18.04.2024, 01:29 ✶
Miesiąc miłości
Już chciał jej odpowiedzieć, ale niewypowiedziane słowa zamieniły się w śmiech. Sekundy mijały, a on się czuł coraz bardziej rozluźniony. Nie musiał się przy niej pilnować, a jego wino najwidoczniej trzepało mocniej niż powinno.
Miłość była dla niego nowością, choć ciężko nazwać to miłością, bo ta wydaje się że żeby była prawdziwa musi być odwzajemniona. Jemu niestety się tak jeszcze w życiu nie zdarzyło. Ot kości źle się poturlały, ale chociaż tyle, że herbata dobrze przepowiedziała mu przyszłość. W czasach Akademii wydawało się to jednak proste. Złamane serce, poczucie zdrady i niechęć. Dlaczego teraz było tak ciężko odwrócić się tyłkiem do obiektu miłości? Bo wiedział doskonale, że zaraz zostanie to wykorzystane w sposób pozbawiony romantyczności. Czasami zastanawiał się czy tylko dlatego Morpheus jest nim zainteresowany. Młody i naiwny, co za kilka ładnych słów i spojrzeń da ze sobą zrobić wszystko. Myślał, że po Akademii nabrał nieco doświadczenia, ale widać, że nic się nie zmieniło.
Pokiwał głową na jej słowa.
-Tak, im wszystkim.-nie lubił być zmuszany do czegokolwiek, ale jeszcze bardziej nie lubił, jak się go wodziło za nos. Nie, to nie o to mu chodziło, bo prawda taka, że nie lubił być idiotą, a był i to jednym z większych. Wyciągnął dłoń po butelkę, a jak już wino dostał, to się nie krępował z kilkoma porządnymi łykami.
-Nie tylko ty. Im starszy jestem i więcej ludzi widzę tym bardziej czuję, że wszyscy udają, że wiedzą co robią...-rzucił w eter. Bywali ludzie ogarnięci, owszem, ale jednak większość działała po omacku, jak oni.
Zmętnienie umysłu grało idealnie z całym światem jaki ich otaczał. Bez sensu to wszystko.
-Hm? Nie, czemu...-zapytał, zdziwiony takim pytaniem, ale szybko obejrzał się i widząc most na ich trasie chwycił się burty. Trzymał się mocno, a i tak rozpędzona łódź przebiła się przez kawał lodu zanim zatrzymała się z szarpnięciem na dobre i wilkołak poleciał na ziemię łódki. Wino chlupnęło dookoła, jednak butelka trzymana dalej w pionie wytrzymała uderzenie o drewno.
Spłodzony podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę w szoku, po czym roześmiał się głośno. Nie przejmował się, że hałas szurnięcia o lód i jego rechot mogą przyciągnąć niechcianą uwagę.
-Viora...-odstawił wino, podniósł się, podszedł do niej i objął jej uroczą buźkę dłońmi. Wcisnął usta w jej policzek, całując ją czule.-Uwielbiam cię.-szaleństwo kształtów, barw i zbiorów jakie w sobie miała pomagało w pozbyciu się sztywnych ram, jakie w sobie miał. Mógłby ją tak ukochiwać i ściskać i całować jeszcze mocniej, chciał to zrobić niezależnie od tego, że kobiety niespecjalnie leżały w kręgu jego zainteresowań. Tera po alkoholu, zaczynał je doceniać, bo w końcu żadna dziewczyna mu nigdy serca nie złamała.
Ciągnąłby to za jej zgodą dalej, ale poczuł wilgoć przesiąkającą mu przez but. Spojrzał zszokowany w dół, widząc, ze lód najwidoczniej przebił się w którymś miejscu przez łódkę, a wystarczy mała szczelina i koniec. Dziewczyna chciała Tytanica? To ma Tytanica. Szkoda tylko, że ona przeżyje, a on nie, choć czy wzgardziłby teraz śmiercią?
