Słowa dziewczyny utwierdziły Leona w przeświadczeniu, że ma do czynienia ze smarkulą. Jak inaczej nazwać kogoś, kto dopiero co ukończył Hogwart i zachowywał się w tak niedojrzały sposób. Samą swoją obecnością zdawała się wywoływać u niego irytację. Pomijając różnicę wieku między nimi, wiele rzeczy sprawiało, że Leon mógł uchodzić za znacznie dojrzalszego - można było to zrzucić na karb choroby genetycznej, jego charakteru, wykonywanego przez niego zawodu czy ciężaru rodzinnego dziedzictwa. Umiejętność spoglądania w przyszłość, odkrywania przed pozbawionymi trzeciego oka ludźmi tajników losu stanowiło zarazem dar, jak i przekleństwo. Słabość ciała nie oznaczała miałkości umysłu. Tego choroba nie mogła mu odebrać.
— Czy ja się nie przesłyszałem? To bardziej zainteresowanie, niż praca. A jeśli to już dorywcza. Przygotowana przez ciebie cytrynówka jest naprawdę dobra. Niemniej... za smarkata jesteś na to, aby brać udział w takich targach. Przygotowywanie alkoholu to nawet nie jest ciężka praca. — Przewijająca się przez jego myśli i emocje irytacja w tym momencie zaczynała znów dochodzić do głosu, brała nad nim górę. W tym momencie za to odpowiadało wiele czynników. Dziewczyna tak naprawdę nie skalała się ciężką pracą - z pewnością obierała cytryny za pomocą magii albo wyręczał ją w tym skrzat domowy. Przykłady można by mnożyć. On nie pracował fizycznie, jednak praktycznie codziennie wychodził ze swojego mieszkania do Ministerstwa Magii, w którym pracował na istotnym i odpowiedzialnym stanowisku. Nie twierdził, że alkohol to każdy potrafi pędzić. Bo gdyby tak było to w każdym domu stałby destylator. A tak nie było.
Prawda zawsze wychodzi na jaw. Mulciber Moonshine. Stanowiło to stosunkowo istotną informację - wnioskując po nazwie dopiero co raczkującej firmy, miał do czynienia z Mulciberówną. Czy to jednak coś zmieniało? Stosunkowo niewiele - to utwierdziło go w przekonaniu, że to dla niej była wyłącznie zachcianka. Mogła sobie zmarnować życie, jednak to nie stanie się jego zmartwieniem.
— Jeśli taka twoja wola. Jestem egzorcystą, spirytystą... nie ma to nic wspólnego z pędzeniem bimbru w domowej gorzelni, wróżbitą. — Wytłumaczył z krótkim i zarazem ciężkim westchnięciem. Przemilczał to, że jest również jasnowidzem. Mógł poszczycić się obeznaniem w tych wszystkich zagadnieniach. Podczas tego przelotnego dotyku skóra dłoni dziewczyny wydawała mu się wręcz gorąca, przez to, że jego własna była chłodna, jakby pozbawiona wewnętrznego ciepła. Dostrzegał to, że zarumieniła się i uśmiechała się nieśmiało. — Tak szybko się upiłaś? — Zapytał z subtelną dozą złośliwości.
— Przepowiem ci przyszłość odnośnie zawodu. Chyba, że wolisz odnośnie miłości. Często mnie o to pytają. — Zasugerował sięgając po nie do końca opróżniony kieliszek, który trzymała. Spojrzał na dno, starając się dostrzec w drobinkach jakikolwiek kształt. Tym razem nie będzie proponować zatajenia przed nią prawdy. Będzie co ma być.
Orzeł (zmiana na lepsze)