17.04.2024, 17:38 ✶
— A więc to wy jesteście odpowiedzialne za dostarczenie do kraju informacji o tym, że Samhain będzie punktem przełomowym dla Zimnych — wydedukował po dłuższej chwili ciszy, łącząc ze sobą kolejne informacje. Pokręcił głową. — Chyba nie trafiliście na kogoś z wystarczająco dużym autorytetem, skoro odpowiedź waszego kontaktu z zagranicy brzmiała ''rozwiązanie albo śmierć''. — Nie miał zamiaru kryć się za pięknymi słówkami. — Uważam, że to całkiem dobry trop, chociaż niekoniecznie odkrywczy. Samhain i Beltane są połączone, bo to wtedy przejście do Limbo naturalnie się uchyla.
Steward nie powiedział mu wprost, kto wziął udział w wycieczce za granicę, toteż cieszył się z tego, że Brenna mówiła o tym wprost. W gruncie rzeczy nawet tego nie musiała robić. Lista podejrzanych nie była wyjątkowo duża: panna Lestrange, pan Bulstrode oraz panna Bones, która okazała się czarownicą najmocniej zaangażowaną w sprawę. Niestety, potwierdzenie tożsamości wycieczkowiczki wcale nie poprawiło Sebastianowi humoru. Skoro Longbottom jej towarzyszyła, to ufał, że wyciągnęła z zagranicznych badaczy, ile tylko mogła.
— Isobell przebywa obecnie w Lecznicy Dusz. Uznano ją za niezdolną do pełnienia posługi — wytłumaczył z ociąganiem, bo i on nie zdołał uzyskać wyczerpujących informacji na temat stanu krewniaczki, ani też tego, kiedy będzie mogła odbyć z nim rozmowę. — Obecnie kowen reprezentują wyżsi kapłani. Lub jeden z nich, chociaż podejrzewam, że nieoficjalnie nad wszystkim sprawuje pieczę kilka osób.
Wydało mu się to najrozsądniejszym wyjściem. Niżsi rangą kapłani i kapłanki pewnie nie wiedzieli, co myśleć o tym wszystkim, a pozostawienie władzy nad wiernymi w rękach jednej osoby, mogło być jak Bombarda w kolano. Sebastian westchnął ciężko, zastanawiając się, od czego właściwie powinien zacząć. Od rozmowy z Patrickiem? A jeśli tak to której? Od doniesień medialnych? Od swoich własnych trosk związanych z Beltane? Od Limbo? Każdy z tych wątków był wart poruszenia, jednak był jeden, o którym Longbottom wiedziała więcej niż ktokolwiek inny.
— Informacji. Jak dotąd miałem okazję porozmawiać o tym, co się wydarzyło tylko z Patrickiem. A chociaż był w samym sercu tego, co się zdarzyło na Polanie Ognisk, to wątpię, aby wiedział o wszystkim — zaczął powoli, postanawiająć najpierw przedstawić stan swojej wiedzy na temat tego jednego incydnetu. — Zacznijmy od artefaktu. Wiem od Patricka o tym, że jakieś kamienie zostały skradzione z rezydencji Shafiqów. Wiem też, że jakimś cudem trafiły one potem w ręce Śmierciożerców i zostały wykorzystane, przynajmniej w Limbo, przez Czarnego Pana, kiedy próbował przejąć moc z jakiegoś magicznego ogniska. — Oparł się o brzeg ławki, wpatrując się w lewitujące w powietrze świeczki. — Problem w tym, że nie wiem, czym były te kamienie i jakie było ich oryginalne zastosowanie. A to ty prowadziłaś śledztwo. Potrzebuję twojej wiedzy i... twoich domysłów. Zarówno w kontekście kradzieży, jak i tego, co dokładnie wydarzyło się na Polanie Ognisk z perspektywy kogoś, kto był na miejscu.
Brenna była jaka była, ale uchodziła w jego oczach za skuteczną i względnie bystrą. Wątpił, aby dostrzegła każdy szczegół ataku Śmierciożerców podczas Beltane, ale była najbliżej. A Sebastian wolał spytać jej, niż zawracać głowę Bulstrode'owi, którego ledwo znał lub Victorii Lestrange, z którą widział się po raz ostatni podczas potańcówki, a i tam zamienili przelotem może dwa slowa.
