18.04.2024, 01:16 ✶
Patrzył się na nią przez kilka chwil, zastanawiając się, czy drążyć dalej temat, czy zostawić to w spokoju.
Ostatecznie uznał, że to drugie będzie lepsza opcją, zwłaszcza gdy wiedział, że czarownica była przecież na lekach. Uśmiechnął się więc po prostu ponownie i rzeczywiście skupił się na jej ranach.
– Oczywiście – rzucił jeszcze tylko i sięgnął po kolejny eliksir. Może lepiej, że nie pytał dalej. Wtedy pewnie rzeczywiście musiałby zostać skonfrontowany ze swoim odruchem.
– Tak, to prawda. Na pierwszym roku stażu tutaj wchodziłem wkurzony przez tydzień, bo raz przeczytałem bzdury medyczne w jakiejś książce – powiedział, uśmiechając się na to wspomnienie, chociaż Basiliusowi sprzed kilku lat wcale nie było wtedy do śmiechu. Wręcz przeciwnie. Wtedy przez chwilę żałował, że nie wybrał innej ścieżki zawodowej i nie zostanie politykiem, który mógłby zakać psania takich głupot. Ale po tygodniu mu minęło.
Zmartwił się, gdy zobaczył jak Brenna krzywi się przez ten przyśpieszony "zabieg" i już miał przeprosić, kiedy no... Wydarzyły się rzeczy.
Basilius wpatrywał się w drzwi.
Brenna powiedziała coś o wyszkoleniu kadry.
Nie słyszał. Wpatrywał się w drzwi.
Brenna powiedziała coś o zaczynaniu i panu uzdrowicielu.
Nie słyszał. Wpatrywał się w drzwi.
A potem wreszcie do niego dotarło, że ciągle wpatruje się w drzwi.
Powoli skierował spojrzenie w jej stronę. Rany zniknęły. Dobrze. Nie wydawała się już na umierającą.
– Zepsułaś go – wymamrotał, nie do końca świadom słów, które wydobyły się z jego ust. Pewnie nie powinien był tego mówić, ale w tamtym momencie nie myślał. Jego rozsądek został skutecznie otumaniony przez szok i schodzacy stres po tym, gdy martwił się o jej rany po wylaniu na nie zbyt dużej ilości eliksirów. – Zepsułaś Octaviana. Zepsułaś bardzo dobrego studenta. Zepsułaś studenta, którego miałem mieć na oku. On nigdy... On nigdy wcześniej... Wczoraj pomagał wkładać jelita do środka człowieka, ale dzisiaj... Ty... Twoje gnicie... Nie, nie twoje gnicie, twoja różdżka go zepsuła – mamrotał dalej, próbując w ogóle zrozumieć co się właśnie wydarzyło. To miało sens. Różdżka wybrała Brennę. Brenna ją wzięła. Brenna powiedziała o rdzeniu Octavianowi. Octavian go tracił, a on spowodował, że rany zareagowały tak jak zareagowały. Poza tym nic nigdy nie było do końca normalne przy Brennie.
Ostatecznie uznał, że to drugie będzie lepsza opcją, zwłaszcza gdy wiedział, że czarownica była przecież na lekach. Uśmiechnął się więc po prostu ponownie i rzeczywiście skupił się na jej ranach.
– Oczywiście – rzucił jeszcze tylko i sięgnął po kolejny eliksir. Może lepiej, że nie pytał dalej. Wtedy pewnie rzeczywiście musiałby zostać skonfrontowany ze swoim odruchem.
– Tak, to prawda. Na pierwszym roku stażu tutaj wchodziłem wkurzony przez tydzień, bo raz przeczytałem bzdury medyczne w jakiejś książce – powiedział, uśmiechając się na to wspomnienie, chociaż Basiliusowi sprzed kilku lat wcale nie było wtedy do śmiechu. Wręcz przeciwnie. Wtedy przez chwilę żałował, że nie wybrał innej ścieżki zawodowej i nie zostanie politykiem, który mógłby zakać psania takich głupot. Ale po tygodniu mu minęło.
Zmartwił się, gdy zobaczył jak Brenna krzywi się przez ten przyśpieszony "zabieg" i już miał przeprosić, kiedy no... Wydarzyły się rzeczy.
Basilius wpatrywał się w drzwi.
Brenna powiedziała coś o wyszkoleniu kadry.
Nie słyszał. Wpatrywał się w drzwi.
Brenna powiedziała coś o zaczynaniu i panu uzdrowicielu.
Nie słyszał. Wpatrywał się w drzwi.
A potem wreszcie do niego dotarło, że ciągle wpatruje się w drzwi.
Powoli skierował spojrzenie w jej stronę. Rany zniknęły. Dobrze. Nie wydawała się już na umierającą.
– Zepsułaś go – wymamrotał, nie do końca świadom słów, które wydobyły się z jego ust. Pewnie nie powinien był tego mówić, ale w tamtym momencie nie myślał. Jego rozsądek został skutecznie otumaniony przez szok i schodzacy stres po tym, gdy martwił się o jej rany po wylaniu na nie zbyt dużej ilości eliksirów. – Zepsułaś Octaviana. Zepsułaś bardzo dobrego studenta. Zepsułaś studenta, którego miałem mieć na oku. On nigdy... On nigdy wcześniej... Wczoraj pomagał wkładać jelita do środka człowieka, ale dzisiaj... Ty... Twoje gnicie... Nie, nie twoje gnicie, twoja różdżka go zepsuła – mamrotał dalej, próbując w ogóle zrozumieć co się właśnie wydarzyło. To miało sens. Różdżka wybrała Brennę. Brenna ją wzięła. Brenna powiedziała o rdzeniu Octavianowi. Octavian go tracił, a on spowodował, że rany zareagowały tak jak zareagowały. Poza tym nic nigdy nie było do końca normalne przy Brennie.