Już chciał jej odpowiedzieć, ale niewypowiedziane słowa zamieniły się w śmiech. Sekundy mijały, a on się czuł coraz bardziej rozluźniony. Nie musiał się przy niej pilnować, a jego wino najwidoczniej trzepało mocniej niż powinno.
Miłość była dla niego nowością, choć ciężko nazwać to miłością, bo ta wydaje się że żeby była prawdziwa musi być odwzajemniona. Jemu niestety się tak jeszcze w życiu nie zdarzyło. Ot kości źle się poturlały, ale chociaż tyle, że herbata dobrze przepowiedziała mu przyszłość. W czasach Akademii wydawało się to jednak proste. Złamane serce, poczucie zdrady i niechęć. Dlaczego teraz było tak ciężko odwrócić się tyłkiem do obiektu miłości? Bo wiedział doskonale, że zaraz zostanie to wykorzystane w sposób pozbawiony romantyczności. Czasami zastanawiał się czy tylko dlatego Morpheus jest nim zainteresowany. Młody i naiwny, co za kilka ładnych słów i spojrzeń da ze sobą zrobić wszystko. Myślał, że po Akademii nabrał nieco doświadczenia, ale widać, że nic się nie zmieniło.
Pokiwał głową na jej słowa.
-Tak, im wszystkim.-nie lubił być zmuszany do czegokolwiek, ale jeszcze bardziej nie lubił, jak się go wodziło za nos. Nie, to nie o to mu chodziło, bo prawda taka, że nie lubił być idiotą, a był i to jednym z większych. Wyciągnął dłoń po butelkę, a jak już wino dostał, to się nie krępował z kilkoma porządnymi łykami.
-Nie tylko ty. Im starszy jestem i więcej ludzi widzę tym bardziej czuję, że wszyscy udają, że wiedzą co robią...-rzucił w eter. Bywali ludzie ogarnięci, owszem, ale jednak większość działała po omacku, jak oni.
Zmętnienie umysłu grało idealnie z całym światem jaki ich otaczał. Bez sensu to wszystko.
-Hm? Nie, czemu...-zapytał, zdziwiony takim pytaniem, ale szybko obejrzał się i widząc most na ich trasie chwycił się burty. Trzymał się mocno, a i tak rozpędzona łódź przebiła się przez kawał lodu zanim zatrzymała się z szarpnięciem na dobre i wilkołak poleciał na ziemię łódki. Wino chlupnęło dookoła, jednak butelka trzymana dalej w pionie wytrzymała uderzenie o drewno.
Spłodzony podniósł głowę i spojrzał na dziewczynę w szoku, po czym roześmiał się głośno. Nie przejmował się, że hałas szurnięcia o lód i jego rechot mogą przyciągnąć niechcianą uwagę.
-Viora...-odstawił wino, podniósł się, podszedł do niej i objął jej uroczą buźkę dłońmi. Wcisnął usta w jej policzek, całując ją czule.-Uwielbiam cię.-szaleństwo kształtów, barw i zbiorów jakie w sobie miała pomagało w pozbyciu się sztywnych ram, jakie w sobie miał. Mógłby ją tak ukochiwać i ściskać i całować jeszcze mocniej, chciał to zrobić niezależnie od tego, że kobiety niespecjalnie leżały w kręgu jego zainteresowań. Tera po alkoholu, zaczynał je doceniać, bo w końcu żadna dziewczyna mu nigdy serca nie złamała.
Ciągnąłby to za jej zgodą dalej, ale poczuł wilgoć przesiąkającą mu przez but. Spojrzał zszokowany w dół, widząc, ze lód najwidoczniej przebił się w którymś miejscu przez łódkę, a wystarczy mała szczelina i koniec. Dziewczyna chciała Tytanica? To ma Tytanica. Szkoda tylko, że ona przeżyje, a on nie, choć czy wzgardziłby teraz śmiercią?