Pióro energicznie skrobało po pergaminie, służąc za stenogram spotkania, dopisując również na marginesie komentarze z myśli Morpheusa, dotyczące ich badania. Kilka z nich zostało bardzo dokładnie zamazanych ogromnym, celowo postawionym kleksem, bo Niewymowny Travers nie musiał wiedzieć, że Morpheus uważał jego dokładność w pracy, połączoną z dużo wyższym wzrostem i dominującą sylwetką, za wyjątkowo pociągającą, nawet jeśli był blondynem. Eleganckiłuk ramion, krótkie włoski na karku, które musiały być miękkie w dotyku i to spostrzegawcze, przenikliwe spojrzenie. Nie wszyscy mogli być tak perfekcyjni, jak Longbottom, ale drugi Niewymowny był niczego sobie.
Skup się na pracy. Mnożyły się przed nimi pytania, odpowiedzi nie było.
— Niestety nie — przyznał, kręcąc głową. — Dusza znacząco ułatwiłaby nam pracę, ale jeśli jakieś były, odeszły lub nie chciały się nam ukazać. Egzorcysta również nieszczególnie był pomocny, ale mógł też być nieszczególnie utalentowany, pracowaliśmy z tym, co było, więc wątpię w jego kwalifikacje do przyzywania duchów i komunikację z nimi na poziomie naszych jednostek. Dlatego właśnie zwracam się po sięgnięcie do domeny Pana Komanty, Panie Travers. Ekspertyzy ponad archeologiczne rozważania, ponieważ badania, cóż, utknęły. Jestem niezmiernie ciekaw zastosowania i sposobu stworzenia tych inskrypcji na kościach.
Morpheus sięgnął dłonią ku kościom Daphne, ale nie dotknął jej, jednak w ruchu była tęsknota za tajemnicą i dogłębna ciekawość, jakie sekrety kryje w sobie zestaw kości. Morpheus kochał zagadki i tajemnice, nie był w Departamencie Tajemnic tylko dlatego, że daje wysoką pensję i pewne przewagi. Dla niego nauka i magia stanowiły głębokie pragnienie. Łaknął wiedzy, aby go wypełniała.
— Przez chwilę myślałem, że kości same w sobie mają wartość dywinacyjną, jednakże nie chcę tego sprawdzać bez weryfikacji z pana Komnatą. W dobie sytuacji z Beltane, Widm, objawienia z Lithy, ostatnie czego potrzebujemy, to obudzenie starożytnej wieszczki z mroczną inskrypcją.
Uśmiechnął się promiennie i ciepło do czarownika. Zmarszczki w kącikach oczu stały się głębsze, a ciemne stawy oczu rozbłysły żartem. Poniekąd tak było, ale też prawdziwie dbał o to, aby nie dokładać nikomu kolejnych obowiązków ani nie przyspieszać ewentualnego końca świata.