— Wydaje mi się też, że widziałem pokłosie działań departamentu przeciw Voldemortowi — kontynuował, zmieniając poniekąd temat, jednak dalej trzymając się kwestii Polany Ognisk. — Patrick twierdzi, że... hmm... stłukł portal podczas swojej wizyty tam. I że zostało mu to przepowiedziane. Pod koniec maja brałem udział w konsultacjach w Kniei w ramach współpracy departamentu z Laurentem Prewettem. Gdy zaszliśmy na Polanę Ognisk, znaleźliśmy pęknięcie? Skazę w rzeczywistości? Sądzę, że zobaczyłem wówczas Limbo. Bezpośrednio, przez ułamek sekundy, ale zobaczyłem. Może naciągam w tej chwili narrację, ale wydaje mi się, że może być to ze sobą powiązane.
Były też inne elementy całej tej sprawy, które potencjalnie mogły naprowadzić ich na jakiś trop. Patrick wspominał, że Voldemort zabił jakąś kobietę. Posunął się nawet do tego, aby nazwać ją Matką, co nawet te kilka tygodni wcześniej wprawiło Sebastiana w niemały szok. Jednak teraz po wydarzeniach ze Stonehenge, powoli zaczynało się to zlepiać w jedną całość. Jeśli te podejrzanie zostały wzięte przez kowen na poważnie, to nic dziwnego, że Isobell posunęła się do tak drastycznego kroku, jakim była próba złożenia ofiary w świętym miejscu.
Mogła to być forma uwielbienia wobec bóstwa, jednak może chciała przez to zrobić coś więcej. Zasilić domenę Matkę? Zasilić samą Matkę, nakarmić ją nową energią życiową? Sebastian wątpił, aby Brenna mogła cokolwiek o tym wiedzieć, jednak dalej uważał to za ważną informację. Taką, która mogła pomóc mu na zdobycie przewagi w konfrontacji z arcykapłanami kowenu. Jeśli miał się przebić przez mur ciszy kapłanów i kapłanek, to potrzebował odpowiedniej broni, a im więcej nabojów miał, tym szybciej runie mur.
— Nie mam jeszcze konkretnego planu, nad czym ubolewam, jednak wydaje mi się, że odwzorowanie warunków panujących podczas Beltane będzie kluczowe do tego, aby pomóc Zimnym — wyjaśnił, nieco nieśmiałym głosem. Irytowało go to, że nie miał dostępu do większej ilości źródeł informacji. To bardzo utrudniało przygotowani jakiegokolwiek szkicu działań. — O ile nie trafią do mnie jakieś przełomowe informacje, to sądzę, że trzeba będzie uformować swego rodzaju most między naszym światem a światem umarłych. Modlę się, aby zwrócenie zaświatom wspomnień zaszczepionym Zimnym okazało się wystarczające i Limbo sięgnie po nie podczas Samhain... samo z siebie. Wówczas wystarczyłoby zadbać o bezpieczeństwo Zimnych, ale nie jestem w stanie zapewnić cię o tym, że faktycznie tak to będzie wyglądało.
Steward nie powiedział mu wprost, kto wziął udział w wycieczce za granicę, toteż cieszył się z tego, że Brenna mówiła o tym wprost. W gruncie rzeczy nawet tego nie musiała robić. Lista podejrzanych nie była wyjątkowo duża: panna Lestrange, pan Bulstrode oraz panna Bones, która okazała się czarownicą najmocniej zaangażowaną w sprawę. Niestety, potwierdzenie tożsamości wycieczkowiczki wcale nie poprawiło Sebastianowi humoru. Skoro Longbottom jej towarzyszyła, to ufał, że wyciągnęła z zagranicznych badaczy, ile tylko mogła.
— Isobell przebywa obecnie w Lecznicy Dusz. Uznano ją za niezdolną do pełnienia posługi — wytłumaczył z ociąganiem, bo i on nie zdołał uzyskać wyczerpujących informacji na temat stanu krewniaczki, ani też tego, kiedy będzie mogła odbyć z nim rozmowę. — Obecnie kowen reprezentują wyżsi kapłani. Lub jeden z nich, chociaż podejrzewam, że nieoficjalnie nad wszystkim sprawuje pieczę kilka osób.
Wydało mu się to najrozsądniejszym wyjściem. Niżsi rangą kapłani i kapłanki pewnie nie wiedzieli, co myśleć o tym wszystkim, a pozostawienie władzy nad wiernymi w rękach jednej osoby, mogło być jak Bombarda w kolano. Sebastian westchnął ciężko, zastanawiając się, od czego właściwie powinien zacząć. Od rozmowy z Patrickiem? A jeśli tak to której? Od doniesień medialnych? Od swoich własnych trosk związanych z Beltane? Od Limbo? Każdy z tych wątków był wart poruszenia, jednak był jeden, o którym Longbottom wiedziała więcej niż ktokolwiek inny.
