Nagły ruch w stronę miotły, jaki wykonała blondynka, nie umknął uwadze Olbrzymki. Z rozbawieniem spoglądała na to, jak prędko kobieta chwyciła swój środek transportu i nawet przesunęła się tak, by miotła znajdowała się nieco za nią. Taki sprzęt był drogi, nawet bardzo i raczej nie kupowali go czarodzieje, którzy po prostu chcieli sobie polatać.
Nimbusy, każdy dzieciak to wiedział, były dedykowane do sportu. Cechowała je zwrotność i ponadprzeciętna prędkość oraz zwalająca z nóg cena, bo jakość była droga.
— Twoja strata. — odpowiedziała, biorąc jeszcze jedno ciastko, po tym jak Mackenzie odmówiła poczęstunku. — Wracając do…
Diety, ale tego już nie powiedziała, bo ta informacja wraz z innymi tworzyła całość układanki zatytułowanej „z kim mam do czynienia?”.
— Nie zatrzymuję. — zjadła i schowała pudełko z ciastkami z powrotem do plecaka. — Ale…sprzęt godny profesjonalisty, a nie botanika, pozwolę sobie zauważyć. Zakładam, że nie mam przyjemności z koleżanką po fachu, ale sportowcem. Powinnam pytać o autograf, żeby móc później chwalić się poznaniem botaniczki, która podbija świat quidditcha?
Głos Reginy przybrał nieco żartobliwy ton, co mogło zostać odebrane, jako lekka zaczepka czy też wbita szpilka. Tak naprawdę było zupełnie odwrotnie, bo Rowle w żadnym razie nie chciała urazić swojej rozmówczyni, a po prostu miała taki sposób bycia i spore braki w wiedzy na temat interakcji z ludźmi.