17.04.2024, 20:53 ✶
Był zagniewany.
Cathal nie należał do ludzi najspokojniejszych pod słońcem, ale też wcale nie złościł się często i zwykle nie robił tego bez dobrego powodu. Przyjazd do Windermere zaś nie był z jego strony jedynie ulegnięciem kaprysowi Nell - lubił poznawać nowe miejsce, lubił czasem na chwilę oderwać się od pracy, przełamać monotonię, a poza tym choć troszczył się o niewielu ludzi, to wiedział, że Nell ten wypad ucieszy, Ginewrze się spodoba, a Ulyssesa zdawał się ekscytować - ten Ulyssesa, którego tak rzadko coś cieszyło.
I właśnie Ulysses był problemem.
Entuzjazm Shafiqa wobec wyjazdu nad jezioro Windermere opadał nieco, ilekroć rozmawiali z Rookwoodem. Nie widział we własnej złości niczego nienaturalnego, a jednocześnie wiedział (bo pamiętał każdy raz, kiedy o coś na Ulyssesa się złościł i nie było tego wiele), że ta jest czymś nowym. Potrafił dokładnie wskazać moment, w którym opętał go ten gniew – było to ledwo parę godzin po przyjeździe, w chwili, w której rozmawiali o legendach arturiańskich. I Cathal, gdy przestawał patrzeć na Ulyssesa, myślał o tym, że właściwie wcale nie chce się na niego gniewać, a potem denerwował się i tak. A chyba najbardziej złościł go entuzjazm Rookwooda, bo nie powinien być entuzjastyczny wobec tak drobnej wycieczki, powinien pozwalać sobie na podróże i cokolwiek tylko zrobić zechce, a nie oglądać się na swojego despotycznego ojca. Bardzo starał się sam cieszyć tym wyjazdem, jak każdym innym, przechadzkami po okolicy, po wrzosowiskach i nad brzegiem jeziora, po lesie, który miał być lasem Inglewood, planować wyprawę do zamku Carlise, ale ta złość wszystko zatruwała.
Wyszedł na zewnątrz, by przewietrzyć głowę i zapalić.
Podczas tego wyjazdu palił jeszcze więcej niż zwykle.
Papieros w jego dłoni płonął już, jasne światełko w ciemnościach. Gdy dostrzegł sylwetkę Ginewry, ruszył w jej stronę odruchowo, zaciągając się dymem, a potem wypuścił go z ust i spojrzał na toń jeziora.
– Chciałem zapalić – mruknął, na poły tylko szczerze. Nie chciał w tej chwili przebywać w domku, w którym zameldowali się obaj, on i jego przyjaciel. Przebywali już pod jednym dachem, nie raz, i to niekiedy po parę dni, i nigdy dotąd go to nie wkurzało, a teraz? – Wiedziałaś, że ten las to podobno pozostałość po Inglewood? Lesie, w którym miał polować Artur.
Wiedział, że taka ciekawostka się jej spodoba: uwielbiała legendy arturiańskie znacznie bardziej od niego.
!szaleństwoWindermere
Cathal nie należał do ludzi najspokojniejszych pod słońcem, ale też wcale nie złościł się często i zwykle nie robił tego bez dobrego powodu. Przyjazd do Windermere zaś nie był z jego strony jedynie ulegnięciem kaprysowi Nell - lubił poznawać nowe miejsce, lubił czasem na chwilę oderwać się od pracy, przełamać monotonię, a poza tym choć troszczył się o niewielu ludzi, to wiedział, że Nell ten wypad ucieszy, Ginewrze się spodoba, a Ulyssesa zdawał się ekscytować - ten Ulyssesa, którego tak rzadko coś cieszyło.
I właśnie Ulysses był problemem.
Entuzjazm Shafiqa wobec wyjazdu nad jezioro Windermere opadał nieco, ilekroć rozmawiali z Rookwoodem. Nie widział we własnej złości niczego nienaturalnego, a jednocześnie wiedział (bo pamiętał każdy raz, kiedy o coś na Ulyssesa się złościł i nie było tego wiele), że ta jest czymś nowym. Potrafił dokładnie wskazać moment, w którym opętał go ten gniew – było to ledwo parę godzin po przyjeździe, w chwili, w której rozmawiali o legendach arturiańskich. I Cathal, gdy przestawał patrzeć na Ulyssesa, myślał o tym, że właściwie wcale nie chce się na niego gniewać, a potem denerwował się i tak. A chyba najbardziej złościł go entuzjazm Rookwooda, bo nie powinien być entuzjastyczny wobec tak drobnej wycieczki, powinien pozwalać sobie na podróże i cokolwiek tylko zrobić zechce, a nie oglądać się na swojego despotycznego ojca. Bardzo starał się sam cieszyć tym wyjazdem, jak każdym innym, przechadzkami po okolicy, po wrzosowiskach i nad brzegiem jeziora, po lesie, który miał być lasem Inglewood, planować wyprawę do zamku Carlise, ale ta złość wszystko zatruwała.
Wyszedł na zewnątrz, by przewietrzyć głowę i zapalić.
Podczas tego wyjazdu palił jeszcze więcej niż zwykle.
Papieros w jego dłoni płonął już, jasne światełko w ciemnościach. Gdy dostrzegł sylwetkę Ginewry, ruszył w jej stronę odruchowo, zaciągając się dymem, a potem wypuścił go z ust i spojrzał na toń jeziora.
– Chciałem zapalić – mruknął, na poły tylko szczerze. Nie chciał w tej chwili przebywać w domku, w którym zameldowali się obaj, on i jego przyjaciel. Przebywali już pod jednym dachem, nie raz, i to niekiedy po parę dni, i nigdy dotąd go to nie wkurzało, a teraz? – Wiedziałaś, że ten las to podobno pozostałość po Inglewood? Lesie, w którym miał polować Artur.
Wiedział, że taka ciekawostka się jej spodoba: uwielbiała legendy arturiańskie znacznie bardziej od niego.
!szaleństwoWindermere