19.04.2024, 14:19 ✶
- Rzeczywiście, nie bywam w nich zbyt często – przyznała Brenna spokojnie na tę uwagę Basiliusa. Nawet jej nie zdziwiła. Może pomyślałaby, że Prewetta uderzyło jakieś zaklęcie, ale przecież pamiętała jego różne stwierdzenia, takie jak to, że zepsuła jego studenta, więc Basilius po prostu czasem mówił takie rzeczy, i kim była, by go przy tym oceniać, skoro sama miewała skłonności do opowiadania najróżniejszych bzdur?
– Jestem pewna, że uporamy się z formalnościami szybko – zapewniła, głównie dlatego, że nie chciała mówić "no jedna osoba twierdzi, że ty to wszystko zacząłeś, więc trochę to zależy od tego, co teraz powiesz, bo może zająć bardzo, bardzo dużo czasu". Chociaż ciężko było jej sobie wyobrazić Basiliusa jako prowodyra całego zamieszania, to jednego był Prewettem, a ci niekiedy mieli anielskie twarze, piękne uśmiechy i całe stada diabłów za skórą. Nie, żeby to negatywnie oceniała.
Drgnęła, gdy rozległy się krzyki i z trudem powstrzymała chęć uniesienia oczu ku niebu. Tak, to dokładnie ten pan utrzymywał, że całą bójkę rozpoczął Basilius Prewett.
Na szczęście dla nich obojga krótkie wyjaśnienia, których udzielił uzdrowiciel, pokrywały się z tym, co powiedziała druga osoba - a konkretnie ta osoba, która oberwała w twarz zamiast Prewetta. A to oznaczało, że raczej nie było podstaw, aby ciągnąć go natychmiast do siedziby BUM i przesłuchiwać tam. Również na szczęście, pan wrzeszczący o tym, że wszyscy Prewettci to oszuści, został po prostu powleczony przez pięknego Brygadzistę Apollo ku wyjściu, i stamtąd teleportowano się z nim bezpośrednio do Biura. Rannych zabrano, jego zabrano, pana od noża takoż, a Gregory właśnie zgarniał swoje trzy owieczki, by pewnie bezpośrednio w Biurze dochodzić, która z nich okazała się wilkiem…
– Potrzebujemy opisu przebiegu sytuacji z twojej perspektywy, a potem kilku podpisów – powiedziała, unosząc na niego znad notatnika spojrzenie ciemnych oczu. Czy jej się wydawało, czy był bledszy niż zwykle? Ba, bledszy niż ledwo chwilę wcześniej? I coś bardzo nalegał na to, że chce już stąd pójść. To zwykle oznaczało, że albo masz coś na sumieniu, albo że źle się czujesz, bo skoro był gotów aż później iść do Departamentu… ludzie zazwyczaj unikali tego tak bardzo, jak tylko mogli… – Całość nie powinna zająć dłużej niż pół godziny, w Departamencie na pewno zajmie to dłużej, ale możemy to przełożyć, wystarczy podpis i adres dla oficjalnej sowy… Basilius, jesteś pewien, że nie trafiło cię żadne zaklęcie? – zapytała, bo właściwie tamto nekromantyczne wyssało z jednego osobnika siły. Może jednak jakiś czar musnął także Prewetta?
– Jestem pewna, że uporamy się z formalnościami szybko – zapewniła, głównie dlatego, że nie chciała mówić "no jedna osoba twierdzi, że ty to wszystko zacząłeś, więc trochę to zależy od tego, co teraz powiesz, bo może zająć bardzo, bardzo dużo czasu". Chociaż ciężko było jej sobie wyobrazić Basiliusa jako prowodyra całego zamieszania, to jednego był Prewettem, a ci niekiedy mieli anielskie twarze, piękne uśmiechy i całe stada diabłów za skórą. Nie, żeby to negatywnie oceniała.
Drgnęła, gdy rozległy się krzyki i z trudem powstrzymała chęć uniesienia oczu ku niebu. Tak, to dokładnie ten pan utrzymywał, że całą bójkę rozpoczął Basilius Prewett.
Na szczęście dla nich obojga krótkie wyjaśnienia, których udzielił uzdrowiciel, pokrywały się z tym, co powiedziała druga osoba - a konkretnie ta osoba, która oberwała w twarz zamiast Prewetta. A to oznaczało, że raczej nie było podstaw, aby ciągnąć go natychmiast do siedziby BUM i przesłuchiwać tam. Również na szczęście, pan wrzeszczący o tym, że wszyscy Prewettci to oszuści, został po prostu powleczony przez pięknego Brygadzistę Apollo ku wyjściu, i stamtąd teleportowano się z nim bezpośrednio do Biura. Rannych zabrano, jego zabrano, pana od noża takoż, a Gregory właśnie zgarniał swoje trzy owieczki, by pewnie bezpośrednio w Biurze dochodzić, która z nich okazała się wilkiem…
– Potrzebujemy opisu przebiegu sytuacji z twojej perspektywy, a potem kilku podpisów – powiedziała, unosząc na niego znad notatnika spojrzenie ciemnych oczu. Czy jej się wydawało, czy był bledszy niż zwykle? Ba, bledszy niż ledwo chwilę wcześniej? I coś bardzo nalegał na to, że chce już stąd pójść. To zwykle oznaczało, że albo masz coś na sumieniu, albo że źle się czujesz, bo skoro był gotów aż później iść do Departamentu… ludzie zazwyczaj unikali tego tak bardzo, jak tylko mogli… – Całość nie powinna zająć dłużej niż pół godziny, w Departamencie na pewno zajmie to dłużej, ale możemy to przełożyć, wystarczy podpis i adres dla oficjalnej sowy… Basilius, jesteś pewien, że nie trafiło cię żadne zaklęcie? – zapytała, bo właściwie tamto nekromantyczne wyssało z jednego osobnika siły. Może jednak jakiś czar musnął także Prewetta?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.