18.04.2024, 11:33 ✶
Czy suknia mogła dalej się tu znajdować i czekać na zebranie w innym terminie?
Dom Mody Rosierów był bez wątpienia duży. Poza salami, w których przyjmowano klientów i pokazywano im gotowe już suknie, było tu mnóstwo innych pomieszczeń. Pracownie projektantów, sale, w których pracowały krawcowe, w których trzymano materiały i gdzie przechowywano kreacje niesprzedawane w ramach regularnej sprzedaży. Mogło być tu nieskończenie wiele schowków, zwłaszcza, że Rosierowie byli bogaci, i mieli wielu pracowników - niewykluczone, że z aniektórymi drzwiami kryły się pomieszczenia dużo większe niż mogłoby się wydawać.
Christopher Rosier bez wątpienia znał każdy zakamarek tego budynku. Być może niektóre z nich znała także jego asystentka, nawet jeżeli nie pracowała tutaj bardzo długo.
Może zagadnięci mogliby wiedzieć, jakie miejsca należy przeszukać, aby to sprawdzić.
- Mogę go po prostu pokazać. Oba są identyczne - powiedział Christopher, cofając się do pracowni. Klucz, który przyniósł Millie był w kształcie dość zwykły, przynajmniej na pierwszy rzut oka, poza tym, ale śnił, jakby wykonano go ze złota. - To z powodu rodzinnej legendy - wyjaśnił Rosier odruchowo, jakby spodziewał się, że zaraz padnie pytanie, czy był złoty. - Wszystkie klucze do naszych pracowni są tego samego koloru, każdy z nieco innym zakończeniem, ale żeby je właściwie dopasować, trzeba by je zobaczyć albo wiedzieć, gdzie któryś wisi. Zamek i klucz są zaklęte, nie da się dostać do środka z jakąś tam alohomorą. Mieliśmy już próby wykradania projektów, chociaż nic w ciągu ostatniego roku.
Skrzywił się lekko, na słowa o ojcu: nie tyleż dlatego, że przeszkadzałoby mu, że ta porozmawia z ojcem, ale co niby ten mógłby jej powiedzieć, o czym nie wspomniał już sam Christopher? Pochlebiał sobie, że doskonale zna Dom Mody, nawet jeżeli pracował tu stosunkowo krótko, a swoją pozycję zawdzięczał tylko po części talentowi, prawdziwemu przecież, i pracy, którą wykonywał, a w większości części jednak: nazwisku i rodzicom.
- Jeszcze nie wrócił. Po dokonaniu zgłoszenia pojechał prosto do dostawcy, potrzebujemy paru rzeczy, by szybko wykonać projekt zastępczy. Panno Moody, czy coś chodzi pani po głowie? Jeśli nie, to proszę działać pod opieką Catherine. Muszę wracać do pracy, by panna młoda stanęła przed ołtarzem w czymś, czego nie będę się wstydził pokazać światu, a mam bardzo niewiele czasu.
Dom Mody Rosierów był bez wątpienia duży. Poza salami, w których przyjmowano klientów i pokazywano im gotowe już suknie, było tu mnóstwo innych pomieszczeń. Pracownie projektantów, sale, w których pracowały krawcowe, w których trzymano materiały i gdzie przechowywano kreacje niesprzedawane w ramach regularnej sprzedaży. Mogło być tu nieskończenie wiele schowków, zwłaszcza, że Rosierowie byli bogaci, i mieli wielu pracowników - niewykluczone, że z aniektórymi drzwiami kryły się pomieszczenia dużo większe niż mogłoby się wydawać.
Christopher Rosier bez wątpienia znał każdy zakamarek tego budynku. Być może niektóre z nich znała także jego asystentka, nawet jeżeli nie pracowała tutaj bardzo długo.
Może zagadnięci mogliby wiedzieć, jakie miejsca należy przeszukać, aby to sprawdzić.
- Mogę go po prostu pokazać. Oba są identyczne - powiedział Christopher, cofając się do pracowni. Klucz, który przyniósł Millie był w kształcie dość zwykły, przynajmniej na pierwszy rzut oka, poza tym, ale śnił, jakby wykonano go ze złota. - To z powodu rodzinnej legendy - wyjaśnił Rosier odruchowo, jakby spodziewał się, że zaraz padnie pytanie, czy był złoty. - Wszystkie klucze do naszych pracowni są tego samego koloru, każdy z nieco innym zakończeniem, ale żeby je właściwie dopasować, trzeba by je zobaczyć albo wiedzieć, gdzie któryś wisi. Zamek i klucz są zaklęte, nie da się dostać do środka z jakąś tam alohomorą. Mieliśmy już próby wykradania projektów, chociaż nic w ciągu ostatniego roku.
Skrzywił się lekko, na słowa o ojcu: nie tyleż dlatego, że przeszkadzałoby mu, że ta porozmawia z ojcem, ale co niby ten mógłby jej powiedzieć, o czym nie wspomniał już sam Christopher? Pochlebiał sobie, że doskonale zna Dom Mody, nawet jeżeli pracował tu stosunkowo krótko, a swoją pozycję zawdzięczał tylko po części talentowi, prawdziwemu przecież, i pracy, którą wykonywał, a w większości części jednak: nazwisku i rodzicom.
- Jeszcze nie wrócił. Po dokonaniu zgłoszenia pojechał prosto do dostawcy, potrzebujemy paru rzeczy, by szybko wykonać projekt zastępczy. Panno Moody, czy coś chodzi pani po głowie? Jeśli nie, to proszę działać pod opieką Catherine. Muszę wracać do pracy, by panna młoda stanęła przed ołtarzem w czymś, czego nie będę się wstydził pokazać światu, a mam bardzo niewiele czasu.