Schodził ze schodów dosyć ostrożnie, starał się stąpać tak, aby nie nadepnąć na skrzypiące deski, ale nie było to za bardzo możliwe. Był tu zaledwie jeden dzień i nie poznał jeszcze całej tej chaty. W duchu cieszył się, że mógł w tym uczestniczyć. Tworzyć fort, w którym będą mogli się schronić i knuć. Nie czuł się bezużytecznie.
Gdy usłyszał warknięcie zacisnął dłoń na różdżce jeszcze mocniej, ale po chwili, gdy wyszedł zza rogu zobaczył Brenne. Rozluźnił się, jego mięśnie nie były już tak napięte. Nie myślał nawet o tym nigdy, że w towarzystwie Longbottom o dziwo czuł się naprawdę komfortowo i bezpiecznie. Po prostu było to silniejsze od niego i działało jak odruch bezwarunkowy. Dziwna, naturalna kolej rzeczy. Wiedział, że mógł jej ufać i poddawał się temu uczuciu. Uśmiechnął się do niej w swój typowy sposób, lekko cyniczny i łobuzerski.
– Też to słyszałaś… – bardziej stwierdził niż zapytał. Czyli nie zwariowałem, przeszło mu przez myśl, a na jej słowa skinął głową i ruszył za nią obserwując otoczenie.
Po jego plecach przeszedł dreszcz, gdy usłyszał hałas, więc również przyśpieszył kroku. Nie zrównywał się z Brenną. Miał nadzieję, że jak nadejdzie jakieś niebezpieczeństwo to zauważy je szybciej niż dziewczyna i pociągnie ją w bezpiecznym kierunku. Stanął obok niej, gdy tylko znaleźli się w bibliotece. Zmarszczył ciemne brwi widząc ten bałagan. Czy ktoś sobie jaja robił?
– Co jest kurwa? Bogin to na pewno nie był. Może jest tu jeszcze jakiś poltergeist? – zerknął na dziewczynę. Cały czas mówił szeptem. – zapalić światło? – próbował wychwycić jakiś ruch w otoczeniu.