— Informacji. Jak dotąd miałem okazję porozmawiać o tym, co się wydarzyło tylko z Patrickiem. A chociaż był w samym sercu tego, co się zdarzyło na Polanie Ognisk, to wątpię, aby wiedział o wszystkim — zaczął powoli, postanawiająć najpierw przedstawić stan swojej wiedzy na temat tego jednego incydnetu. — Zacznijmy od artefaktu. Wiem od Patricka o tym, że jakieś kamienie zostały skradzione z rezydencji Shafiqów. Wiem też, że jakimś cudem trafiły one potem w ręce Śmierciożerców i zostały wykorzystane, przynajmniej w Limbo, przez Czarnego Pana, kiedy próbował przejąć moc z jakiegoś magicznego ogniska. — Oparł się o brzeg ławki, wpatrując się w lewitujące w powietrze świeczki. — Problem w tym, że nie wiem, czym były te kamienie i jakie było ich oryginalne zastosowanie. A to ty prowadziłaś śledztwo. Potrzebuję twojej wiedzy i... twoich domysłów. Zarówno w kontekście kradzieży, jak i tego, co dokładnie wydarzyło się na Polanie Ognisk z perspektywy kogoś, kto był na miejscu.
Brenna była jaka była, ale uchodziła w jego oczach za skuteczną i względnie bystrą. Wątpił, aby dostrzegła każdy szczegół ataku Śmierciożerców podczas Beltane, ale była najbliżej. A Sebastian wolał spytać jej, niż zawracać głowę Bulstrode'owi, którego ledwo znał lub Victorii Lestrange, z którą widział się po raz ostatni podczas potańcówki, a i tam zamienili przelotem może dwa slowa.
— Wydaje mi się też, że widziałem pokłosie działań departamentu przeciw Voldemortowi — kontynuował, zmieniając poniekąd temat, jednak dalej trzymając się kwestii Polany Ognisk. — Patrick twierdzi, że... hmm... stłukł portal podczas swojej wizyty tam. I że zostało mu to przepowiedziane. Pod koniec maja brałem udział w konsultacjach w Kniei w ramach współpracy departamentu z Laurentem Prewettem. Gdy zaszliśmy na Polanę Ognisk, znaleźliśmy pęknięcie? Skazę w rzeczywistości? Sądzę, że zobaczyłem wówczas Limbo. Bezpośrednio, przez ułamek sekundy, ale zobaczyłem. Może naciągam w tej chwili narrację, ale wydaje mi się, że może być to ze sobą powiązane.
Były też inne elementy całej tej sprawy, które potencjalnie mogły naprowadzić ich na jakiś trop. Patrick wspominał, że Voldemort zabił jakąś kobietę. Posunął się nawet do tego, aby nazwać ją Matką, co nawet te kilka tygodni wcześniej wprawiło Sebastiana w niemały szok. Jednak teraz po wydarzeniach ze Stonehenge, powoli zaczynało się to zlepiać w jedną całość. Jeśli te podejrzanie zostały wzięte przez kowen na poważnie, to nic dziwnego, że Isobell posunęła się do tak drastycznego kroku, jakim była próba złożenia ofiary w świętym miejscu.
Mogła to być forma uwielbienia wobec bóstwa, jednak może chciała przez to zrobić coś więcej. Zasilić domenę Matkę? Zasilić samą Matkę, nakarmić ją nową energią życiową? Sebastian wątpił, aby Brenna mogła cokolwiek o tym wiedzieć, jednak dalej uważał to za ważną informację. Taką, która mogła pomóc mu na zdobycie przewagi w konfrontacji z arcykapłanami kowenu. Jeśli miał się przebić przez mur ciszy kapłanów i kapłanek, to potrzebował odpowiedniej broni, a im więcej nabojów miał, tym szybciej runie mur.
— Nie mam jeszcze konkretnego planu, nad czym ubolewam, jednak wydaje mi się, że odwzorowanie warunków panujących podczas Beltane będzie kluczowe do tego, aby pomóc Zimnym — wyjaśnił, nieco nieśmiałym głosem. Irytowało go to, że nie miał dostępu do większej ilości źródeł informacji. To bardzo utrudniało przygotowani jakiegokolwiek szkicu działań. — O ile nie trafią do mnie jakieś przełomowe informacje, to sądzę, że trzeba będzie uformować swego rodzaju most między naszym światem a światem umarłych. Modlę się, aby zwrócenie zaświatom wspomnień zaszczepionym Zimnym okazało się wystarczające i Limbo sięgnie po nie podczas Samhain... samo z siebie. Wówczas wystarczyłoby zadbać o bezpieczeństwo Zimnych, ale nie jestem w stanie zapewnić cię o tym, że faktycznie tak to będzie wyglądało.