłych wspomnień związanych z tymi wydarzeniami. Odruchowo potarła perłę, która znajdowała się w jej kieszeni, nie opuszczała jej osoby od momentu, w którym wyszli ze statku widmo. Nadal nie do końca wiedziała dlaczego, ani po co. Najwyraźniej miała mieć przy sobie tę pamiątkę do końca życia.
- Więcej? Cóż, była taka historia, że ten statek pojawia się zawsze w Lithę, więc jak to ja, chciałam to sprawdzić, wiesz, że lubię czuć nieco adrenaliny. Na miejscu okazało się, że znalazło się więcej osób, które chciały zobaczyć co się dzieje, między innymi pracownicy ministerstwa, popłynęliśmy tam i weszliśmy na pokład i wtedy wszyscy zemdleli, albo prawie wszyscy, ja na pewno. Obudziłam się jako ktoś inny, kobieta, która kiedyś żyła na tym statku. Wyobraź sobie, że czułam jej wspomnienia, żyłam jej życiem, w między czasie zaczęła wracać mi świadomość, był tam obskurus, jakieś inne zjawy, prawie wszystko jebło, ale udało nam się zniszczyć źródło jego mocy. - Dodała upijając kolejny łyk rumu, miała nadzieję, że coś zrozumie z jej opowieści, bo mogła coś w tym pomieszać.