17.04.2024, 13:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 23:55 przez Millie Moody.)
Patrząc mu prosto w oczy, przeciągając ten moment śmierdzący znikającym w bezlitośnie sunącym ku ustom żarze, rozpięła klamrę swojej brygadzkiej pelerynki. Czyli jednak striptiz? A może właśnie dawała mu znać, że służba zakończona? Że rozmawiają prywatnie.
Pet przewędrował z jednego kącika ust do drugiego, szary ocieplany dodatkową warstwą piki materiał zlądawał niedbale na śniegu, trzymany hakiem uformowanym z koniuszków palców. Kokieteryjnie, lekceważąco.
– Nie wystarczy Ci patrzenie w lustro? – odpowiedziała zaskoczona na wzmiankę o konieczności przypominania komukolwiek, że jest dupkiem. Zwłaszcza, że ten tutaj egzemplarz miał wymalowane to na czole. Ach... to pewnie dla tego, na czoło patrzysz w końcu tylko w okolicach lustra. Trzeba byłoby ujebać mu permanentnie ręce z tym krótkim memo.
– Nie po to pastowałam buty całą noc, żebyś mi je zarzygał lalusiu. Przyjmuję jednak dowody wdzięczności na wynos. Pokaż jakie skarby trzymasz w swojej ciasnej szafeczce, żebym wiedziała z którą słodką panną spędzę dzisiejszą noc. – Już wyobrażała sobie jej piękne szklane krzywizny, przelewające się wewnątrz złoto. Przez myśl jej przeszło czy wpadnie również na jakąś słodko-pierdzącą dziunię z którą Louvian zamierzał się ruchać tej nocy. Choć może to raczej będzie dziuń, z wielką pałą do obciągania. Louvian śmierdział pedałem, nie zdziwiłaby się jakby drogę zagrodził jej jakiś porzucony złamany nadgarstek obwiązujący jej szyję jebanym pierzastym boa.
Niedopałek poleciał w śnieg, nie zamierzała ani na moment interesować się jego losem. Śmieciła? Może. Sama sobie nie wystawi mandatu przecież. Wyminęła go i przekroczyła próg na powrót do domu jego domu, wyjście w końcu było z drugiej strony tego ociekającego luksusem i smrodem minionej imprezy potwora. Za trzeźwa była zdecydowanie na tę "misję", na samo wspominanie jej, tego nie dało się ukryć.
Pet przewędrował z jednego kącika ust do drugiego, szary ocieplany dodatkową warstwą piki materiał zlądawał niedbale na śniegu, trzymany hakiem uformowanym z koniuszków palców. Kokieteryjnie, lekceważąco.
– Nie wystarczy Ci patrzenie w lustro? – odpowiedziała zaskoczona na wzmiankę o konieczności przypominania komukolwiek, że jest dupkiem. Zwłaszcza, że ten tutaj egzemplarz miał wymalowane to na czole. Ach... to pewnie dla tego, na czoło patrzysz w końcu tylko w okolicach lustra. Trzeba byłoby ujebać mu permanentnie ręce z tym krótkim memo.
– Nie po to pastowałam buty całą noc, żebyś mi je zarzygał lalusiu. Przyjmuję jednak dowody wdzięczności na wynos. Pokaż jakie skarby trzymasz w swojej ciasnej szafeczce, żebym wiedziała z którą słodką panną spędzę dzisiejszą noc. – Już wyobrażała sobie jej piękne szklane krzywizny, przelewające się wewnątrz złoto. Przez myśl jej przeszło czy wpadnie również na jakąś słodko-pierdzącą dziunię z którą Louvian zamierzał się ruchać tej nocy. Choć może to raczej będzie dziuń, z wielką pałą do obciągania. Louvian śmierdział pedałem, nie zdziwiłaby się jakby drogę zagrodził jej jakiś porzucony złamany nadgarstek obwiązujący jej szyję jebanym pierzastym boa.
Niedopałek poleciał w śnieg, nie zamierzała ani na moment interesować się jego losem. Śmieciła? Może. Sama sobie nie wystawi mandatu przecież. Wyminęła go i przekroczyła próg na powrót do domu jego domu, wyjście w końcu było z drugiej strony tego ociekającego luksusem i smrodem minionej imprezy potwora. Za trzeźwa była zdecydowanie na tę "misję", na samo wspominanie jej, tego nie dało się ukryć.