17.12.2022, 21:28 ✶
Wyjaśnienia nie nadchodziły – nie mogły – co frustrowało również i samą Eunice. Wolałaby przecież móc powiedzieć, co i jak, niż musieć pokazywać, co wymagało całkiem niezłego wysiłku, biorąc pod uwagę stan palców.
Cholerna Daphne.
I świetnie, tylko tego jeszcze brakowało – docenienia umiejętności teściowej. Albo i gwizdnięcia pełnego podziwu, czego – na szczęście – Bulstrode oszczędziła swojej pacjentce. Ale i tak pojawił się pewien błysk irytacji w spojrzeniu młodej kobiety. No odkrycie roku, że utalentowana, w końcu sama się o tym przekonała, na własnej skórze!
Niemniej posłusznie usiadła, cierpliwie czekając na działania uzdrowicielki oraz wykonując jej polecenia. W zasadzie było to dość dziwne uczucie – tam, gdzie powinny być usta, zupełnie ich nie czuła (no, ciekawe jak miałaby, skoro je wymiotło). Uzdrowicielka „oberwała” też dość kosym spojrzeniem, gdy dokonała kolejnego odkrycia roku, nawet jeśli nie stulecia – tak, zdecydowanie nie żyły z Daphne w szczególnego zgodzie, czego efekty doskonale było teraz widać.
Niemniej owszem, skinęła głową, potwierdzając użycie galaretowatych palców. Gdyby nie dokładnie ta klątwa, zapewne magiczna bójka potrwałaby jeszcze dobrą chwilę, co stawiało pod znakiem zapytania integralność kamienicy, którą zajmowało małżeństwo Black. W końcu już było ostro, poszło na noże…
… i mogło zajść o wiele, wiele dalej. Tyle że niemożność utrzymania różdżki – i zapewne złamana ręka starszej Black – dość gwałtownie wytraciła impet starcia dwóch kobiet. Zgoda między nimi oczywiście nie zapanowała, ale przynajmniej mogły się udać, gdzie trzeba, po pomoc w odczynieniu działań tej drugiej.
Kolejne skinięcie głową. Tak, dwa problemy, których Bulstrode była już świadoma, to niestety nie wszystko. Choć niewątpliwie uprościłoby to sprawy i skróciło czas oczekiwania w kolejce za drzwiami tego gabinetu, która w tej chwili musiała uzbroić się w niemałe pokłady cierpliwości.
Trzy klątwy, każda z nich rzucona przez osobę, która doskonale wiedziała, co robi. Znaczy, nie mogło pójść tak łatwo, a już z cała pewnością najzwyczajniejsze finito stało na mocno przegranej pozycji.
Obserwowała spokojnie – przynajmniej na tyle, na ile mogła być faktycznie spokojna – poczynania Bulstrode. Kolejna maść, kolejna chwila czekania… spróbowała poruszyć tą częścią twarzy i doszła do wniosku, że chyba zaczęła działać.
Kolejne skinięcie głową, dające uzdrowicielce zielone światło do podjęcia odpowiednich działań.
Cholerna Daphne.
I świetnie, tylko tego jeszcze brakowało – docenienia umiejętności teściowej. Albo i gwizdnięcia pełnego podziwu, czego – na szczęście – Bulstrode oszczędziła swojej pacjentce. Ale i tak pojawił się pewien błysk irytacji w spojrzeniu młodej kobiety. No odkrycie roku, że utalentowana, w końcu sama się o tym przekonała, na własnej skórze!
Niemniej posłusznie usiadła, cierpliwie czekając na działania uzdrowicielki oraz wykonując jej polecenia. W zasadzie było to dość dziwne uczucie – tam, gdzie powinny być usta, zupełnie ich nie czuła (no, ciekawe jak miałaby, skoro je wymiotło). Uzdrowicielka „oberwała” też dość kosym spojrzeniem, gdy dokonała kolejnego odkrycia roku, nawet jeśli nie stulecia – tak, zdecydowanie nie żyły z Daphne w szczególnego zgodzie, czego efekty doskonale było teraz widać.
Niemniej owszem, skinęła głową, potwierdzając użycie galaretowatych palców. Gdyby nie dokładnie ta klątwa, zapewne magiczna bójka potrwałaby jeszcze dobrą chwilę, co stawiało pod znakiem zapytania integralność kamienicy, którą zajmowało małżeństwo Black. W końcu już było ostro, poszło na noże…
… i mogło zajść o wiele, wiele dalej. Tyle że niemożność utrzymania różdżki – i zapewne złamana ręka starszej Black – dość gwałtownie wytraciła impet starcia dwóch kobiet. Zgoda między nimi oczywiście nie zapanowała, ale przynajmniej mogły się udać, gdzie trzeba, po pomoc w odczynieniu działań tej drugiej.
Kolejne skinięcie głową. Tak, dwa problemy, których Bulstrode była już świadoma, to niestety nie wszystko. Choć niewątpliwie uprościłoby to sprawy i skróciło czas oczekiwania w kolejce za drzwiami tego gabinetu, która w tej chwili musiała uzbroić się w niemałe pokłady cierpliwości.
Trzy klątwy, każda z nich rzucona przez osobę, która doskonale wiedziała, co robi. Znaczy, nie mogło pójść tak łatwo, a już z cała pewnością najzwyczajniejsze finito stało na mocno przegranej pozycji.
Obserwowała spokojnie – przynajmniej na tyle, na ile mogła być faktycznie spokojna – poczynania Bulstrode. Kolejna maść, kolejna chwila czekania… spróbowała poruszyć tą częścią twarzy i doszła do wniosku, że chyba zaczęła działać.
Kolejne skinięcie głową, dające uzdrowicielce zielone światło do podjęcia odpowiednich działań.
345/1166