18.04.2024, 19:23 ✶
– Tak umiem, a Ty nie? – zapytał jakby to było takie super oczywiste, że każdy kto kocha naturę chce się jakkolwiek z nią połączyć w ten czy inny sposób. A nie było lepszego sposobu do poczucia natury, niż przywdzianie skóry jakiegoś zwierzęcia. Samuel miał w ogóle tą łatwość, że posiadał dwie formy a nie jedną, choć nie wiedział od czego to zależy. Jego matka w ogóle posiadała trzy, to już szaleństwo, ojciec natomiast tylko jedną, o której nie można było mówić podobnie, jak nie można było mówić o ojcu w całokształcie.
Kiwał głową na jej słowa, przejęty tym, że może z kimś podzielić się swoimi długimi, bardzo długimi rozmyślaniami w temacie:
– No tak, bo one się nie ruszają tylko... rozmnażają! To jest niesamowite, bo grzyby właśnie w taki sposób mogą się przemieszczać, są... społecznością, a ich zdolności porozumiewania się. Na bogów! Toć to doskonali kurierzy, tworzą całą sieć neuronów tu, na naszych oczach w sensie nie dosłownie na naszych, ale pod spodem w ziemi. Wiesz też nie chodzi o to, że chce się zmienić w całości, tylko ręce, albo nogi, tak żeby włączyć się w sieć, żeby poczuć las, usłyszeć o czym mówi, jak on myśli, no bo przecież nie tak jak my! Czytałem kiedyś w baśniach o zaklętych drzewach i strasznie mnie denerwowało coś takiego, że one niby myślą jak ludzie. Przecież gdyby ludzie tak stali w bezruchu i patrzyli w jedno miejsce... cały... czas... ja wiem, bo sam raz próbowałem. Więc o czym może myśleć takie drzewo? Jak działa dusza w drzewie? Jak odbiera rzeczywistość? Czy pozostaje na przykład troska o potomstwo, albo w ogóle o rodzinie? Drzewa dają sobie wzajem soki, ich korzenie splatają się i czasem nawet jak stary dąb pośrodku polany umiera, to jego dzieci poświęcają się dla niego, pomagają mu przeżyć zwalczyć chorobę. I z wzajemnością i w ogóle och, to wszystko dzięki grzybom dlatego myślałem o grzybach, ale boję się, że jak nawet częśc mojej dłoni stała by sięgrzybem, to nagle zacząłbym się po grzybiemu rozmnażać i plenić, znaczy też zależy jakiego grzyba wiadomo. – umilkł. Zdał sobie sprawę, ze nie dopuszczał jej do głosu i mówił za dużo. Stanowczo za dużo.
– Wiesz co? Ale pokaże Ci jak zmieniam się w niedźwiedzia, to na prawdę bardzo łatwe jak już ogarniesz podstawy. – To nie była prawda, ale Sam o tym nie wiedział. Jego matka zapomniała mu o tym powiedzieć.
I tak siedział na trawie podekscytowany dziwak, zarośnięty chudzielec o lśniących, iskrzących wiedzą oczach zapaleńca mykologa. A potem... a potem siedział niedźwiadek. Niedźwiedź. Wielka bestia. Jedno ucho asymetrycznie załopotało więc się w nie podrapał. jego oczy były teraz bardzo ciemno-brązowe, a on poruszył mokrym nosem by poczuć zapach Rose, by nauczyć się go na ewentualną przyszłość.
Kiwał głową na jej słowa, przejęty tym, że może z kimś podzielić się swoimi długimi, bardzo długimi rozmyślaniami w temacie:
– No tak, bo one się nie ruszają tylko... rozmnażają! To jest niesamowite, bo grzyby właśnie w taki sposób mogą się przemieszczać, są... społecznością, a ich zdolności porozumiewania się. Na bogów! Toć to doskonali kurierzy, tworzą całą sieć neuronów tu, na naszych oczach w sensie nie dosłownie na naszych, ale pod spodem w ziemi. Wiesz też nie chodzi o to, że chce się zmienić w całości, tylko ręce, albo nogi, tak żeby włączyć się w sieć, żeby poczuć las, usłyszeć o czym mówi, jak on myśli, no bo przecież nie tak jak my! Czytałem kiedyś w baśniach o zaklętych drzewach i strasznie mnie denerwowało coś takiego, że one niby myślą jak ludzie. Przecież gdyby ludzie tak stali w bezruchu i patrzyli w jedno miejsce... cały... czas... ja wiem, bo sam raz próbowałem. Więc o czym może myśleć takie drzewo? Jak działa dusza w drzewie? Jak odbiera rzeczywistość? Czy pozostaje na przykład troska o potomstwo, albo w ogóle o rodzinie? Drzewa dają sobie wzajem soki, ich korzenie splatają się i czasem nawet jak stary dąb pośrodku polany umiera, to jego dzieci poświęcają się dla niego, pomagają mu przeżyć zwalczyć chorobę. I z wzajemnością i w ogóle och, to wszystko dzięki grzybom dlatego myślałem o grzybach, ale boję się, że jak nawet częśc mojej dłoni stała by sięgrzybem, to nagle zacząłbym się po grzybiemu rozmnażać i plenić, znaczy też zależy jakiego grzyba wiadomo. – umilkł. Zdał sobie sprawę, ze nie dopuszczał jej do głosu i mówił za dużo. Stanowczo za dużo.
– Wiesz co? Ale pokaże Ci jak zmieniam się w niedźwiedzia, to na prawdę bardzo łatwe jak już ogarniesz podstawy. – To nie była prawda, ale Sam o tym nie wiedział. Jego matka zapomniała mu o tym powiedzieć.
I tak siedział na trawie podekscytowany dziwak, zarośnięty chudzielec o lśniących, iskrzących wiedzą oczach zapaleńca mykologa. A potem... a potem siedział niedźwiadek. Niedźwiedź. Wielka bestia. Jedno ucho asymetrycznie załopotało więc się w nie podrapał. jego oczy były teraz bardzo ciemno-brązowe, a on poruszył mokrym nosem by poczuć zapach Rose, by nauczyć się go na ewentualną przyszłość.