18.04.2024, 18:15 ✶
— Ale... Tak, ale... – mamrotał, nie mogąc w sumie znaleźć żadnego logicznego argumentu za tym, że to Brenna zepsuła Octaviana. Ale przecież go zepsuła! Albo przynajmniej pomogła. Był dobry student o stalowych nerwach. A teraz nie było dobrego studenta o stalowych nerwach. Był student, który zemdlał i pewnie właśnie rozważał rzucenie swoich nauk.
– Czekaj co? Co ma do tego uczulenie na cydr? Lub Feniksa? I ogień? — obejrzał się za siebie, by upewnić się, czy gdzieś z tyłu przypadkiem nie pojawił się jeszcze ogień do tego wszystkiego. Na całe szczęście o to akurat nie musiał się martwić. Jeszcze. – Nie. Po prostu. Po prostu. Bo ty przyszłaś i on... I twoje rany... A potem on... I jeszcze... – westchnął ciężko i dopiero wtedy zdał sobie sprawę co właśnie robił. Wkurzał się na przyćpaną pacjentkę, która po prostu przyszła do niego, by jej pomógł. Może Octavian po prostu bardzo nie lubił gnicia, albo miał gorszy dzień? Chociaż dalej nie mógł się powstrzymać przed myślami, że w jakimś sensie była to trochę też jej wina. Trochę. Jakoś. Może. – Dobrze. Nie, nie ważne. Przepraszam, że coś mówiłem. – Przejechał dłonią po twarzy, próbując jakoś zebrać myśli. – Chcę jeszcze nałożyć ci jedną miksturę. A potem będziesz wolna. – Tak jak Octavian był wolny dzisiaj od obowiązków, bo zemdlał. – I proszę cię, nie rób dzisiaj nic...– głupiego – Przeciążającego... Po prostu odpocznij. – Na Matkę jak się cieszył, że ten weekend miał wolny i mógł odpocząć od dziwnych przypadków. Tej piątek trzynastego pomagał jednak utrzymywać pewne przesady przy życiu.
– Czekaj co? Co ma do tego uczulenie na cydr? Lub Feniksa? I ogień? — obejrzał się za siebie, by upewnić się, czy gdzieś z tyłu przypadkiem nie pojawił się jeszcze ogień do tego wszystkiego. Na całe szczęście o to akurat nie musiał się martwić. Jeszcze. – Nie. Po prostu. Po prostu. Bo ty przyszłaś i on... I twoje rany... A potem on... I jeszcze... – westchnął ciężko i dopiero wtedy zdał sobie sprawę co właśnie robił. Wkurzał się na przyćpaną pacjentkę, która po prostu przyszła do niego, by jej pomógł. Może Octavian po prostu bardzo nie lubił gnicia, albo miał gorszy dzień? Chociaż dalej nie mógł się powstrzymać przed myślami, że w jakimś sensie była to trochę też jej wina. Trochę. Jakoś. Może. – Dobrze. Nie, nie ważne. Przepraszam, że coś mówiłem. – Przejechał dłonią po twarzy, próbując jakoś zebrać myśli. – Chcę jeszcze nałożyć ci jedną miksturę. A potem będziesz wolna. – Tak jak Octavian był wolny dzisiaj od obowiązków, bo zemdlał. – I proszę cię, nie rób dzisiaj nic...– głupiego – Przeciążającego... Po prostu odpocznij. – Na Matkę jak się cieszył, że ten weekend miał wolny i mógł odpocząć od dziwnych przypadków. Tej piątek trzynastego pomagał jednak utrzymywać pewne przesady przy życiu.
Koniec sesji