17.12.2022, 17:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2023, 20:28 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
- Boję się wchodzić do środka - oświadczyła Brenna Longbottom, obserwując budynek, przed którym stali. Był duży, szary i sprawiał raczej ponure wrażenie, chociaż nie wyglądało na to, aby było w nim coś szczególnie strasznego.
Brenna bywała już w różnych miejscach. W domach, w których doszło do okrutnych zbrodni. Raz czy dwa trafił się budynek nawiedzony i to nie przez tak miłe duchy jak Prawie Bezgłowy Nick. Przy okazji różnych inicjatyw musiała odwiedzić sierociniec, pełen dzieci, którym nie poszczęściło się w życiu. Trafiła pod mieszkanie, w którym mogli czaić się śmierciożercy. I wreszcie był najgorszy z tego wszystkiego: dom cioteczki Eve.
Nigdy jednak, ani razu, Brenna nie okazywała strachu przed przekroczeniem progu.
A teraz...
- Jak już tam wejdę, będę chciała zabrać w s z y s t k i e psy - wyjaśniła z nieszczęśliwą miną. Tak, ona i Erik wreszcie trafili pod schronisko. Wcześniej jakoś się nie składało, z powodu bali, sabatów, akcji śmierciożerców, pełni czy opieki nad klubokawiarnią. Położone w niemagicznej części Londynu, pełne, Brenna była pewna, porzuconych, biednych piesków i porzuconych, biednych kotków. - I wszystkie kotki - dodała jeszcze po chwili namysłu. Pies był bardziej... mobilny, a więc lepiej pasował do charakteru kogoś takiego jak Bren, kto w ruchu nie był chyba tylko podczas snu.
Ale kotki też lubiła.
Mugolskie schronisko zdawało się niezłym pomysłem. Magiczne stworzenia były cudowne, ale opieka nad nimi mogła wymagać wiedzy, której nie posiadali. Z psem powinno pójść prościej. Kobieta zresztą już kupiła w mugolskiej księgarni książki na temat psów. A potem huragan Brenna wpadł do sklepu zoologicznego, i opuścił go z kilkoma miseczkami, dwoma kocykami, posłaniem, smyczą, drugą smyczą, kagańcem (liczyła, że obejdzie się bez niego, ale Tak Na Wszelki Wypadek), mokrą karmą, suchą karmą, szmacianą zabawką, piłeczką, jeszcze jedną, większą piłeczką, szczotką do czesania i specjalną matą dla psów.
Miała wrażenie, że ojciec i brat dziwnie na nią patrzyli, gdy wtarabiniła się z tym wszystkim do salonu, ale uważała, że do wzięcia zwierzaka trzeba się odpowiednio przygotować.
W planach miała jeszcze wizytę w sklepie zoologicznym na Pokątnej. Była pewna, że dostanie tam jakiś tonik, dzięki któremu psiak będzie żyć dłużej i zdrowiej niż przeciętnie w mugolskim świecie.
Tyle że może to był jednak zły pomysł, bo Brenna wyjdzie stąd ze stadem zwierząt.
- A wtedy nastąpi Wielki Wyścig, mianowicie o to, kto zabije mnie pierwszy. Mama czy tata - uzupełniła jeszcze Brenna. - Merlinie, Erik, myślisz, że naprawdę zdołamy wyjść stąd tylko z jednym psem? Tak całkiem jednym? Zostawiając wszystkie inne za kratami? Czy oni trzymają w schroniskach psy za kratami? Chyba tak.
Brenna miała na sobie mugolskie ubranie. I to nie takie, jakie nosiła najczęściej w Dolinie Godryka, a nieco bardziej eleganckie, spodnie, jasną koszulę i marynarkę, mające jasno pokazać pracownikom schroniska, że tak, dajcie tego psa, nie zjem go na kolację. Na wypadek, gdyby to nie podziałało, w kieszeni miała też parę szeleszczących banknotów. Wymieniała galeony na dolary dość regularnie, a te potem trafiały do właścicieli mugolskich księgarń oraz mugolskich fast foodów. Brenna najwięcej pieniędzy wydawała w kolejności: na Mabel, jedzenie oraz książki.
Jeżeli z kolei i środki pieniężne by zawiodły, pozostawały stare, dobre confundus albo olbiviate, po których wystarczyło powiedzieć: właśnie miał pan wyprowadzić psa, prawda?
- Powstrzymaj mnie, gdybym postanowiła adoptować je wszystkie, dobrze? – poprosiła brata, po czym wparowała do środka, rozglądając się za pracownikiem. Już wcześniej zadzwoniła tu z budki telefonicznej, zapowiadając się z wizytą. – Dzień dobry! Dzwoniłam dzisiaj rano w sprawie adopcji psa. Interesuje nas zwierzak raczej większych rozmiarów, koniecznie mało agresywny, bo w domu jest kilku domowników.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.