Jako ojciec chciał aby Augustus, tak jak każde z jego dzieci, stał się najlepszą wersją siebie. Chciał móc z nieopisaną dumą wypowiadać się o swoim każdym ze swoich dzieci. To pragnienie przyświecało wielu ojcom, zwłaszcza jeśli od nich oczekiwano przejawiania ambicji i zdobywanie wybitnych osiągnięć, co każdy z synów swojego ojca musiał zrobić samodzielnie. W obecnej sytuacji wszelka krytyka była uzasadniona. Chesterowi nie sprawiało to żadnej przyjemności. Ten stan rzeczy raczej nie ulegnie zmianie. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że jego drugi syn nie przyswoi sobie wszystkich nowoczesnych, promugolskich idei i nie okaże się zdrajcą. Przelewanie czystej krwi stanowiło przykrą konieczność w sytuacji, kiedy czystokrwiści opowiadali się przeciwko reżimowi Czarnego Pana. Gdyby musiał zabić swojego syna za zdradę to miałoby to dla niego osobisty wydźwięk. Augustus jaki by nie był to krew z krwi.
Tożsamość Apisa powierzył Ulyssesowi przez wzgląd na jego związek z całą sprawą. W odpowiednim czasie wprowadzi we wszystko Augustusa. Najpewniej. Konflikt między nim a Mulciberem pozostawał w fazie rozwoju i zarazem w sprzeczności z interesami organizacji na czele której stał Czarny Pan. Ograniczony przepływ informacji starszemu Rookwoodowi bardzo nie odpowiadał, tak samo jak to, że w tym ograniczonej wymianie informacji brał udział drugi z jego synów. Teraz musiał go uczulić, że ma go o wszystkim informować i to nawet jak coś wyda mu się błahe i nieistotne. Sam zdecyduje o tym, czy przekazywane mu przez Augustusa informacje są niewarte jakiejkolwiek uwagi czy wręcz przeciwnie.
— Nie mogłeś o tym wiedzieć. Od teraz informuj mnie o wszystkim, czego dowiesz się w szeregach organizacji. Czy to podczas zebrania, na którym nie będę obecny czy innymi kanałami. Niektórzy z popleczników Czarnego Pana sporo ze sobą rozmawiają i zdają się traktować innych Śmierciożerców niczym braci. — To stanowiło całkiem dobre usprawiedliwienie w obecnej sytuacji. Nie było co płakać nad rozlanym wywarem. Chester nie mówił wszystkiego swoim dzieciom. Nie widział w tym nic dziwnego. Siebie mierzył zupełnie inną miarą - wiedza to potęga. Odpowiednio użyta informacja była skuteczna niczym celne zaklęcie wystrzelone z różdżki.
Chester również odczuł drżenie ziemi pod swoimi obutymi stopami. Zdawało się nasilać. Zaobserwował towarzyszący tym drobnym trzęsieniom ziemi w postaci unoszących się w powietrze drobin, lewitując w powietrzu. Nie był to jednak koniec. Zapanowało poruszenie wśród wypielęgnowanych przez skrzaty domowe roślin - te rosły na ich oczach, gotowe osiągnąć rozmiar małego dziecka. Wyglądało to spektakularnie, jednak nie oznaczało to nic dobrego.
— To jakaś anomalia. Wyciągnij różdżkę. — Odpowiedział rzeczowo swojemu synowi, samemu sięgając pod połę marynarki po to aby wydobyć z niej różdżkę. Wycelował nią w stronę drżącej pod ich stopami ziemi, w której rosły już znacznie większe rośliny. To można było przerwać tylko w jeden sposób. Za pomocą magii rozpraszającej albo wzywając do tego incydentu pracowników Ministerstwa Magii, którzy byli wykwalifikowani do rozwiązywania tego typu sytuacji. Chesterowi ta druga opcja nie była na rękę, dlatego sam postanowił się tym zająć zanim cała sytuacja wymknie się spod kontroli. Nie będzie nikt tutaj węszyć.
Sukces!
Sukces!