Szaleństwo Windermere. Należę do wody.
3 sierpnia 1972, poranek
– Cathal & Guinevere –
To miał być miły, kilkudniowy wyjazd. Nell się uparła, a gdy się upierała, to potrafiła wiercić w brzuchu ogromną dziurę, gadając o czymś bez przerwy i wynajdując pretekst przy byle okazji. Guinevere nie miała jednak na ten termin żadnych planów, a skoro Cathal się zgodził, by zrobili sobie tych kilka dni przerwy i wyjechali… to czemu nie? McGonagall zawsze z chęcią odwiedzała nowe dla niej miejsca, a to miał być uroczy wyjazd do jakiegoś mugolskiego ośrodka nad jezioro, w pobliżu którego znajdowały się jakieś ruiny – można więc było nie tylko nacieszyć oczy, ale też duszę.
Nie słyszała wcześniej o Windermere, ani miastach znajdujących się nieopodal. Tak długo jak nie były to żadne magiczne ośrodki, tak nie było powodu, by się o nich uczyć, chociaż może jednak coś tam jej się obiło o największym jeziorze… ale nie było to nazbyt ważne w jej dotychczasowym życiu, to i nie zapadło w odmętach pamięci na długo.
Jezioro robiło wrażenie. Ginny przywykła była do suchości powietrza, do piasku, do niepokoju fal Morza Śródziemnego, w jej rodzinnej Aleksandrii. Od dawna jednak nie przebywała nad wodą, a jeziora to już w ogóle była w jej życiu rzadkość. Nic więc dziwnego, że skoro świt wybrała się na brzeg Windermere, w sukience i szerokiej chuście, którą narzuciła na ramiona, dla ochrony przed chłodem, do którego ciągle się przyzwyczajała. Wiatr, jaki ciągnął od jeziora, był może nie do końca przyjemny, ale wschód słońca w takich okolicznościach był wart grzechu. Wymknęła się z domku, który dzieliła z Nell jeszcze nim łuna rozmalowała czerwień na niebie, a teraz, gdy słońce było coraz wyżej, a spokojne jezioro swoją czernią zmienianą na niebieskość, Ginewra patrząc na ten obrazek, czuła jakiś taki dziwny spokój.
W tej jednej chwili żałowała, że nie wzięła ze sobą ołówka i kartek, by spróbować to jakoś uwiecznić, wrócić znowu do choćby szkicowania – ale zamiast tego, siedziała na trawie mieszającej się z piaskiem, tuż przy brzegu, i obserwowała.
– Nie możesz spać? – zapytała, gdy w swoim pobliżu zobaczyła znajomą sylwetkę. Na chwilę tylko oderwała spojrzenie od horyzontu, by zobaczyć, kto się zbliża, ale zaraz znowu jej oczy skierowane były na taflę wody i powoli wdrapujące się na nieboskłon słońce.
!szaleństwoWindermere